Efekt Trumpa nad Sekwaną

  

We Francji już mówi się o politycznym efekcie wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA. Tygodnik „Valeur Actuelles” poświęcił temu zjawisku cały numer, pisząc o „zaślepionych elitach, aroganckich mediach i zbuntowanym społeczeństwie” także we Francji. Wpływ jest rzeczywiście dostrzegalny, a widoczna od wielu miesięcy niechęć do tradycyjnej klasy politycznej może się przełożyć i na wyniki przyszłorocznych wyborów prezydenckich nad Sekwaną. Już teraz 45 proc. Francuzów uważa, że wybór Trumpa będzie miał konsekwencje i dla ich kraju.

Najbardziej widoczny jest brak zaufania do sondaży. 20 listopada odbyła się nad Sekwaną I tura prawyborów na prezydenckiego kandydata partii Republikanie. Od pół roku we wszystkich sondażach prowadził w nich były premier Alain Juppe, przed byłym prezydentem Nicolasem Sarkozym. Inny były premier François Fillon zajmował w nich 3. lub 4. miejsce wśród siedmiu startujących polityków. Dopiero na 10 dni przed głosowaniem coś w sondażach drgnęło i nagle okazało się, że Fillon... zrównał się z Sarkozym. W rzeczywistości pokonał wszystkich, uzyskując 44,2 proc., i wiele wskazuje na to, że w II turze pokona bez problemu Juppégo (38,4 proc.), zwłaszcza że przegrany Sarkozy (20,7 proc.) udzielił mu poparcia.

Fillon jest politykiem znanym, był czterokrotnie ministrem i przez kilka lat premierem, ale w partii Republikanie startował z pozycji outsidera i w tym sensie także można mówić o „efekcie Trumpa”. Dodajmy jeszcze, że w ekonomii uważa się go nad Sekwaną za niemal „thatcherystę” (redukcja deficytu, zmniejszenie podatków dla przedsiębiorstw, likwidacja 35-godzinnego tygodnia pracy, podwyższenie wieku emerytalnego do 65 lat). Jako katolik i ojciec pięciorga dzieci zapowiada też rewizję ustawy Taubiry mówiącej o możliwości zawierania homoślubów, a zwłaszcza powstrzymanie adopcji przez takie pary dzieci. Bardziej niepokojąco brzmią pewne sygnały o zacieśnianiu w ramach UE współpracy Eurolandu, a także umizgi względem Rosji i typowo francuskie dystansowanie się od współpracy atlantyckiej.

Macron – człowiek znikąd

Duże zamieszanie na lewicy wywołała informacja o oficjalnym zgłoszeniu się do wyborów na prezydenta Emmanuela Macrona. Były minister ekonomii w rządach socjalistów, a wcześniej bankier, istnieje na scenie politycznej dopiero od 2 lat. W jego przypadku ma zadziałać efekt świeżości i człowieka „spoza układu”. Macron prezentuje się jako kandydat niezwiązany ani z tradycyjną lewicą, ani prawicą. Jako minister ekonomii popierał rynkowe zasady, krytykował wymyślony przez socjalistów 35-godzinny tydzień pracy, chciał reformy systemu ubezpieczeń społecznych oraz zasiłków dla bezrobotnych. W Partii Socjalistycznej miał więcej wrogów niż przyjaciół i ostatecznie podał się do dymisji. Według sondaży może liczyć na poparcie od 15 do 18 proc. Dla Partii Socjalistycznej jest to duży kłopot. I sekretarz tej partii Jean-Christophe Cambadélis mówi wprost, że start Macrona może spowodować, iż kandydat lewicy na prezydenta nie wejdzie nawet do II tury przyszłorocznych wyborów.

FN rosną skrzydła

Wygrana Donalda Trumpa dodała wiatru w żagle politykom Frontu Narodowego. Do tej pory większość hipotez zakładała, że Marine Le Pen wejdzie do II tury, ale tam przegra z kandydatem Republikanów, którego zapewne poparłaby wówczas także przegrana lewica. Tym razem, co przyznają analitycy, szefowa Frontu Narodowego ma szansę przebić „szklany sufit republikańskiej zapory”.

Na ostatnim wiecu w Paryżu Marine Le Pen ogłosiła swój plan „rozbrojenia bomby” tykającej na tzw. gorących przedmieściach. Zapowiedziała m.in. przywrócenie „porządku republikańskiego”, odcięcie korzeni islamskiego fundamentalizmu, otwarcie perspektyw ekonomicznych i neutralizację osiedlowych band.

Nie ma się z czego cieszyć

Przy okazji warto odnotować wizytę bratanicy Marine, najmłodszej francuskiej deputowanej – Marion Maréchal-Le Pen – w Moskwie. W czasie czterodniowego pobytu w rosyjskiej stolicy młoda polityk wygłosiła kilka mocno kontrowersyjnych tez. Zapowiedziała m.in. rozważenie zmiany sojuszy w polityce zagranicznej Francji na rzecz zbliżenia z Rosją. W wykładzie w Moskiewskim Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych (MGIMO) dostrzegła w Rosji „sojusznika w walce z wielokulturowością” i uznała, że takie zbliżenie polityczne może m.in. poprawić los chrześcijan w Syrii. Sojusz polityczny i kulturowy z Rosją ma też być równoważeniem dyktatu Brukseli i stosunków atlantyckich. Marion Le Pen opowiedziała się też za zniesieniem wobec Rosji wszystkich sankcji. Dostrzeganie w Putnie obrońcy ładu moralnego to, niestety, dość częsty grzech francuskich polityków prawicy.

Autor jest publicystą „Głosu Katolickiego” (Voix Catholique) w Paryżu.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts