Podczas ośmioletnich rządów PO–PSL zaniechano kluczowych inwestycji związanych z produkcją i przesyłem energii elektrycznej. Te, które rozpoczęto, są poważnie opóźnione, a przy ich realizacji wykryto poważne nieprawidłowości. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego bada, czy taka sytuacja nie była inspirowana przez Rosjan – dowiedziała się „Gazeta Polska”.

Po wygranych przez Platformę Obywatelską wyborach parlamentarnych w 2007 r. nadzór nad sektorem energetycznym w Polsce otrzymał koalicjant – PSL. Wiceministrem skarbu odpowiedzialnym za spółki z tej branży został Jan Bury (od listopada 2015 r. jest podejrzany o korupcję), z kolei wicepremierem i ministrem gospodarki – ówczesny lider ludowców Waldemar Pawlak, potem zastąpiony przez innego polityka tej partii, Janusza Piechocińskiego. Przez osiem kolejnych lat to ludzie PSL rozdawali karty w polskiej energetyce, mając ogromny wpływ na obsadę personalną i inwestycje w spółkach odpowiedzialnych za produkcję i dystrybucję energii elektrycznej. Z audytów przeprowadzonych w tych przedsiębiorstwach wynika, że w tym czasie dochodziło tam do nieprawidłowości i nadużyć. Przykładem jest największa w historii inwestycja w rozwój w Polsce sieci przesyłowej – budowa linii energetycznej Kozienice–Ołtarzew. Z ustaleń „Gazety Polskiej” wynika, że o stwierdzonych nieprawidłowościach zostało powiadomione Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA). Inwestycja od samego początku napotykała wiele problemów. Wątpliwości wzbudził już wybór konsorcjum, które miało budować linię. Potem uruchomienie prac zaczęła blokować część mieszkańców miejscowości, przez które ma przebiegać sieć. W efekcie zakończenie projektu poważnie się opóźni. W terminie nie zostanie też oddana inna kluczowa dla bezpieczeństwa energetycznego RP inwestycja – blok energetyczny w Kozienicach. To jednak nie wszystko. W okresie rządów PO–PSL część strategicznych energetycznych przedsięwzięć została w ogóle zaniechana lub całkowicie wstrzymana. Wśród nich m.in. stworzenie progu stabilizacyjnego na Wiśle przy elektrowni w Kozienicach i budowa bloku energetycznego w elektrowni w Ostrołęce. Może to nie być przypadek. Kierowana przez prof. Piotra Pogonowskiego Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego bada, czy Rosjanie celowo nie sabotowali kluczowych dla bezpieczeństwa energetycznego RP inwestycji – ustaliła „Gazeta Polska”.

Jedną ze spółek strategicznych dla bezpieczeństwa energetycznego RP są Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE), zarządzające ponad 14 tys. kilometrów sieci przesyłu energii elektrycznej. Za ochronę tej infrastruktury od 2012 r. odpowiadał bezpośrednio płk Krzysztof Kowalczyk, wieloletni funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu (BOR), w okresie styczeń–czerwiec 2009 r. wiceszef tej formacji, ochroniarz Waldemara Pawlaka, który jako minister gospodarki sprawował nadzór właścicielski nad PSE. Z ustaleń „GP” wynika, że kierowane przez Kowalczyka biuro zatrudniało 10 osób. Wśród nich m.in. dwóch byłych oficerów WSI: będącego kłamcą lustracyjnym współpracownika kontrwywiadu wojskowego PRL (WSW) i byłego esbeka. To właśnie oni w 2014 r. opracowali plan ochrony infrastruktury krytycznej. Z audytu przeprowadzonego w przedsiębiorstwie wynika, że zarząd spółki za stworzenie tego dokumentu otrzymał kilkaset tysięcy złotych nagrody od rady nadzorczej. Tymczasem Najwyższa Izba Kontroli (NIK) w ujawnionym niedawno raporcie dotyczącym ochrony infrastruktury krytycznej wykazała w PSE szereg nieprawidłowości w tym zakresie.

Wątpliwości co do funkcjonowania bezpieczeństwa tego strategicznego przedsiębiorstwa w okresie rządów PO–PSL jest jednak więcej. Niedawno dyscyplinarnie został zwolniony wieloletni pracownik PSE, szef komórki odpowiedzialnej za bezpieczeństwo teleinformatyczne. Z audytu wynika, że był to absolwent rosyjskiej uczelni, który miał działać na szkodę spółki. W sumie po odwołaniu z funkcji prezesa PSE kojarzonego z PSL 55-letniego Henryka Majchrzaka z pracą w spółce pożegnało się 77 osób, z tego 30 zostało zwolnionych lub odeszło za porozumieniem stron. Nie wiadomo, ile z nich było związanych z ludowcami. „Nie posiadany danych dot. przynależności do partii politycznych” – poinformowała w piśmie do „GP” Beata Jarosz, rzecznik PSE.

Więcej w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.