Dziś obywatele USA udają się do urn, aby oddać głosy w wyborach prezydenckich. Nawet na ostatniej prostej żaden z kandydatów nie może być pewny zwycięstwa.

Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie wyniki tzw. early vote (wcześniejsze głosowanie), czyli głosy osób, które z różnych powodów nie mogą zagłosować we wtorek oraz głosy korespondencyjne, dawały przewagę kandydatce Partii Demokratycznej (PD) Hillary Clinton. Tymczasem większość sondaży przeprowadzonych w ostatnich dniach wśród osób, które do urn pójdą właśnie dziś, daje sporą przewagę kandydatowi Partii Republikańskiej (PR) Donaldowi Trumpowi. Przewaga ta sięga nawet 10 proc.

Jednak dla systemu wyborczego Stanów Zjednoczonych nie tak ważna jest ogólna przewaga głosów w skali kraju. W USA bowiem wyboru prezydenta dokonuje Kolegium Elektorów, konstytucyjny organ państwowy. Każdy stan ma w Kolegium swoich elektorów, których liczba zależy od populacji danego stanu. Udając się we wtorek do urn, wyborcy de facto oddają głosy na jedną z list elektorów, którzy zadeklarowali wcześniej, że poprą jakiegoś konkretnego kandydata na stanowisko prezydenta (czyli np. jedna lista elektorów jest „przypisana” do Trumpa, inna do Clinton). Ponadto w wyborach prezydenckich w USA obowiązuje zasada „zwycięzca bierze wszystko”, czyli jeżeli np. w stanie więcej wyborców zagłosuje na listę elektorów „przypisanych” do Trumpa, to ostatecznie Trump „zgarnia” całość głosów elektorów przypisanych do danego stanu.

Zwycięstwo zapewniają głosy 270 z 538 elektorów. I o ile najbogatsza w elektorów Kalifornia niemal na pewno wybierze Clinton, o tyle w innych stanach sytuacja nie jest tak jasna. Najprostszą drogą do prezydenckiego fotela dla Trumpa jest zwycięstwo w tych stanach, w których w poprzednich wyborach prezydenckich w 2012 r. wygrał inny kandydat Republikanów Mitt Romney, oraz w trzech innych – Ohio, Florydzie i Karolinie Północnej. Demokraci martwią się, że Trump może również zwyciężyć w Michigan. Ten stan (16 głosów elektorskich) od dawna jest częścią tzw. blue wall, czyli grupy stanów, w których Partia Demokratyczna ma znaczną przewagę. Trump poświęcił wiele czasu na przekonywanie ich mieszkańców, że trudna sytuacja przemysłu samochodowego, który stanowi główne źródło dochodu stanu, związana jest z umowami handlowymi popieranymi przez Clinton.
 

Donald Trump (fot. Michael Vadon; creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/deed.en)

Hasło wyborcze: Make America Great Again (Uczyńmy Amerykę znów wielką)

Donald Trump jest 70-letnim miliarderem. Skończył studia ekonomiczne, a potem zarządzał rodzinną firmą. Następnie prowadził własną działalność gospodarczą i ostatecznie został właścicielem sieci luksusowych hoteli oraz kasyn.

Z powodu stanowczych wypowiedzi dotyczących imigrantów Trump stracił poparcie wielu latynoskich i czarnoskórych wyborców. Kandydat zaproponował m.in. wybudowanie muru przy granicy z Meksykiem w celu ograniczenia napływu imigrantów z południa.

Podczas kampanii wyborczej miliarder obiecał, że renegocjuje międzynarodowe porozumienia handlowe, zmniejszy wysokość podatków, odrzuci projekt prezydenta Obamy dotyczący przystępnej opieki zdrowotnej (Obamacare) oraz opowie się za pozwoleniem na broń.

– Mój plan dotyczy przede wszystkim bezpieczeństwa w domu, co gwarantują: bezpieczna okolica, szczelne granice i skuteczna ochrona przed terroryzmem. Nie będzie bezpieczeństwa bez prawa i porządku. Śmierć, destrukcja, terroryzm i słabość – to konsekwencje projektów Clinton.

– Katastrofalny plan Hillary Clinton wpuści do kraju więcej radykalnych islamistów stanowiących zagrożenie dla naszego społeczeństwa i stylu życia.

– Każdy, kto dostał się na teren Stanów Zjednoczonych nielegalnie, będzie podlegał deportacji. Na tym właśnie polega bycie objętym prawem.

 

Hillary Clinton (fot. United States Department of State)

Hasła wyborcze: Stronger Together (Silniejsi razem), I’m With Her (Jestem z nią)

Była pierwsza dama USA, 67. sekretarz stanu. Obecnie jest pierwszą kobietą w historii Stanów Zjednoczonych, która startuje w wyborach prezydenckich z ramienia jednej z dwóch największych amerykańskich partii.

W kampanii wyborczej 69-letnia Clinton zapowiadała m.in. reformę wymiaru sprawiedliwości, pozostanie przy projekcie Obamacare oraz walkę o prawa kobiet. Jednocześnie Clinton jest znana ze zmian opinii w sprawie m.in. legalizacji tzw. małżeństw homoseksualnych.

W kampanii prezydenckiej poparcie dla kandydatki znacznie zmalało na skutek serii skandali. Clinton zarzucono m.in. używanie swojej prywatnej skrzynki mejlowej do oficjalnej korespondencji, co mogło zagrozić bezpieczeństwu kraju, oraz ujawniono wiadomości wskazujące na potajemne spotkania Clinton z amerykańskimi bankierami.

– Przez lata walczyłam, i będę nadal to robić, o reformę polityki migracyjnej. Nasz kraj został stworzony przez imigrantów, a w naszej różnorodności tkwi nasza siła – to coś, czego powinniśmy bronić.

– Nie ma wątpliwości, że Rosja wymierza cyberataki w nasz kraj i bardzo się o to martwię.

– Będąc bardzo ogólnikowa, połowa zwolenników Trumpa jest godna pożałowania, nieprawdaż? Rasiści, seksiści, homofoby, ksenofoby, islamofoby – można by wymieniać. Niestety, wśród nas są tacy ludzie.

 

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"

Dziś od południa, a potem przez cały dzień i całą noc, specjalna relacja "na żywo" w portalu Niezalezna.pl z wyborów w USA