Znany politolog wyjaśnia, dlaczego pomimo nagonki medialnej ludzie wciąż popierają PiS

  

Skoro obywatele utrzymują poparcie dla rządzących na wyborczym poziomie, mimo ofensywy opozycji, mimo rzucenia przez nią niemal wszystkich zasobów do walki, to znaczy, że ta strategia zadziałała. Jak można się spodziewać, w kolejnym roku perspektywa obniżki wieku emerytalnego - chyba obietnicy numer jeden w społecznej świadomości spośród wszystkich złożonych przez PiS - będzie kotwicą, która ma utrzymać poparcie, nawet jeśli w innych dziedzinach pojawią się różnego rodzaju komplikacje. Myślę tu przede wszystkim o przestrzeni międzynarodowej, gdzie sytuacja jest płynna jak nigdy - mówi prof. Rafał Chwedoruk, oceniając rok rządów Prawa i Sprawiedliwości. 

Jego zdaniem był to czas nauki, ponieważ Prawo i Sprawiedliwość w swojej historii rządziło dawno temu i krótko, a świat i Polska zmieniły się bardzo od tamtej pory.

Jak sądzę, była to nauka, która dość szybko została skonsumowana, o czym świadczy stosunkowo mała liczba zmian kadrowych w obrębie nowego rządu. Był to także czas - jak rzadko kiedy w przypadku Rady Ministrów - gdy gabinet był kojarzony tylko z jedną reformą, to znaczy z 500 plus. Miało to swój szerszy kontekst, aniżeli tylko wynikający z tego, że jedna ze słabszych społecznie grup uzyskała materialną pomoc. Było to przełamanie czegoś, co dawno temu lider PiS nazwał imposybilizmem. To niewiara obywateli w fakt, że poprzez politykę i działania państwa można jeszcze coś zmienić w życiu społecznym. Stąd zasięg tej reformy w wymiarze politycznym był dużo szerszy niż w wymiarze socjalnym. To było takie pokazanie ludziom, że można cokolwiek zrobić, na przykład przeprowadzić reformę społeczną, kontestowaną przez świat finansów, wielkich przedsiębiorców, opozycję polityczną. Towarzyszyły temu mniej zauważane przez opinię publiczną, ale logicznie wpisujące się w ten sposób działań i w ten kierunek myślenia reformy takie jak na przykład restytucja tradycyjnej, właściwej roli Poczty Polskiej, likwidowanych wcześniej komisariatów policji, czy opodatkowanie banków - co wydawało się bardzo trudne do realizacji, Do tego dochodziła aktywna polityka właścicielska państwa na rynku bankowym, łącznie z próbami renacjonalizacji. To coś, co w dzisiejszym świecie, po wielkim kryzysie, stało się niemal oczywiste. Wszystkie te aspekty tworzyły w miarę spójny obraz, którego symbolem stało się właśnie 500 plus i jak sądzę właśnie dlatego rządzący zawdzięczają stabilne, w miarę wysokie notowania oraz fakt, że istotna część argumentacji opozycji trafiała w społeczną próżnię, głównie do tych, którzy a priori byli przeciwni nowej ekipie rządzącej

- mówi publicysta. 

Z rzeczy, które się nie udały i które powinny być przedmiotem refleksji, to po pierwsze podatek handlowy. Warto to porównać z przypadkiem węgierskim. Victor Orban wprowadził taki podatek, choć po roku wycofał się z niego. Ale sam fakt, że tak się stało, pokazał jego siłę nie tylko wewnątrz Węgier, ale też na forum międzynarodowym. Podatek wszedł w życie wbrew Unii, wbrew wielkim koncernom, których lobbing jest bardzo istotny w pewnych instytucjach europejskich. PiS - póki co - na to sobie pozwolić nie może. To pokazuje kierunek, gdzie rządzącym jest trudniej o sukcesy. Wśród takich niewątpliwie można wymienić faktyczną restytucję Grupy Wyszehradzkiej. Opłaciło się zainwestować w relacje z małymi państwami regionu w sprawie uchodźców. Inne kraje Europy dryfują w tę stronę i będą dołączać do nich kolejne, w miarę zbliżania się kampanii wyborczych w świecie zachodnim. Trzeba też wspomnieć o sprawie wzmocnienia kierunku chińskiego, choć zapewne można byłoby to przypisać raczej ośrodkowi prezydenckiemu, aniżeli Radzie Ministrów

- tłumaczy Rafał Chwedoruk. 

Zmiany w sytuacji międzynarodowej utrudniały sprawę rządzącym - zmiany dotyczące Wielkiej Brytanii, Turcji, Stanów Zjednoczonych. Będzie to wymagało głębszej refleksji nad kierunkami polityki zagranicznej. To samo odnosi się do kompletnego braku reakcji Ukrainy na pozytywne gesty z polskiej strony, pomimo polityki historycznej Kijowa. To również coś, co będzie musiało stać się przedmiotem debaty

- dodaje politolog. 

To, co ten rząd chciał pokazać i sądząc po sondażach partyjnych - bo one własnie są najlepszym odzwierciedleniem realnych zmian w świadomości obywateli - to odejście od programu ciepłej wody w kranie, od polityki Platformy, która konsumując finansowe beneficja pierwszych lat po wejściu Polski do UE, prowadziła politykę tego, by w wielu aspektach państwo było w liberalnym stylu jak najmniej obecne w życiu publicznym. To właśnie, wraz z kryzysem na świecie, wraz z ujawnianiem się różnych słabości tej polityki, również wewnątrz Polski, runęło. Ten, kto chciał wygrać wybory, musiał pokazać, że państwo jest jeszcze obywatelom i podatnikom do czegoś potrzebne. A skoro obywatele utrzymują poparcie dla rządzących na wyborczym poziomie, mimo ofensywy opozycji, mimo rzucenia przez nią niemal wszystkich zasobów do walki, to znaczy, że ta strategia zadziałała

- wyjaśnia Rafał Chwedoruk.

Jak w minionym roku kształtowała się - jego zdaniem - polityka informacyjna rządu, często oceniana krytycznie także przez prawicowych publicystów? 

Rządzący ewidentnie uczyli się jej. Warto zauważyć, że w pierwszych tygodniach i miesiącach mieliśmy czasami do czynienia z dwugłosem, na przykład przy debatach o Trybunale Konstytucyjnym. Niewątpliwie szwankuje coś, co jest nawet poważniejsze i szersze niż wąsko pojęta polityka informacyjna. PiS przez wiele lat był w opozycji. Na zupełnie coś innego w kontaktach z mediami, zwłaszcza jeśli istotna część elit opiniotwórczych jest a priori krytycznie nastawiona do rządzących, może sobie pozwolić działacz opozycji, a na coś innego minister często wrażliwego resortu. Wielu polityków - także PiS-u - przeszło przez polską politykę lat 90-tych, gdy bardzo łatwo można było zrobić szybką karierę, bardzo łatwo można było animować własną partię polityczną, a ugrupowania były często luźnymi konfederacjami. Starsi mieli jeszcze doświadczenia z konspiracji lat 80-tych, gdy reguły gry były zupełnym zaprzeczeniem tego, jak wygląda zmedializowana polityka XXI wieku. Myślę, że w tym tkwią największe rezerwy - jeśli chodzi o poprawę kontaktów z opinią publiczną. Natomiast na ocenę tej polityki per saldo powinniśmy patrzeć przez pryzmat skutków. Warto zauważyć, że tacy wyborcy, którzy są pomiędzy dwoma wielkimi obozami politycznymi nie zasilili szeregów opozycji przez ten rok. Być może to, co mówili rządzący nie przekonywało nowej, licznej grupy obywateli, ale neutralizowało ich podatność na przekaz opozycji

- dodaje politolog.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Na Macronie nie zostawiono suchej nitki, a może być jeszcze gorzej. Kim są "ultra żółci"?

Zdjęcie ilustracyjne / By Thomon - Own work, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=76507318

  

Media i politycy mówią o fiasku polityki rządu i nieadekwatnych działaniach policji po sobotnich zamieszkach i aktach wandalizmu, do których doszło w Paryżu podczas marszu "żółtych kamizelek". Część komentatorów zwraca uwagę] na radykalizację „żółtych kamizelek”, wśród których pojawili się „ultra żółci”, gotowi do użycia przemocy.

Zniszczenia, podpalenia i obrabowanie około stu placówek handlowych na Polach Elizejskich przy okazji 18. sobotniej manifestacji „żółtych kamizelek” uznane zostały przez komentatorów za „fiasko taktyki politycznej i taktyki policyjnej” władz.

Zgodnie z przewidywaniami mediów i polityków usunięto ze stanowiska prefekta policji paryskiej. Jego miejsce zajmie prefekt regionu Nowej Akwitanii.

Wkrótce po ogłoszeniu tych decyzji przez premiera były deputowany Philippe Goujon, specjalista od spraw bezpieczeństwa wewnętrznego w partii Republikanie stwierdził, że rząd „nie ma naprawdę nowej strategii” zapewnienia porządku publicznego.

W wypowiedzi dla radia „France Info” za przemoc podczas manifestacji „żółtych kamizelek” prawicowy polityk obwinił „niezdecydowaną i niewyraźną politykę rządu”. Doprowadziło to do tego, że - jak mówił - "cotygodniowe zgromadzenia to już nie manifestacje, ale partyzantka miejska”.

Goujon wezwał do zmobilizowania wojska „nie w celu utrzymywania porządku, ale do ochrony budynków państwowych”, co odciąży policję. „Żółte kamizelki” i chuligani biorący udział w manifestacjach próbowali już dostać się do Pałacu Elizejskiego.

Komentator prywatnej telewizji BFMTV Laurent Neumann ocenił dotychczasowe postępowanie władz wobec manifestantów jako „fiasko”.

- To katastrofa dla (międzynarodowego) wizerunku Francji 

– dodał.

Były redaktor naczelny tygodnika „L’Express” Christophe Barbier uznał, że władze miały nadzieję, iż kres ruchowi „żółtych kamizelek” położy zakończona właśnie, zwołana przez prezydenta Emmanuela Macrona „wielka debata narodowa”, w której Francuzi pokazywać mieli swe bolączki i proponować rozwiązania.

[polecam:https://niezalezna.pl/263473-posiedzenie-kryzysowe-we-francji]

Według komentatora prezydent, nadzwyczaj obecny w tej debacie, przecenia własne siły i „łudził się, że jego spektakl wystarczy, by zagasić pożar 'żółtych kamizelek'”.

Podczas gdy wielu komentatorów i polityków za zniszczenia i odejście od pokojowych manifestacji obarcza odpowiedzialnością lewackich zadymiarzy, inni zwracają uwagę na radykalizację „żółtych kamizelek”, wśród których pojawili się „ultra żółci”, gotowi do użycia przemocy.

- Wygląda na to, że przemoc to jedyna rzecz, która powoduje, że rząd coś robi

 - powiedział jeden z bardziej znanych przedstawicieli „kamizelek” Eric Drouet.

„Stratami ubocznymi” nazwała zniszczenia na Polach Elizejskich znana aktywistka ruchu „żółtych kamizelek” Sophie Tissier. Oskarżyła prezydenta Macrona o to, że winien jest śmierci niemowląt, gdyż zamyka oddziały położnicze i szpitale.

- Pan Macron jest nieodpowiedzialny, pan Macron jest niekompetentny, zasługuje na więzienie (…), jest w trakcie likwidowania kraju

 – powiedziała. Zarzuciła też mediom, że pokazują wciąż te same sceny przemocy.

[polecam:https://niezalezna.pl/263359-szokujace-sceny-we-francji-paryz-w-ogniu-omal-nie-doszlo-do-tragedii-wideo]

Na portalu „Opinion Internationale” komentator Philippe Monturet zastanawiał się, „czy rząd nie zdecydował się na taktykę polityczną mającą zmarginalizować ten ruch, który jest wyrazem prawdziwych, głębokich problemów, po to, by nie zmieniać polityki gospodarczej i finansowej”.

[polecam:https://niezalezna.pl/263636-francja-przedwyborczy-krajobraz-po-bitwie]

Komentator – podobnie jak wielu polityków i socjologów – przewiduje, że niezależnie od represji ruch „żółtych kamizelek” może długo trwać w różnych formach, gdyż kolejne rządy postrzegane są jako bezsilne i niekompetentne.

- Nie można nie zauważyć rozczarowania polityką. I nie jest to odrzucenie elit, ale odrzucenie braku prawdziwych elit, prawdziwych mężów stanu

 - podkreślił.

- Jeśli nic się nie zmieni, to zakwestionowana będzie nie prawowitość ruchu, ale mandat prezydenta. Przez tych wszystkich, którzy już mają dosyć ustępowania, jak i tych, którzy dosyć mają rabunków

– konkluduje Monturet.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl