„Namawiano mnie, abym nie szedł do brata”

W wywiadzie dla portalu wPolityce.pl Jarosław Kaczyński opowiada o tym, co działo się 10 kwietnia na miejscu katastrofy smoleńskiej.

W wywiadzie dla portalu wPolityce.pl Jarosław Kaczyński opowiada o tym, co działo się 10 kwietnia na miejscu katastrofy smoleńskiej.

Jarosław Kaczyński wspomina co działo się na miejscu katastrofy, po jego przyjeździe do Smoleńska. Brat tragicznie zmarłego prezydenta mówi, że był namawiany, aby nawet nie podchodził do ciała Lecha Kaczyńskiego.

- Dużo świateł, wielu ludzi, namioty wojskowe przypominające te z PRL-u. Przywitał nas jakiś starszy pan, później się okazało, że to ambasador Jerzy Bahr. Poszliśmy na miejsce katastrofy, chwilę się pomodliliśmy. Namawiano mnie, abym nie szedł do brata. Powiedziałem, że przecież po to tu przyjechałem. Rozpoznałem go bez trudu. Miał twarz łatwą do rozpoznania, szczupłą, ściśnięte usta. Od jakiegoś czasu mocno się odchudzał, a dodatkowo choroba mamy spowodowała, że był chyba najlżejszy od 20-30 lat. - tłumaczy Jarosław Kaczyński.

Prezes PiS podkreśla, że cały czas nalegano, aby zabrać ciało Lecha Kaczyńskiego do Moskwy, czemu on jako brat zmarłego stanowczo się sprzeciwiał.
- Zachowywali się uprzejmie. Jeden z nich miał na głowie czapkę, zwróciłem mu na to uwagę, przecież obok leżało ciało prezydenta. Grzecznie ją zdjął. Pamiętam też, że gdy modliłem się nad ciałem brata, to jeden z funkcjonariuszy mówił coś nieprzyjemnego na ten temat. Drugi oponował, że skoro jestem wierzący, to jest moja ideologia – takiego słowa użył – to mam prawo ją demonstrować... A nawet dobrze to o mnie świadczy. Pocałowałem brata. Zauważyłem, że jest potwornie zimny, wręcz zlodowaciały. - mówi Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl.

Jarosław Kaczyński wspominając wydarzenia z 10 kwietnia stwierdza, że wówczas to Paweł Kowal wziął na siebie rozmowy z Rosjanami. Właśnie za pośrednictwem Pawła Kowala, Jarosław Kaczyński dowiedział się, że Rosjanie jednak nie wydadzą ciała tragicznie zmarłego prezydenta. Władimir Putin powoływał się na przepisy nakazujące zorganizowanie oficjalnego pożegnania. Jarosław Kaczyński podkreśla, że nawet po otrzymaniu zgody na wylot i powrót do kraju odniósł wrażenie, że kontrola dokumentów jego i towarzyszących mu osób była celowo i złośliwie wydłużana.

- Przez Pawła Kowala docierały do mnie wiadomości, że Rosjanie mówią o czterech podejściach do lądowania. Wiedziałem, że już zaczyna się dezinformacja. W cztery lądowania z udziałem Leszka zupełnie nie wierzyłem. Nawet nie w to, że nakazywałby, ale że zgodziłby się na lądowanie w skrajnie złych warunkach. Nie miał żadnych samobójczych tendencji. Chciał żyć, chciał, żeby mama wyzdrowiała, chciał walczyć w tych wyborach. Tuż przed jego wylotem, gdy wracałem wieczorem ze szpitala, humor mi się trochę poprawił, bo okazało się, że zmieniły się badania, które dawały ciągle dużą przewagę Komorowskiemu. Ale ona bardzo mocno zmalała. To zawsze był taki oddech świeżego powietrza. - wspomina Jarosław Kaczyński.

 

 



Źródło:

Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo