Petru wrócił z urlopu. Od razu wesoło - marzy o przejęciu władzy

  

Dawno nie słyszany Ryszard Petru wrócił... Okazało się, że był na urlopie. Dzisiaj rano udzielił wywiadu i znowu zrobiło się śmieszniej w polskiej polityce. Lider Nowoczesnej tak się zrelaksował, że zaczął wyliczać ustawy jakie zaproponuje po przejęciu władzy. Jest tylko jedno, choć kluczowe "ale". Polacy musieliby tego chcieć, a nie chcą.

Ryszard Petru znikł na kilka dni. Już sądziliśmy, że zerknął w lustro i doszedł do wniosku: "nie nadaję się". Teraz zagadka się wyjaśniła.

Gdzie pan bywał, kiedy pana nie było? - zapytał Konrad Piasecki podczas rozmowy na antenie Radio Zet.
Urlopik.
A opalenizna świadczy o tym, że urlopik, gdzieś w południowych krajach raczej niż w północnych.
Tak.
I?
I wróciłem.

Ta ostatnia odpowiedź gwarantuje, że w polskim Sejmie nadal będzie "na wesoło".

CZYTAJ WIĘCEJ: Wpadki Petru to już norma. Ale takiej kompromitacji chyba jeszcze nie zaliczył. WIDEO

Nawet dzisiejszy wywiad jest tego dowodem. Nie potrafi jasno określić co dalej z relacjami z Platformą Obywatelską.

"(Będziemy) konkurować, a w sprawach zasadniczych współpracować. Może być wspólna koalicja z PO. Oczywiście, że tak. U nas w partii są ludzie, którzy twierdzą że trzeba takie manifesty ogłaszać. Ja jestem zwolennikiem kontynuacji dotychczasowej polityki, czyli konkurencja lekkoatletyczna z PO i współpraca tam, gdzie tego wymaga racja stanu" – opowiada.


Petru znowu marzy o władzy. Już kiedyś mówił o byciu premier, teraz wylicza ustawy, które chciałby przyjąć.

"Pierwsze, to chciałbym wprowadzić zasadę, że to co nie jest zabronione jest dozwolone. Po drugie, ustawę o zrównoważonym budżecie. Trzecią – najchętniej bym zgłosił obniżenie podatków, ale to wszystko zależy od tego jakie będą możliwości budżetowe"


CZYTAJ WIĘCEJ: Petru chce zastąpić Beatę Szydło. Zaczął już nawet... układać swoje exposé
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: radiozet.pl,niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Zatrważający odsetek deklarujących chęć sprzedania głosu. Socjologowie wskazują na... niski wynik

/ pixabay.com/@janeb13

  

Z opublikowanego we wtorek sondażu Filii Gallupa wynika, że „11 proc. ankietowanych dorosłych obywateli Bułgarii jest gotowych sprzedać swój głos w nadchodzących w niedzielę wyborach samorządowych”. Socjologowie zgodnie wskazują, że to względnie niski odsetek.

81 proc. ankietowanych twierdzi, że nigdy nie sprzedałoby głosu, a 8 proc. nie jest w stanie zdecydować. 

Wśród tych, którzy z pewnością udadzą się na wybory, odsetek przyznających się do gotowości sprzedaży głosu wynosi jedną dziesiątą. Spekulacją jest szacowanie, ilu w rzeczywistości jest gotowych głosować za pieniądze lub pod przymusem, gdyż nie wszyscy przyznają się do tego

- wynika z badania.

Najwyższy odsetek osób deklarujących gotowość do sprzedaży głosu występuje w najuboższych grupach ludności, w tym wśród Romów, którzy stanowią według szacunków ok. 20 proc. ludności Bułgarii.

W środowisku romskim gotowość do sprzedaży głosu wynosi ok. 40 proc. Według autorów badania gotowość ta najwyższa jest wśród młodych i, jak wskazują socjolodzy, wynika z sytuacji demograficznej i coraz silniejszej gettoizacji Romów.

Innym czynnikiem zniekształcającym wyniki wyborów jest głosowanie pod przymusem. Odnotowano je w małych miejscowościach z jednym przeważającym pracodawcą, niezależnie czy jest to przedsiębiorstwo prywatne czy samorządowe. W ostatnich latach sygnalizowano wiele przypadków, kiedy miejscowej ludności grożono zamknięciem zakładu lub niewypłaceniem pensji za „nieprawidłowe” wyniki wyborów.

Cena głosu w obecnych wyborach według Gallupa wynosi 150-200 lewów (75-100 euro). Minimalna płaca w Bułgarii obecnie to 510 lewów (255 euro).

Zjawisko kupowania głosów pojawiło się w Bułgarii zaraz po transformacji politycznej z 1989 r. Objęło romskie dzielnice i małe miejscowości. Na początku rozdawano tam żywność, a później pieniądze. W niektórych dzielnicach romskich masowo umarzano rachunki za prąd. W środowiskach romskich pojawili się tzw. dealerzy, sterujący głosowaniem. Trudno powiedzieć, czy z dużych sił politycznych są takie, które nie korzystałyby z tej praktyki.

Kilka lat temu parlament zmienił kodeks karny i wprowadził penalizację sprzedaży i kupna głosu. Obecnie każdy spot wyborczy w radiu i telewizji obowiązkowo powinien kończyć się sformułowaniem: „Kupno i sprzedaż głosu są przestępstwami”. Według socjologów w pewnym stopniu ograniczyło to skalę zjawiska, ale jest ono dalekie od zniknięcia.

Sondaż przeprowadzono wśród 796 pełnoletnich obywateli w okresie od 4 do 11 października. Głosować na określonego kandydata za pieniądze praktycznie jest gotowych ok. 600 tys. z 5,5 mln obywateli uprawnionych do głosowania.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl