Paweł Kasprzak - nowa "gwiazda" opozycji - odgrażał się od kilku dni: „80. miesięcznicy smoleńskiej nie będzie”. Niewiele jednak potrafił (razem z grupką sympatyków) zrobić. Przede wszystkim dzięki stanowczej reakcji służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo nie doszło do poważnych incydentów. Tymczasem jak to wyglądało cztery, pięć, sześć lat temu? Wyzywano, opluwano, nękano osoby modlące się na Krakowskim Przedmieściu. Przy ówczesnej władzy awanturnicy jednak mogli liczyć na bezkarność.

Dzisiaj temu tematowi poświęciliśmy kilka tekstów - w godzinach porannych, a także wieczorem, przed Pałacem Prezydenckim, w miejscu gdzie co miesiąc tysiące Polaków oddają hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej, pojawiła się grupka działaczy stowarzyszenia Obywatele RP z Pawłem Kasprzakiem na czele. Zapowiadali awanturę, chcieli "zająć krzyż", nawet  grozili zablokowaniem miesięcznicy.

Szybko im jednak wskazano miejsce w szeregu. Jak relacjonowała nasza reporterka obecna na Krakowskim Przedmieściu - zostali szybko przesunięci przez dużą grupę ludzi, a następnie oddzieleni przez policjantów. Znicze zostały zapalone, odmówiono modlitwę, odśpiewano hymn.

Musieliśmy zrobić miejsce dla funkcjonariuszy BOR, którzy robili rozpoznanie pirotechniczne. To standardowa procedura, jeśli na miejscu znajduje się premier. Po kontroli uczestnicy obu zgromadzeń zostali oddzieleni kordonem policji

- powiedział rzecznik stołecznej policji Mariusz Mrozek.


Później Kasprzak stawał się coraz bardziej groteskowy. Zapowiadał chociażby złożenie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez słuzby.

Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, że mam do czynienia z promocją osoby, która robi to właśnie kosztem funkcjonariuszy zaangażowanych i poświęcających się temu, żeby było bezpiecznie na terenie miasta, zwłaszcza tam, gdzie te zgromadzenia się odbywają

- powiedział Mrozek o zachowaniu Pawła Kasprzaka.

Scenariusz powtórzył się wieczorem - niewielka grupa krzykaczy była wprawdzie na Krakowskim Przedmieściu, ale nie mogła przeszkodzić w przebiegu uroczystości 80. miesięcznicy. Ograniczyli się do wykrzykiwania prostackich haseł, ale to świadczy jedynie o poziom kultury osobistej.





Tak wyglądała sytuacja w sobotę 10 grudnia 2016 roku - a jak było kilka lat wcześniej, gdy rządziła Platforma Obywatelska razem z PSL-em. Wówczas na Krakowskim Przedmieściu dochodziło wręcz do fizycznych ataków na osoby oddające hołd ofiarom 10.04.10 Policjanci jednak nie reagowali. Niedawno wyszło na jaw, że taka bezczynność nie była przypadkowa.

W maju tego roku tygodnik "Gazeta Polska" informował, że przeprowadzono audyt działań służb, a dzięki niemu "wiemy, że służby podległe Platformie Obywatelskiej od początku bacznie obserwowały sytuację pod Krzyżem. Co więcej, miały swoich agentów po obu stronach sporu. Także sterowały wydarzeniami wśród samych obrońców, poprzez swojego prowokatora".

CZYTAJ WIĘCEJ: Piknik służb pod Krzyżem. Jak sterowano emocjami na Krakowskim Przedmieściu

Nasi czytelnicy zapewne doskonale pamiętają Andrzeja Hadacza.

CZYTAJ WIĘCEJ: To służby reżyserowały spektakl na Krakowskim Przedmieściu

Atakowano dziennikarzy, poniewierano ludzi, rzucano w nich niedopałkami. Śledztw albo w ogóle nie wszczynano, albo umarzano. Inna sytuacja także opisywana przez niezalezna.pl: "Do skandalicznego happeningu doszło 5 sierpnia. Na Facebooku zorganizowała go grupa „Droga Krzyżowa”. Wieczorem na Krakowskim Przedmieściu pojawił się mężczyzna niosący krzyż z puszek po piwie. I uciekł zanim zdążyła zareagować policja, czy straż miejska".

Takich przykładów można byłoby mnożyć...