Prezydent Rosji miał osobiście udzielać instrukcji, co zrobić z wykradzionymi przez hakerów mailami, m.in. autorstwa Hillary Clinton w czasie kampanii prezydenckiej w USA - twierdzą amerykańskie specsłużby. Informacje o tym podała stacja telewizyjna NBC News. Kreml określił te rewelacje mianem nonsensu. 

Według anonimowych źródeł z kręgów specsłużb, na które powołują się dziennikarze, Władimir Putin miał sam wydawać polecenia dotyczące rozpowszechniania wykradzionych maili kierownictwa amerykańskiej Partii Demokratycznej. Początkowo rosyjskiemu prezydentowi chodziło przede wszystkim o zemstę na Hillary Clinton. Powodem miały być jej krytyczne wypowiedzi na temat Putina.

Czytaj też: Żenujący żart Hillary Clinton: „Od Putina możemy się uczyć jak zostać prezydentem”

W 2011 roku publicznie wyraziła ona wątpliwości co do prawidłowego przebiegu wyborów w Rosji. Putinowi miałoby też zależeć na ukazaniu skorumpowanej amerykańskiej polityki i skompromitowaniu USA w oczach ich sojuszników oraz sprawieniu wrażenia, że nie nadają się do roli poważnego światowego przywódcy. 

Ambasador USA w Rosji w latach 2012 - 2014 Michael McFaul powiedział w rozmowie z dziennikarzami NBC, że takie działania pasują do metod postępowania Putina.

Amerykanie od dawna oskarżali Rosję o ataki hakerskie na systemy komputerowe organizacji i instytucji politycznych. W ten sposób Moskwa miała ingerować w walkę wyborczą. Agencja wywiadowcza CIA miała dojść do wniosku, że Rosja celowo zaingerowała w wybory prezydenckie, by pomóc w zwycięstwie Donaldowi Trumpowi.

To w Rosji ukrył się były analityk amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) Edward Snowden.  

Informacje NBC zdecydowanie zdementował Kreml. Rzecznik Putina Dmitrij Pieskow określił zarzuty mianem „zabawnych bzdur".