Obóz zagłady w Sobiborze - w przeciwieństwie do innych, np. Auschwitz-Birkenau - nie dawał swoim więźniom absolutnie żadnych, nawet nikłych szans na przeżycie. Transportowani do Sobiboru Żydzi w 99 procentach byli zabijani w przeciągu kilku godzin od rozładunku, a jedynymi, którzy mogli utrzymać się przy życiu dłużej, byli werbowani do obsługi obozu chłopcy i silni mężczyźni. 14 października 1943 roku w Sobiborze wybuchło powstanie, które zakończyło się ucieczką dwustu więźniów. 

Transportowani do Sobiboru Żydzi przekonani byli, że są jedynie przesiedlani do innego miasta. W trakcie podróży traktowani byli z udawaną godnością i szacunkiem, pozwalano nawet zabrać ze sobą dobytek. Zatrzymywali się na stacji w małej, czystej wiosce, wśród lasów i łąk. Z głośników na peronie leciał walc, a atmosfera - wynikająca z nieświadomości prowadzonych do eksterminacji - była wręcz radosna. 

Bagaże zostawiano na peronie, przybyłych jeńców prowadzono korytarzem z drutu kolczastego do miejsca, w którym witał ich niemiecki oficer. Najpierw uprzejmie informował, że przed rozlokowaniem w barakach z powodów sanitarnych wszystkich czeka obowiązkowy prysznic, co wywoływało okrzyki i oklaski uznania wśród nieświadomych niczego ludzi. Do samego końca nie wierzyli w zły koniec; kobiety podczas strzyżenia prosiły, aby zbytnio nie skracać fryzury, aby włosy szybciej odrosły. Dopiero rozebrani i prowadzeni do komór gazowych, w kilkudziesięcioosobowych grupach, zaczynali podejrzewać, że dzieje się coś złego - było jednak za późno.

Obok komór Niemcy postawili zagrody dla gęsi, by te, specjalnie prowokowane przez obsługę obozu, swoim gęganiem zagłuszały krzyki zatruwanych gazem ludzi. 

Obsługa obozu w Sobiborze - co jakiś czas zabijana i zastępowana nową - 14 października 1943 r. wszczęła bunt, który zakończył się masową ucieczką. W zorganizowaniu oporu pomogli jeńcy żydowscy z Armii Czerwonej, znający się na wojnie i przystosowani do partyzanckich działań. Za pomocą fortelu zwabiano do baraków kolejnych oficerów niemieckich i pozbawiano życia. Chcąc zakończyć swoje życie z honorem, rozpoczęto masową ucieczkę z obozu. Tłum ludzi przeszedł przez druty kolczaste po trupach swoich współtowarzyszy.

Pod ostrzałem niemieckich karabinów, uśmiercani przez rozstawione wkoło obozu miny, Żydzi pędzili w kierunku linii lasu, nie patrząc się za siebie. Z dwustu, którym udało się uciec z Sobiboru, czterdziestu dwóch przeżyło wojnę.