Jak przegrać kulturową kontrrewolucję (2)

  

W ubiegłym tygodniu wskazywaliśmy, że podpisując w czerwcu br. „Konkluzje ws. równouprawnienia LGBTI”, nasz rząd zobowiązał się do szerzenia homopropagandy i spełniania wielu innych żądań homolobby. Na dodatek ustanowił Komisję Europejską gwarantem prawidłowego wdrażania tych żądań, co oznacza, że sami założyliśmy sobie pętlę na szyję.

Dlaczego pętlę na szyję? Ponieważ w dokumencie znajdujemy zapis: „W razie konieczności Komisja [Europejska] może podjąć kroki prawne przeciwko krajom członkowskim, które nie wprowadzą dyrektywy w odpowiednim czasie”.

Sic! Mało nam kłopotów z Komisją Europejską, która wzywa Polskę na dywanik za rzekome łamanie zasad demokracji, ignorując wszystkie argumenty. Mimo tego, co dzieje się od roku, nasz rząd samobójczo włożył w ręce UE narzędzia do zaatakowania Polski i wymuszenia na niej wdrożenia genderystowskich ustaw. Możemy być pewni: żadne zabezpieczenia nie zadziałają wobec instytucji, które uzurpują sobie prawo do interpretowania wszystkiego w sposób całkowicie dowolny, tak by pasowało to do ich celów. Instytucje te pokazują to dostatecznie dobitnie w sprawie TK, a jeszcze dobitniej, wdrażając ideologię gender-queer, której esencją jest taka semantyczna hochsztaplerka, jak np. mianowanie kobiety mężczyzną (i vice versa) oraz narzucenie tej bredni innym za pomocą politycznej przemocy.

W świetle takiej interpretacyjnej dowolności, która już stała się rutyną, zabezpieczenia proponowane przez rząd padną niczym drewniany płotek pod szarżującym słoniem. Dlaczego zatem nie odgrodziliśmy się znacznie solidniejszym murem, czy choćby murkiem, niepodpisania dokumentu w ogóle? Czy mamy jakąkolwiek przemyślaną politykę w tej sprawie?

Czy był to przejaw naiwności polskiego rządu przyjmującego za dobrą monetę „troskę o dyskryminowanych homo- i queerseksualistów” i w nieświadomości realizującego agendę rewolucji, jakiej nie było dotąd w historii ludzkości, wywracającej do góry nogami fundamentalne instytucje społeczne? A może był to przejaw „pragmatycznego koniunkturalizmu”? Że niby podpiszemy dla świętego spokoju, by nie otwierać kolejnego frontu walki, a potem w świetle naszej tożsamości narodowej, naszej tradycji konstytucyjnej i naszego prawa rodzinnego okaże się, że nie będziemy tego wdrażali?

Chyba tak łatwo nie będzie. Dziesiątki genderystowskich fundacji tuczonych gigantycznymi środkami Unii, Funduszy Norweskich, Sorosa i im podobnych i tak zaatakują (jak co roku) nasze szkoły, a „zaprzyjaźnione media” wsparte licznymi dziełami „współczesnej kultury” zaatakują umysły dorosłych. Jeśli spróbujemy to ograniczyć, poskarżą się Komisji Europejskiej, a ta z miejsca wyciągnie podpisany przez Polskę dokument i zażąda jego wdrożenia, lekceważąc i ignorując wszystkie nasze obronne argumenty odwołujące się do zabezpieczeń. Dokładnie tak jak to od miesięcy robi w sprawie TK. Zwróćmy uwagę, że do Komisji Weneckiej zwróciliśmy się jedynie z prośbą o arbitraż, który okazał się nierzetelny i stronniczy. Tu zrobiliśmy coś znacznie więcej: zobowiązaliśmy się uprawiać państwową propagandę na rzecz queerseksualistów, a w praktyce na rzecz przywilejów dla nich, oddając monitorowanie i egzekwowanie wykonania tych zadań w ręce tak „przyjaznej” Polsce Komisji Europejskiej.

Scenariusze na przyszłość

W rezultacie możemy nakreślić taki scenariusz na przyszłość: prowadzona bez przeszkód „Kampania na rzecz społecznej akceptacji osób LGBTI” będzie nieubłaganie zmieniała świadomość polskiego społeczeństwa w ramach procesu, który papież Franciszek nazywa „kolonizacją ideologiczną” i o której mówił ostatnio polskim biskupom.

Może się zatem okazać, że wysiłki rządu i całego obozu niepodległościowego będą na innym polu neutralizowane przez ową genderystowską kolonizację ideologiczną. Jeśli nasze (czyli tego obozu) przeciwdziałanie w tej sferze nie będzie dostatecznie kompetentne i skuteczne, to wypadkowa tych procesów może się dla nas okazać niekorzystna. W lepszym wypadku może osłabić pozycję tego obozu, np. utrudniając osiągnięcie tak potrzebnej i cennej większości konstytucyjnej. W najgorszym, ale niestety dotąd we wszystkich krajach konsekwentnie powtarzającym się scenariuszu nadejdzie dzień, w którym sprawa obrony normalnego rozumienia człowieczeństwa, rodzicielstwa, rodziny i małżeństwa stanie się sprawą przegraną, bo większość „skolonizowanego” społeczeństwa, przyjmując genderystowską narrację, uzna prawo homoseksualistów do małżeństwa za prawo człowieka. Dalej będzie już tylko zsuwanie się po równi pochyłej wprowadzania odrażającej i koszmarnej wizji antycywilizacji queer, połączonej z zabiegami stopniowego z nią oswajania.

Będzie to skutek braku jakichkolwiek działań w celu zrównoważenia i przezwyciężenia genderystowskiej propagandy w złudnym przekonaniu, że społeczeństwo swoim zdrowym rozsądkiem samo oprze się absurdom genderyzmu. A przecież wiemy, że jak dotąd żadne zachodnie społeczeństwa im się nie oparły. Wiemy też, że społeczeństwo polskie nie było bynajmniej immunizowane na propagandę komunistyczną i postkomunistyczną, zwłaszcza w jej pseudopatriotycznym i pseudoantykomunistycznym wydaniu PO. Rzeczywistość pokazuje, że jak dotąd propaganda genderystowska jest najbardziej rozwiniętą i najbardziej skuteczną propagandą lewicy.

„Bezsensowne wydatki” a przemyślany opór

Przykładem owego braku jakichkolwiek działań jest przywołane na początku irytująco naiwne pytanie portalu wPolityce.pl: „czy naprawdę nie ma na co wydawać pieniędzy?”. Równie dobrze można byłoby się dziwić niepotrzebnym kosztom budowania gułagu przez komunistów czy komór gazowych przez hitlerowców – przecież w ten właśnie sposób realizowali oni swoje główne programowe cele! Skoro istotą genderystowskiego programu jest, jak to zostało powiedziane, semantyczna operacja na umysłach, to owa kampania propagandowa jest esencją tej operacji. Ironiczne pytanie o sens wydawania na nią pieniędzy jedynie dezinformuje czytelnika, jakby owo wydawanie pieniędzy było jedynie jakąś finansową ekstrawagancją. A przecież ono jak najbardziej ma sens, tyle że wydatki te mają służyć złej i niebezpiecznej dla ludzi sprawie. Nieuświadamianie tego czytelnikom jest ciężkim zaniedbaniem: na „prawdy” genderystów sączone przez lata w tysiącach przekazów za pomocą niezliczonych mediów i środków wyrazu reagujemy wzruszeniem ramion i słownymi docinkami.

Takimi metodami, a raczej brakiem jakichkolwiek metod, nie sposób wygrać batalii o „rząd dusz” z przeciwnikiem, który wiele razy udowodnił, jaką władzę potrafi roztoczyć nad umysłami. Narracji genderystów przeciwstawiamy przypadkowe, bijące w oczy nieporadnością komentarze.

Tak niefrasobliwie zachowuje się medium z naszej strony. Nic dziwnego, że nasi politycy (tzn. obozu niepodległościowego), ukształtowani na tak traktujących temat naszych mediach, równie niefrasobliwie traktują piekielnie groźną ofensywę genderyzmu i dla świętego spokoju podpisują wyrok na Polskę w przekonaniu, że to głupoty, od których można opędzić się paroma korektami naniesionymi w podpisanym dokumencie. Rozumiem niechęć do otwierania kolejnego frontu z potężnym eurolewactwem (administracja USA ma podobne zapędy), ale brak jakichkolwiek realnych działań obronnych może się na nas bardzo zemścić. Rozumiem, że można nie chcieć otwierać kolejnego frontu, jednak on – w takiej czy innej postaci – i tak już istnieje. Ustawienie na nim szańców oraz koncepcyjne rozpracowanie obrony powinno być oczywistością. Dlaczego nie jest?

Za tydzień w ostatniej części cyklu opowiemy, jak doszło do wydania krytycznej opinii o „Konkluzjach”. Zaproponujemy również ogólną, ale sprawdzoną receptę na przeciwstawienie się genderyzmowi.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl