Atmosfera w szatni to podstawa, bez niej nie ma mowy o sukcesie - powtarzają często piłkarze. W Legii Besnika Hasiego atmosfera była fatalna, co natychmiast przełożyło się na wyniki. U Jacka Magiery w końcu wszyscy grają do jednej bramki. Duża w tym zasługa Aleksandara Vukovicia, który dba o to, żeby szatnia Legii była zjednoczona. Doskonale widać to było w czasie meczu z Lechem i tuż po nim, kiedy drużyna świętowała ważne zwycięstwo.

W przemeblowanej latem Legii trudno znaleźć lidera z prawdziwego zdarzenia. Nie ma już ani Marka Saganowskiego, ani Artura Jędrzejczyka, których cechy przywódcze pomagały w codziennym funkcjonowaniu szatni. Wrócił co prawda Miroslav Radović, którego głos jest ważny i ceniony w zespole, jednak Serb nie ma umiejętności zarządzania ludźmi. „Rado” jest trochę jak Artur Boruc, który chadza własnymi ścieżkami, mając jednocześnie bardzo mocną pozycję w reprezentacji Polski. W zdominowanej przez cudzoziemców Legii lider wykreował się po części poza nią - to Vuković, asystent Magiery, świetnie wpisał się w tę rolę.

W czasie meczu Legii z Lechem widać było, jak uzupełnia się duet Magiera - Vuković, który stanowi swoisty yin i yang. Zdystansowany, ze stoickim spokojem obserwujący rozwój wydarzeń Magiera może podejmować strategiczne decyzje, podczas gdy szalejący przy ławce jak pitbull „Vuko” w pełnych ekspresji słowach przekazuje wnioski, wskazówki, reaguje na decyzje sędziów, wywierając na nich presję. Po bramce na 1:0 to w ramionach Vukovicia wylądował jej strzelec - Nemanja Nikolić, to Vuković wbiegł na boisko podczas bójki po rzucie karnym, żeby pozbierać mentalnie piłkarzy, to w końcu Vuković porwał swoją szaloną radością po wygranej cały zespół.

- Nie poddawaj się… – śpiewa w szatni „Vuko”, a grupka obcokrajowców z Guilherme, Thibault Moulinem i Vadisem Odjidją-Ofoe na czele powtarza za nim słowa. – Ukochana ma, nie poddawaj się, Legio Warszawa! – wydziera się Serb, a „stranieri” pilnie uczą się słów, by po chwili w szalonej radości połączyć się w śpiewie z resztą uradowanej drużyny.  Film z szatni opublikowany przez media klubowe tuż po wygranej z Lechem pokazał, że w Legii dobrze się dzieje, a piłkarze w końcu są zjednoczeni wokół jednego celu. 
- Takie spotkania jak to z Lechem pokazują charakter zespołu. Widać, że moi piłkarze skoczą za sobą w ogień – stwierdził Magiera. Zasługi „Vuko” w budowaniu tej jedności są nie do przecenienia.