I po namiocie KOD-u przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Za zimno dla „obrońców demokracji”?

  

Namiot KOD-u od kilku miesięcy stał przed Kancelarią Premiera. Szefostwo Komitetu Obrony Demokracji traci nie tylko sympatyków chcących brać udział w demonstracjach, ale najwyraźniej nie ma już chętnych na koczowanie w namiocie. To początek końca krzykliwej działalności Mateusza Kijowskiego i jego popleczników?

Polityczni działacze, którzy nazwali siebie "obrońcami demokracji", pikietowali przed budynkiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów przez kilka miesięcy. Żądali publikacji marcowego dokumentu Trybunału Konstytucyjnego, który co niektórzy uznawali za wyrok. KOD-ziarze rozstawili więc namiot, a nawet uruchomili licznik odmierzający dni. 

Na niewiele to się zdało. Zapał ludzi Kijowskiego malał z każdym tygodniem, coraz mniej ludzi pojawiało się w namiocie, a jesienna aura i spadająca temperatura najwyraźniej skutecznie ich ostudziła. I zwijają się.

Zresztą także marsze KOD-u są coraz uboższe. Mniej ludzi, żadnych nowych pomysłów, za to coraz więcej kłótni w gronie "obrońców demokracji". I nie po raz pierwszy dziwacznie kończy się manifestacja ludzi KOD przed KPRM. Pamiętają zapewne nasi Czytelnicy słynną "głodówkę" jaką prowadził Andrzej Miszk. Później podziękował za dostawy jedzenia!

CZYTAJ WIĘCEJ: Głodówka przerwana. Na koniec, Miszk podziękował… za dostawy jedzenia - WIDEO

Teraz już nie ma też namiotu. Pewnie żałuje lider Nowoczesnej, który mógł w świetle kamer rozdawać tam żurek i jajka w niedzielę Wielkanocną, bo nie dotrwali do Bożego Narodzenia. O tamtym happeningu Petru pisaliśmy wcześniej TUTAJ.

Jeden z KODziarzy przyznał, że formuła protestu się skończyła. Odgrażają się jednak, że to nie jest ich ostatnie słowo. Pewnie prawda, bo gadać to potrafią dużo. Zrobić niewiele...
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: wpolityce.pl,telewizjarepublika.pl,niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Wzięła pigułkę poronną - lekarz uratował dziecko. Teraz grozi mu... więzienie

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/trestletech

  

Czy za uratowanie życia dziecka można iść do więzienia? Ta historia pokazuje, że tak. Argentyńskiemu lekarzowi grożą dwa lata pozbawienia wolności, bo uratował dziecko pacjentki, która wzięła pigułkę poronną. Sąd uznał jednak, że lekarz postępując w ten sposób niedopełnił obowiązków służbowych.

Historia rozpoczęła się, gdy do szpitala w Cipoletti zgłosiła się kobieta, która twierdziła, że zażyła pigułkę poronną, gdyż jej dziecko jest wynikiem gwałtu. Ordynator szpitala dr Leandro Rodríguez Lastra podjął jednak decyzję o uratowaniu dziecka. Urodziło się ono w 35 tygodniu ciąży i trafiło do adopcji. 

[polecam:https://niezalezna.pl/257163-w-glowie-sie-nie-miesci-demokratka-chce-mozliwosci-aborcji-w-chwili-porodu]

Choć dziewczynka jest zdrowa i ma już dwa lata sprawa ta trafiła przed oblicze sądu, a lekarza oskarżono o niedopełnienie obowiązków służbowych.

Dr Leandro Rodríguez Lastra oświadczył, iż postąpił zgodnie ze składaną przez siebie przysięgą lekarską. Podkreślał ponadto, że zażyte przez pacjentkę tabletki mają zastosowanie tylko na wczesnym etapie ciąży

- podaje dorzeczy.pl.

Te tłumaczenia nie przekonały jednak sądu, który uznał medyka za winnego zarzucanych mu czynów. Nie ogłoszono jeszcze wymiaru kary, ale grożą mu nawet dwa lata więzienia.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: dorzeczy.pl, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl