25 proc. funduszy przeznaczanych w Niemczech na tzw. fundacje partyjne finansuje działania zagraniczne. W ten m.in. sposób Niemcy budują swoje wpływy. Dlaczego my przez 27 lat nie byliśmy w stanie tego zrobić? – minister Gliński wyjaśnia swój udział w publicznej dyskusji nt. celowości funkcjonowania sektora pozarządowego w Polsce.

Dlaczego zdecydował się Pan wejść w spór dotyczący instytucji trzeciego sektora pozarządowego (tzw. NGO – non governmental organisations)?
Stanąłem w obronie tego sektora, ponieważ znam go i badam od ponad 30 lat. Dlatego jestem w stu procentach przekonany, że zdecydowana większość ludzi, którzy tam pracują, to są ofiarni etosowcy. Jest to środowisko, w którym pracują osoby o różnych poglądach, być może w wielu organizacjach dominują ludzie o poglądach lewicowych, ale widziałem, jak oni wszyscy ofiarnie pracują i jak przez lata budowali swoje organizacje za bardzo małe pieniądze. Postąpiłem tak dlatego, że wiem, jak ważny dla demokracji jest rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Ono nie jest ani lewicowe, ani prawicowe. Już sześć lat temu na kongresie Polska Wielki Projekt apelowałem do środowiska związanego z moim obozem politycznym, że nie możemy tej przestrzeni oddawać lewicy na wyłączność, naszym celem jest stworzenie sprawiedliwych warunków dla wszystkich.
NGO pełnią wiele ważnych funkcji – od artykulacyjnych, czyli wyrażania i obrony pewnych wartości czy interesów różnorakich grup społecznych i obywateli, poprzez najróżniejsze funkcje pomocowe, kulturowe, edukacyjne, po bardzo istotną kontrolę władzy. Bez takiej działalności nie ma demokracji. Szanujmy więc trzeci sektor, bo w większości pracują tam bardzo wartościowi ludzie i instytucje.

Czy to znaczy, że nie można ich krytykować i badać powiązań osobowo-finansowych?
Oczywiście, że trzeba zadawać pytania o ich działalność. I media mają prawo, a nawet obowiązek to robić. Bardzo szkodliwe jest natomiast powtarzanie stereotypowych określeń, które kojarzą organizacje pozarządowe z nadużyciami. To niepotrzebne i nieodpowiedzialne. To, że większość środków wykorzystywanych przez niektóre fundacje idzie na płace ich pracowników, to nie jest nic dziwnego. Jest tak np. w wypadku think tanków, niektóre wspierają przecież także naszą opcję polityczną.
Ich działalność polega na przygotowywaniu analiz i strategii, a inne organizacje udzielają np. porad prawnych i ich budżet też idzie w 90 proc. na płace. Nie można tych informacji pomijać i na siłę upraszczać rzeczywistości, kreując negatywne stereotypy. Musimy pamiętać, że nasza, prawa, strona sceny politycznej wygrała wybory także dzięki organizacjom społecznym, pozarządowym, także tym, w których ludzie biorą pensje, zarabiają pieniądze. Nie bądźmy demagogami!
To cały archipelag polskości: Kluby „Gazety Polskiej”, Rodziny Radia Maryja, ale jednocześnie stowarzyszenia patriotyczne, lokalne, kulturalne, grupy rekonstrukcyjne, stowarzyszenia obronne, organizacje młodzieży, nowy ruch studencki i wiele innych. Może tego ktoś nie rozumieć, ale etos państwowy jest obecnie odbudowywany m.in. właśnie dzięki organizacjom pozarządowym, które działają w obozie patriotycznym.

Pisał Pan wielokrotnie m.in. o oligarchizacji trzeciego sektora, czyli zjawisku, którego obawiają się internauci i dziennikarze piszący o powiązaniach polityków z fundacjami…
Tak, sektor pozarządowy, obywatelski jest w Polsce relatywnie słaby. Charakteryzuje się też, podobnie jak organizacje tego rodzaju na całym świecie, wieloma niezbyt pozytywnymi zjawiskami, o których pisałem już w latach 90. W Polsce najpierw był to nadmierny wpływ postkomunizmu w tym sektorze, z czasem zbyt duże zbliżenie się do elit politycznych czy elit biznesowych, co nazwałem oligarchizacją, jej efektem jest m.in. osłabienie funkcji kontrolnej sektora. Jeszcze czym innym jest tzw. grantoza związana m.in. z odchodzeniem od misji organizacji na rzecz ich komercjalizacji (wyścigiem po dotacje, czyli granty).
Ale pamiętajmy: etos społecznikowski był przez lata PRL-u niszczony i teraz też przechodzi trudny czas. Chciałbym być dobrze zrozumiany: błędy i kłopoty nie mogą przysłonić faktu, że sektor pozarządowy jest pożyteczny i potrzebny Polsce i polskiej demokracji. Trzeba jedynie stworzyć warunki do jego „zdemokratyzowania”, rozwoju i reformy.