Prezydent elekt USA Donald Trump oświadczył po śmierci kubańskiego przywódcy, że „dziedzictwo Castro to rozstrzeliwania ludzi, kradzieże, niewyobrażalne cierpienie, bieda i zaprzeczenie podstawowych praw człowieka”. Jego zdaniem „odszedł brutalny dyktator, który przez prawie sześć dekad gnębił własny naród”.   

Trump podkreślił,  że śmierć Castro oznacza początek odchodzenia od okropności, które trwały zbyt długo, ku przyszłości, w której wspaniali Kubańczycy wreszcie będą żyć w wolności na jaką zasługują”. Zapewnił, że nowa administracja USA „zrobi wszystko co może, by Kubańczycy mogli w końcu rozpocząć drogę ku dobrobytowi i wolności”. Podziękował też Amerykanom kubańskiego pochodzenia, którzy głosowali na niego w wyborach prezydenckich 8 listopada.

Fidel Castro umarł wczoraj wieczorem. Jego rządy pochłonęły tysiące ofiar. Ich dokładna liczba nie jest jednak znana.

Czytaj więcej: Zmarł Fidel Castro. Kubański dyktator miał 90 lat

Tymczasem demokrata, ustępujący prezydent Barack Obama powstrzymał się od krytyki Fidela Castro, zaznaczając, że oceni go historia, która „odnotuje i oceni ogromny wpływ tej szczególnej postaci na ludzi i świat wokół niego”. 

W chwili odejścia Fidela Castro wyciągamy rękę przyjaźni do Kubańczyków. Wiemy, że ta chwila wypełnia Kubańczyków - na Kubie i w USA - potężnymi emocjami

- napisał Obama w oświadczeniu. Podkreślił, że Castro na niezliczone sposoby zmienił przebieg życia poszczególnych osób, rodzin i kubańskiego narodu.

Wielu Republikanów - w tym senatorowie kubańskiego pochodzenia Marco Rubio czy Ted Cruz - krytykowało Obamę za zakończenie trwającej ponad 50 lat polityki izolacji Kuby i zapoczątkowanie dwa lata temu normalizacji stosunków z wyspą rządzoną obecnie przez brata Fidela, Raula Castro.

Z kolei prezydent Rosji Władimir Putin w depeszy kondolencyjnej napisał, że Fidel Castro był szczerym i niezawodnym przyjacielem Rosji.

Castro poprowadził swój zablokowany na arenie międzynarodowej kraj na ścieżkę niepodległości i niezależnego rozwoju

– napisał Władimir Putin.