Migotliwe ogniki tysięcy zniczy drgają na jesiennym wietrze, wydobywając z zapadającego zmierzchu kolory kwiatów i zamyślone spojrzenia tych, którzy je przynieśli. Światełka płoną wszędzie – na wiejskich małych cmentarzach, w wielkich miejskich nekropoliach. Migocą na grobach tych, którzy odeszli niedawno i tych, których twarze już rozmazują się w pamięci bliskich. Świadczą o miłości i pamięci żywych. I niosą nadzieję na Zmartwychwstanie.

Ulica Powązkowska na całej długości zastawiona jest przez handlujących kwiatami i zniczami. Obok kolorowych stoisk kłębi się tłum warszawiaków, jest dość głośno i w tym roku wyjątkowo tłoczno. Słychać charakterystyczne dialogi, dotyczące głównie tego, żeby sprzedająca „spuściła piątaka z ceny”. Ci sami ludzie po przejściu przez bramę św. Honoraty, jedną z bram Powązek, nagle cichną. Mnie samej też udziela się nastrój refleksji, zwalniam kroku, patrzę na zabytkowe nagrobki w kurzawie żółtych liści. Dochodzę do grobu bliskiej mi osoby, zapalam świeczkę, biedząc się z zapałkami na jesiennym wietrze. Odmawiam „Wieczny odpoczynek”. W drodze powrotnej mijam innych. Jestem jedną z wielu. Wszyscy mamy dziś podobne myśli, poświęcone tym, których już z nami nie ma.

Można odnieść wrażenie, że tradycyjna pamięć o zmarłych jest coraz silniejsza – coraz więcej zniczy płonie na zapomnianych grobach, na wielu cmentarzach odbywają się kwesty, pieniądze zbiera się właśnie na rzecz ratowania niszczejących nekropolii. Znicze płoną dla polskich bohaterów – Żołnierzy Wyklętych, powstańców warszawskich, członków AK, ofiar Katynia – tych znanych z imienia i nazwiska, ale także dla tych pochowanych w zbiorowych mogiłach i oznaczonych smutnym „NN”.

Odwiedzam Wojskowe Powązki. Przed pomnikiem ofiar katastrofy smoleńskiej powietrze aż drga od ciepła zniczy. Ale światła są także w innych miejscach – na grobach wszystkich tych, którzy swoim życiem służyli ojczyźnie, począwszy od grobów uczestników wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r.

Refleksyjnego nastroju nie udało się wyprzeć modzie na Halloween. Imprezy, których uczestnicy przebierają się za wampiry i zombie, oczywiście nadal są organizowane, ale cieszą się dużo mniejszym zainteresowaniem niż parę lat temu. Co ciekawe, powstała dla nich ciekawa alternatywa: Korowody Świętych, Bale Wszystkich Świętych i wieczorne czuwania przy relikwiach świętych i błogosławionych, które 31 października odbyły się w wielu polskich miastach. Ulicami Poznania Korowód Świętych przemaszerował już po raz czwarty. Zamiast za monstra rodem z horrorów, uczestnicy przebierali się za swoich patronów: św. Floriana, Jana Pawła II, św. Marię Magdalenę i wielu, wielu innych.

1 listopada to także czas zwiększonego ruchu na drogach. Policja, która między 28 października a 2 listopada prowadzi akcję „Znicz”, do poniedziałkowego wieczora odnotowała ponad 350 wypadków, w których zginęły 32 osoby, a 430 zostało rannych. To więcej niż w ubiegłym roku.