Spełnia się czarny scenariusz polityków z Niemiec, dotyczący przeniesienia tureckiego konfliktu na niemieckie ulice. Pierwsza wielka demonstracja przeciwko dyktaturze prezydenta Erdogana odbyła się w sobotę w Kolonii. Dość szybko pokojowe przemówienia przybrały charakter otwartej walki z policją.

Można stwierdzić, że Niemcy sami sobie wykrakali, iż sytuacja kryzysowa w Turcji zostanie przeniesiona na niemiecką ziemię. Faktycznie, w sobotę około 30 tysięcy Kurdów oraz przedstawiciele wspólnoty religijnej alewitów zorganizowali demonstrację w Kolonii – mieście, które od lat jest skupiskiem największej ilości zarówno tureckich, jak i kurdyjskich imigrantów. Wszyscy zgodnie protestowali przeciwko dyktaturze prezydenta Recepa Tayiipa Erdogana. Początkowo demonstracja miała dość spokojny charakter, ale wystarczyła jedna iskra w postaci prowokacji, aby doszło do rozruchów. Policja twierdzi, że w pewnym momencie ktoś z kurdyjskich demonstrantów odpalił i rzucił w kierunku funkcjonariuszy petardę, co wywołało eskalację przemowy i prawdziwą burzę. W kierunku funkcjonariuszy poleciały butelki, petardy i kamienie, służby odpowiedziały gazem łzawiącym, użyciem uzbrojonej brygady konnej, armatkami wodnymi i pałkami. 


fot. Waldemar Maszewski

Walki uliczne, podczas których ranni zostali policjanci oraz demonstrujący, trwały kilka godzin. Dokonano kilkunastu aresztowań. Odnotowano również zawiadomienia o popełnieniu przestępstw polegających na posługiwaniu się symbolami zakazanymi przez niemieckie przez prawo. Podczas demonstracji wielu Kurdów niosło wizerunek Abdullaha Oecalana, szefa kurdyjskiej partii pracy PKK, która jest w Niemczech zakazana. Oecalana od 1999 roku odsiaduje wyrok dożywocia za zdradę stanu w izolowanym więzieniu na wyspie na morzu Marmara. W związku z ulicznymi zadymami, przez większą część soboty komunikacja w mieście była częściowo lub całkowicie sparaliżowana. Rozruchy w mniejszych grupkach trwały aż do późnych godzin wieczornych.


fot. Waldemar Maszewski


fot. Waldemar Maszewski

Niemieckie media już od miesięcy ostrzegają, że coraz większe niezadowolenie Kurdów z dyktatorskich rządów tureckiego prezydenta zastaną przeniesione także na niemieckie ulice. Berlin cały czas obawia się, że ewentualna wojna domowa w Turcji pomiędzy zwolennikami Erdogana, a jego przeciwnikami zacznie być rozgrywana w Kolonii, Monachium, Berlinie czy Hamburgu. Zapewnienia niemieckich polityków, że aresztowani przez obecny turecki rząd opozycjoniści oraz dziennikarze mogą liczyć na niemiecką i europejską solidarność, nie łagodzi temperamentów, a jedynie ośmiela Kurdów do wyjścia na tutejsze ulice. Na razie demonstrację w Kolonii policji udało się opanować, ale sytuacja w każdej chwili może eskalować i wymknąć się spod kontroli, a wtedy każda taka demonstracja może stać się zarzewiem ostrego – na poziomie lokalnym – konfliktu turecko-kurdyjskiego. 

Eksperci widzą ścisłe powiązanie pomiędzy wydarzeniami w Turcji, a wewnętrznym bezpieczeństwem w Niemczech. Przypomnijmy, że obecnie u naszych zachodnich sąsiadów oficjalnie mieszkają ponad cztery miliony obywateli z tureckimi korzeniami. W tym – według szacunkowych danych – mamy do czynienia z liczbą od 1 do 1,5 miliona Kurdów. Według danych wywiadowczych, wśród niemieckich Turków w ostatnim czasie wzrosła aktywność działaczy tureckiej partii AKP (Partia Sprawiedliwości i Rozwoju), powiązanej z prezydentem Erdoganem. Nie pozostają bierni także członkowie kurdyjskiej partii PKK. Zdaniem przedstawicieli niemieckich gmin alewitów, wpływy polityczne Erdogana wśród tureckiej mniejszości są coraz większe, bowiem wykorzystuje on do własnych celów propagandowych tureckie pozarządowe organizacje działające na niemieckiej ziemi. Jak informuje dziennik „Reihnische Post” jedną z nich jest finansowana przez Erdogana i działająca w Niemczech UETD – Unię Europejskich Demokratów Tureckich.    


fot. Waldemar Maszewski

Istnieje bardzo poważne niebezpieczeństwo, że te obydwie zwaśnione grupy społeczne Turcy (zwolennicy Erdogana) oraz Kurdowie wspierani przez alewitów mogą wyjść na przeciwko siebie na niemieckie ulice, co stworzy duże zagrożenie.