Spór o organizacje pozarządowe. Prof. Gliński: Odbudowujemy etos państwowy

Magdalena Piejko

Kierowniczka działu „Kultura” w „Gazecie Polskiej”. Związana także z telewizją Republika, gdzie wydaje m.in. program „10.04.2010. FAKTY”.

Kontakt z autorem

  

25 proc. funduszy przeznaczanych w Niemczech na tzw. fundacje partyjne finansuje działania zagraniczne. W ten m.in. sposób Niemcy budują swoje wpływy. Dlaczego my przez 27 lat nie byliśmy w stanie tego zrobić? – minister Gliński wyjaśnia swój udział w publicznej dyskusji nt. celowości funkcjonowania sektora pozarządowego w Polsce.

Dlaczego zdecydował się Pan wejść w spór dotyczący instytucji trzeciego sektora pozarządowego (tzw. NGO – non governmental organisations)?
Stanąłem w obronie tego sektora, ponieważ znam go i badam od ponad 30 lat. Dlatego jestem w stu procentach przekonany, że zdecydowana większość ludzi, którzy tam pracują, to są ofiarni etosowcy. Jest to środowisko, w którym pracują osoby o różnych poglądach, być może w wielu organizacjach dominują ludzie o poglądach lewicowych, ale widziałem, jak oni wszyscy ofiarnie pracują i jak przez lata budowali swoje organizacje za bardzo małe pieniądze. Postąpiłem tak dlatego, że wiem, jak ważny dla demokracji jest rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Ono nie jest ani lewicowe, ani prawicowe. Już sześć lat temu na kongresie Polska Wielki Projekt apelowałem do środowiska związanego z moim obozem politycznym, że nie możemy tej przestrzeni oddawać lewicy na wyłączność, naszym celem jest stworzenie sprawiedliwych warunków dla wszystkich.
NGO pełnią wiele ważnych funkcji – od artykulacyjnych, czyli wyrażania i obrony pewnych wartości czy interesów różnorakich grup społecznych i obywateli, poprzez najróżniejsze funkcje pomocowe, kulturowe, edukacyjne, po bardzo istotną kontrolę władzy. Bez takiej działalności nie ma demokracji. Szanujmy więc trzeci sektor, bo w większości pracują tam bardzo wartościowi ludzie i instytucje.

Czy to znaczy, że nie można ich krytykować i badać powiązań osobowo-finansowych?
Oczywiście, że trzeba zadawać pytania o ich działalność. I media mają prawo, a nawet obowiązek to robić. Bardzo szkodliwe jest natomiast powtarzanie stereotypowych określeń, które kojarzą organizacje pozarządowe z nadużyciami. To niepotrzebne i nieodpowiedzialne. To, że większość środków wykorzystywanych przez niektóre fundacje idzie na płace ich pracowników, to nie jest nic dziwnego. Jest tak np. w wypadku think tanków, niektóre wspierają przecież także naszą opcję polityczną.
Ich działalność polega na przygotowywaniu analiz i strategii, a inne organizacje udzielają np. porad prawnych i ich budżet też idzie w 90 proc. na płace. Nie można tych informacji pomijać i na siłę upraszczać rzeczywistości, kreując negatywne stereotypy. Musimy pamiętać, że nasza, prawa, strona sceny politycznej wygrała wybory także dzięki organizacjom społecznym, pozarządowym, także tym, w których ludzie biorą pensje, zarabiają pieniądze. Nie bądźmy demagogami!
To cały archipelag polskości: Kluby „Gazety Polskiej”, Rodziny Radia Maryja, ale jednocześnie stowarzyszenia patriotyczne, lokalne, kulturalne, grupy rekonstrukcyjne, stowarzyszenia obronne, organizacje młodzieży, nowy ruch studencki i wiele innych. Może tego ktoś nie rozumieć, ale etos państwowy jest obecnie odbudowywany m.in. właśnie dzięki organizacjom pozarządowym, które działają w obozie patriotycznym.

Pisał Pan wielokrotnie m.in. o oligarchizacji trzeciego sektora, czyli zjawisku, którego obawiają się internauci i dziennikarze piszący o powiązaniach polityków z fundacjami…
Tak, sektor pozarządowy, obywatelski jest w Polsce relatywnie słaby. Charakteryzuje się też, podobnie jak organizacje tego rodzaju na całym świecie, wieloma niezbyt pozytywnymi zjawiskami, o których pisałem już w latach 90. W Polsce najpierw był to nadmierny wpływ postkomunizmu w tym sektorze, z czasem zbyt duże zbliżenie się do elit politycznych czy elit biznesowych, co nazwałem oligarchizacją, jej efektem jest m.in. osłabienie funkcji kontrolnej sektora. Jeszcze czym innym jest tzw. grantoza związana m.in. z odchodzeniem od misji organizacji na rzecz ich komercjalizacji (wyścigiem po dotacje, czyli granty).
Ale pamiętajmy: etos społecznikowski był przez lata PRL-u niszczony i teraz też przechodzi trudny czas. Chciałbym być dobrze zrozumiany: błędy i kłopoty nie mogą przysłonić faktu, że sektor pozarządowy jest pożyteczny i potrzebny Polsce i polskiej demokracji. Trzeba jedynie stworzyć warunki do jego „zdemokratyzowania”, rozwoju i reformy.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Tagi

Wczytuję komentarze...

Prawdziwy horror holenderskiej rodziny. Były członek sekty Moona więził ich przez 9 lat!

/ pasja1000

  

Holenderski sąd przedłużył o dwa tygodnie areszt mężczyźnie, który przez 9 lat przetrzymywał w zamknięciu na farmie w Holandii siedem osób. Jak podaje holenderska prasa, zatrzymany to 58-letni Austriak Josef B., prawdopodobnie były członek sekty Moona. Sześcioro rodzeństwa w wieku od 18 do 25 lat oraz ich schorowany ojciec, mieszkało w całkowitej izolacji. Młodzi ludzie zostali odnalezieni zamknięci w ukrytym pokoju w domu na farmie. Ojciec rodzeństwa najprawdopodobniej przeszedł udar.

Josef B. podejrzany jest o bezprawne pozbawienie wolności oraz szkodzenie zdrowiu swych ofiar. Agencja dpa poinformowała, że aresztowany także został 67-letni ojciec przetrzymywanej rodziny.

Według telewizji RTV Drenthe Josef B., z wykształcenia cieśla, mieszkał samotnie w Austrii do 2010 roku. Potem przeprowadził się do Holandii i osiadł w wiosce Ruinerwold, gdzie wydzierżawił farmę. To tam przez 9 lat przetrzymywał siedem osób - sześcioro rodzeństwa i ich schorowanego ojca.

Holenderska prasa podała, że Josef B. prawdopodobnie był członkiem tzw. Kościoła Zjednoczeniowego, powstałego w Korei Południowej, znanego też jako sekta Moona. Informacje te potwierdził w austriackiej gazecie "Kronen Zeitung" jego brat Franz B., który przyznał, że Josef B. należał do sekty, nie wymienił jednak jej nazwy.

Wiele wskazuje na to, że Josef B. i przetrzymywana przez niego rodzina znali się od pewnego czasu. Niektóre źródła twierdzą, że byli sąsiadami w pobliskim Hasselt i że najstarszy syn w rodzinie w przeszłości był pracownikiem Josefa B.

Holenderska agencja ANP przytacza słowa Wima Koetsiera, rzecznika Federacji Uniwersalnego Pokoju (UPF), który powiedział, że ojciec przetrzymywanej rodziny w latach 80. był członkiem sekty Moona, a następnie założył własną "grupę" z kimś innym.

Policja otrzymała informację w sprawie sytuacji na farmie w miniony weekend. Według lokalnych mediów jeden z synów z przetrzymywanej rodziny uciekł i poprosił o pomoc w pobliskiej kawiarni. Jej pracownik powiedział RTV Drenthe, że zaniedbany, zdezorientowany 25-latek przyszedł do kawiarni i powiedział, że nie był na zewnątrz od dziewięciu lat.

Widać było, że nie miał pojęcia, gdzie jest, ani co robić

- opowiadał szef lokalu Chris Westerbeek. 

Powiedział, że uciekł i pilnie potrzebuje pomocy.

Następnie wyszło na jaw, że sześcioro rodzeństwa w wieku od 18 do 25 lat oraz ich schorowany ojciec, mieszkało w całkowitej izolacji. Młodzi ludzie zostali odnalezieni zamknięci w ukrytym pokoju w domu na farmie. Ojciec rodzeństwa najprawdopodobniej przeszedł udar.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl