W ciągu decydujących trzech miesięcy nieświadomi klienci Amber Gold wpłacili 160 mln zł. To też pokazuje wymierny brak działań i opieszałości ze strony prokuratury. To jest nieuzasadnione działanie na zwłokę - powiedział poseł Jarosław Krajewski z PiS po posiedzeniu Komisji Specjalnej do spraw zbadania afery Amber Gold. Na pytania odpowiadali dziś gdańscy prokuratorzy. 

Jacek Radoniewicz był rzecznikiem dyscyplinarnym w Prokuraturze Generalnej od 2010 do 2016 r. Jak przyznał, niektóre z zarzutów przeciwko prokuratorom w postępowaniach dyscyplinarnych (wszystkie zakończyły się uniewinnieniem) były błędnie sformułowane.

Jeśli chodzi o konstrukcję zarzutów, to [były błędy] na etapie postępowania przed-dyscyplinarnego

- stwierdził prokurator. 

Przyznał też, że było możliwe sprawniejsze prowadzenie sprawy Amber Gold.

Pytany o to, czy nie był świadomy wagi sprawa afery Amber Gold, były rzecznik powiedział, że „nie miał medialnej świadomości tej sprawy, bo od kilku lat nie ogląda telewizji”. 

Czytaj też: Tak działali śledczy ws. Amber Gold: Prokurator zajmująca się sprawą zapomniała przesłać akta

Z kolei zeznania prokurator Małgorzaty Syguły rzuciły nowe światło na działalność organów śledczych zajmujących się Amber Gold. Okazało się, że akta spawy zostały przekazane do prokuratury dopiero po trzech miesiącach od wybuchu afery. 

Mamy sytuację, w której błędy, niedociągnięcia, bezczynność powodowały, że nie podjęto podstawowych czynności (...) Na koniec prokuratorzy, którzy mogliby odpowiadać za bezczynność, stawiani są przed sądem dyscyplinarnym w prokuraturze i oczyszczani są z zarzutów. Trudno, by obywatele mieli inne przekonanie niż to, że tutaj sędziami były osoby, które sądziły samych siebie, we własnej sprawie

- powiedział nam Stanisław Pięta z PiS. 

Posiedzenie komisji w sprawie afery Amber Gold: