Za organizację wizyt premiera i prezydenta odpowiadała kancelaria szefa rządu Donalda Tuska – wynika z zeznań Tomasza T.. byłego pracownika ambasady RP w Moskwie, dawniej szpiega wywiadu PRL w Watykanie. T. przyznał, że to on wydał polecenie, by ograniczyć dostęp dziennikarzy na teren katastrofy. A więc Rosjanie właśnie na polecenie T. uniemożliwili pracę polskim dziennikarzom, w tym Sławomirowi Wiśniewskiemu z TVP.

Dziś przed Sądem Okręgowym w Warszawie zeznawał były szef wydziału politycznego ambasady RP w Moskwie Tomasz T., który nie zgodził się na ujawnianie wizerunku i nazwiska przez media. Chodzi o proces Tomasza Arabskiego oraz czworga innych urzędników KPRM i ambasady RP w Moskwie.

- Wydałem polecenie, by ograniczyć dostęp dziennikarzy na teren katastrofy – stwierdził w sądzie T. Jak dodał, motywować go miały względy etyczne. Dodał, że w 7-10 minut od tragedii miejsce katastrofy zabezpieczać zaczęły służby rosyjskie.

Przypomnijmy: Sławomir Wiśniewski, dziennikarz TVP - autor pierwszych, wstrząsających nagrań z miejsca katastrofy - relacjonował, że podczas filmowania jeden z polskich dyplomatów kazał aresztować go rosyjskim funkcjonariuszom i zniszczyć sprzęt. Czy chodziło o T.? A może o Grzegorza C., II sekretarza ambasady RP w Moskwie, którego T. był bezpośrednim przełożonym i który także 10 kwietnia 2010 r. był w Smoleńsku? C. jest oskarżony razem z Tomaszem Arabskim.

Wróćmy jednak do Tomasza T. Pytany, czy w 2010 r. znał status lotniska, T. odparł, że nie zmienił się on, i było to zawsze lotnisko wojskowe. - Zwracaliśmy uwagę, że nie ma tam zabezpieczeń pasa startowego, systemów paliwowych i agregatów prądotwórczych, wobec czego lądowanie grupy przygotowującej wizyty premiera jest niemożliwe – mówił przed sądem świadek. - Rosjanie oświadczyli zaraz potem, że lotnisko będzie od 7 do 10 kwietnia otwarte i w pełni sprawne - dodał T.

- Wszelkie wytyczne, które kierowały działaniami ambasady RP w Moskwie w trakcie przygotowań wizyt premiera i prezydenta w Katyniu, przekazywane były do niej z kancelarii Donalda Tuska - stwierdził świadek T.  - KPRM było centrum dowodzenia - mówił T.


T. odmawiał odpowiedzi o związki z Agencją Wywiadu i obcymi służbami. Nie potwierdzam i nie zaprzeczam – mówił. Podobnie brzmiały jego odpowiedzi w przypadku pytań o dwoje podległych mu w 2010 r. a oskarżonych obecnie w tym procesie pracowników ambasady RP w Moskwie Grzegorza C. i Justynę G.

T. przyszedł do sądu z towarzystwie dwóch mecenasów Mikołajem Pietrzakiem i Pawłem Osikiem oraz dwoma ochroniarzami, którzy przed rozprawą odpychali dziennikarzy usiłujących zadawać pytania świadkowi. Pytany przez sąd o zawód, przedstawił się jako "emeryt, filolog, teolog". Jego adwokat przedstawił sądowi zaświadczenie lekarskie nt. T., którego treści nie ujawniono. Zarazem, z powodu złego zdrowia T., mec. Pietrzak wniósł o ograniczenie czasu przesłuchania do godziny. Sąd odebrał od T. przyrzeczenie.

To nie koniec przesłuchania świadka T. W sądzie przedstawił on zaświadczenie lekarskie o złym stanie zdrowia. Sąd uwzględnił wniosek pełnomocnika, by przesłuchiwać go nie dłużej niż godzinę podczas każdej rozprawy. W efekcie T. będzie wzywany najprawdopodobniej jeszcze kilkakrotnie.