Wiatr majdanu

  

Trzy lata temu jeszcze nie wiedziałem. Jednak oni też nie wiedzieli. Wszyscyśmy żyli obok siebie, nie wiedząc, że historia zaraz się o nich upomni. Że wyjdzie z muzeum, z trumny, z gabloty. Że zapuka do ich drzwi. A oprócz niej zaraz wejdą strach i śmierć.

Każdy ma swoje Westerplatte” – mówił do młodzieży św. Jan Paweł II. Słowa papieża Polaka tak doskonale oddają atmosferę, którą odczuwałem na kijowskim majdanie Niepodległości, że chyba nie potrafię dziś inaczej patrzeć na tamten okres. Kiedy z początkiem grudnia 2013 r. przeciskałem się pomiędzy okrzykami, buchającą z kotłów parą, by po raz pierwszy poczuć ducha majdanu, nie miałem pojęcia, że zmieni to moje życie i na trwałe zrobi ze mnie mimowolnego ambasadora sprawy ukraińskiej.

Czytelnikom „Gazety Polskiej” i „Codziennej” nie trzeba wyjaśniać, dlaczego nasze środowisko stanęło po stronie bojowników kijowskiego majdanu. Od samego początku wiedzieliśmy, że pomimo rozgrywającego się wysoko nad Chreszczatykiem pojedynku mocarstw, w dole trwa walka o godność, którą barbarzyńcy z Azji chcą znów odebrać umęczonemu ludowi „skrwawionych ziem”, jak pisał o Europie Środkowej i Wschodniej historyk Timothy Snyder. To było ich Westerplatte, powtórka z Poznania, Budapesztu, Bratysławy, Tbilisi i wszystkich tych miejsc, w których jednostki w pewnym momencie dostrzegały się wzajemnie, by stawić opór znanemu reżimowi.

Ziarno zostało zasiane

Powstania i rewolucje wybuchają i gasną. Zjadają swoje dzieci, gubią ideały. Pozostają po nich kombatanckie wspomnienia, kalectwo i znicze na cmentarzach. Pozostają po nich wiersze i obrazy, które stają się czasem częścią pamięci zbiorowej. Czasem okazuje się, że wiatr zmian wieje tak mocno, iż dochodzi do trwałej zmiany stosunków społecznych. Częściej wymiana jest chwilowa i niepełna. Brakuje środków, ludzi, chęci do porewolucyjnej „pracy dnia codziennego” czy determinacji do wypalenia zła żelazem. Zawsze jednak zostaje ślad. „Chcieli nas zakopać, nie wiedzieli, że jesteśmy ziarnem” – słynny cytat odwołujący się do skazanej na przegraną walki powojennego podziemia antykomunistycznego w okupowanej przez Sowietów Polsce pasuje tu idealnie. Każde wystąpienie do walki przeciw opresji jest jednocześnie sianiem. Sianiem idei i nadziei. W Polsce usiłowano pamięć o podziemiu niepodległościowym zmieść z powierzchni ziemi w sposób najbardziej okrutny – fizyczną likwidacją jego uczestników i wyrwaniem ich historii z kart zbiorowego doświadczenia. To się nie udało, o czym zaświadcza każdy dziś każdy dzień. Przykładów jest aż nadto.

Wiatr wieje przez majdan

I nie mam wątpliwości – podobnie będzie na Ukrainie. Choć dym majdanu dawno się rozwiał, zmieniając się w wojnę, która pochłonęła już tysiące ofiar, choć na wschodzie tego kraju trwa niewypowiedziana wojna z agresorem łamiącym wszystko – od ludzkich kręgosłupów i sumień po prawo międzynarodowe, choć władza nie wydaje się oderwana od społeczeństwa w równym stopniu jak przepędzony przed blisko trzema laty Wiktor Fedorowycz Janukowycz, choć…

Ziarno majdanu rośnie. Rośnie w ruchu wolontariuszy, którzy po raz pierwszy w historii dostrzegli na tak wielką skalę możliwość wzajemnej organizacji. Rośnie w bitewnym duchu słabo wyposażonych i nadrabiających hartem ducha batalionów ochotniczych. Rośnie w ukraińskich synach i córkach, którzy wiedzą, że to już „se nevratí”. Rośnie w paciorkach przesuwanych w palcach przez babuszki za dusze poległych wnuków. Ten wiatr zmiany nie ucichł. Wciąż czuć go na majdanie, choć nie stoi tu żaden namiot „Samoobrony” i nie ma uśmiechniętych sanitariuszek. Nie ma już ofiar i setek poległych.

Skurczony cień Moskwy

Długi cień Moskwy, rzucony na Ukrainę aż do granicy z Polską, skurczył się znacznie. Choć jest mocniejszy niż wcześniej, to nie tak rozległy. Dzisiejsza Ukraina to nie to samo państwo, które trzy lata temu rozkazem Janukowycza zrezygnowało z umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Zmiany, które dokonały się tam przez ten czas, ostatecznie odarły ludzi ze złudzeń co do możliwej koegzystencji z Rosją zarządzaną ukazami kagebistów. Propolsko i proeuropejsko zorientowane społeczeństwo (potwierdzają to wszelkie możliwe badania) zdefiniowało się po pierwsze jako naród ukraiński, po drugie jako część europejskiej wspólnoty tożsamościowej, opartej na wolności i godności (Dzień Wolności i Godności przypada 21 listopada – w rocznicę pierwszych wystąpień z 2013 r.). Naszym zadaniem, jako kraju najbliższego Ukrainie, nie tylko ze względów geograficznych, jest wciągać Kijów w orbitę cywilizacji zachodnioeuropejskiej.

Drabina do Berlina

Nie może to jednak oznaczać przyzwolenia na to, by Polska traktowana była przez ukraińskie władze jako drabina do Brukseli i Berlina. Pomijam już fakt, że przez całe lata „odcinek wschodni” był przez polskich polityków traktowany jako pole do podejrzanych machinacji ze styku biznesu i władzy, a elity ukraińskie infekowano „jedynie słuszną wizją” polskiej historii mówiącą o „złotej III RP”, wyspie szczęśliwości. Dziś odbija się to czkawką. Podsumowanie roku prac polskiego rządu, które zamieścił popularny serwis „Ukrainska Prawda”, wygląda, jakby dyktowali go moim ukraińskim kolegom Sławomir Nowak z Pawłem Wrońskim z „Gazety Wyborczej”.

Cóż – przypomnę tylko, że do Pawła Bobołowicza, kijowskiego korespondenta TVP i Radia Wnet, tuż po ogłoszeniu wyborów prezydenckich w Polsce dzwonili dziennikarze z Kijowa, pytając: „Kim jest Andrzej Duda? ”. Nie sądzili bowiem, że w Polsce istnieje jakiekolwiek silne stronnictwo polityczno-społeczne poza „obozem III RP”. Jednak przyznajmy – ilu z nas przed grudniem 2013 r. nie miało o Ukrainie większego pojęcia, tylko garść stereotypów pokazujących ten kraj jako siedlisko skorumpowanych oligarchów, krwiożerczych banderowców, niewykwalifikowanych robotników i kobiet będących połączeniem sprzątaczki i prostytutki? Ilu z nas pielęgnuje te stereotypy do dziś?

Raport z frontu

Trzy lata temu jeszcze nie wiedziałem, czym jest Ukraina. Jednak wielu z nich, samych Ukraińców, także tego nie wiedziało. Wszyscyśmy żyli obok siebie, nie wiedząc, że historia zaraz się o nas upomni. Że wyjdzie z muzeum, z trumny, z gabloty. Że zapuka do nas do drzwi. A zaraz za nią wejdą strach i śmierć. Że zmuszą nas do określenia się na nowo i wzajemnego dostrzeżenia. Bo że musimy to zrobić – to pewne.

Tylko wczoraj pomimo rzekomego zawieszenia broni pomiędzy stronami konfliktu w mieście Makijewka doszło do masowych wybuchów. Pozycje ukraińskie były ostrzeliwane z moździerzy i czołgów, rosyjskie wojska z kolei ostrzelały z rakiet „Grad” miejscowość Krasnohoriwka. To tylko wyjątki z konfliktu, który pochłania kolejne ofiary. I tak każdego dnia.

Pamiętajmy jednak, że i my jesteśmy na froncie tej wojny. Innym, bo informacyjnym. Tu, gdzie orężem jest prawda i kłamstwo. Jak powiedział szef MON u Antoni Macierewicz: – Fundamentalnym narzędziem przeciwstawiania się dezinformacji jest po pierwsze prawda, i to jest rzecz fundamentalna, i swoboda, wolność, dochodzenie do prawdy – przeciwstawianie się temu, co nazywa się poprawnością polityczną i co służy do blokowania możliwości w ogóle analizy rzeczywistości.

I tego w kontekście Ukrainy na naszych łamach na pewno nie zabraknie.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts