Wracamy do priorytetów takich jak bezpieczeństwo państwa. W tym kontekście niezwykle istotna jest współpraca z USA. To główny kontrybutor bezpieczeństwa w NATO i bezpieczeństwa w Europie - z ministrem spraw zagranicznych Witoldem Waszczykowskim rozmawia Tomasz Sakiewicz.
 
Panie Ministrze, czytelnicy za naszym pośrednictwem chcieliby zadać Panu parę pytań. Większość z nich dotyczy zmian w konsulatach i ambasadach: Dlaczego te zmiany idą tak wolno?
Odpowiadając na to pytanie, chciałbym podkreślić, że pracochłonne i czasochłonne są procedury zarówno w Polsce, jak i w państwach przyjmujących naszych dyplomatów.

Czyli nie zależy to tylko od nas?
Oczywiście. Wysyłając polskiego ambasadora do danego kraju, musimy uzyskać przyzwolenie państwa przyjmującego naszego dyplomatę, „agrément”. Dopiero wówczas można uruchomić kolejną część wymaganych prawem procedur.

To problem?
Zanim rozpoczniemy procedurę z państwem przyjmującym, należy wyjaśnić w kraju wiele kwestii związanych z kandydatem. Przede wszystkim powinien się szczycić nieposzlakowaną opinią i spełniać rozmaite kryteria. Następnie wszystkie jego walory muszą zostać potwierdzone przez odpowiednie organa państwa. Kolejny etap to konieczność uzyskania przez kandydata wstępnej aprobaty premiera i prezydenta. Dopiero po przejściu tych szczebli jest wysyłana prośba o wspomniany przeze mnie wcześniej „agrément”. Zgoda państwa przyjmującego uruchamia procedurę w kraju, tym razem już formalnie. Decyzja premiera, prezydenta, komisji sejmowej i senackiej – cała taka procedura trwać może pół roku, a nawet dłużej.

Właśnie mija te „pół roku, a nawet dłużej”. Możemy się więc spodziewać wysypu zmian?
Chciałbym zwrócić państwa uwagę, że w głównych placówkach nastąpiły już zmiany. W Moskwie, w Kijowie, w Niemczech czy w Londynie. W najbliższym czasie spodziewamy się decyzji odnośnie do Paryża, Waszyngtonu, Ottawy.

Te kraje, w których doszło już do zmian, są kluczowe?
Nie będę tworzył pierwszej ani drugiej ligi kluczowych państw. W dyplomacji jest zasada, że sojusze uzależnione są od interesu, który chcemy zrealizować. Trzymam się zasady, że dyplomacja to gra na wielu fortepianach. Nie można w sprawach międzynarodowych skazać się na jedno państwo, być zależnym od tego czy innego, jednego układu. Mamy różne interesy w różnych obszarach i regionach świata.

Przejdźmy na Wschód. Co ze sprawą zestrzelonego malezyjskiego boeinga w lipcu 2014 r.? Holendrzy wskazali Rosjan jako odpowiedzialnych za tę tragedię. Co to oznacza dla Polski w kontekście Smoleńska? Czy to otwiera nam możliwości skorzystania z podobnego wpływu dyplomatycznego na Rosję? Mowa o przedstawieniu tej sprawy światowej opinii publicznej, jak miało to miejsce przy przedstawieniu szczątków wraku boeinga.
To są dwie różne kwestie. Katastrofa boeinga podczas lotu MH17 miała miejsce poza terytorium rosyjskim. I mimo że teren ów był objęty rosyjską rebelią, jednak udało się komisji powołanej do zbadania tej katastrofy wejść tam, pozbierać wrak, złożyć go i dzisiaj wskazywać przyczynę tej katastrofy.

Czyli nasza sytuacja jest daleko gorsza od tej, w której znaleźli się Holendrzy?
Owszem. Jeśli Holendrzy udowodnią, jaki rodzaj broni zestrzelił samolot i będą wskazywali konkretnie adresata tej broni, to oczywiście ich sytuacja będzie daleko lepsza – będą mogli używać całego instrumentarium międzynarodowego, by rozliczać tego, kto to zrobił. My nie mamy dostępu do naszego wraku. Nie mamy możliwości bez tego dostępu wykazać ostatecznie przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Czy społeczność międzynarodowa powinna domagać się rozliczenia katastrofy z lipca 2014 r. jako zbrodni wojennej? Przecież już wszyscy mówią, że cywilny malezyjski samolot zestrzelono nad Ukrainą z rosyjskiej wyrzutni, która zaraz potem wróciła na teren Federacji Rosyjskiej?
Jeśli Holendrzy dowiodą, że była to rakieta typu Buk – a na to jest duża szansa – że wskażą po imieniu, jacy byli to żołnierze, wskażą jednostki, to mają prawo wystąpić do społeczności międzynarodowej o potraktowanie tej katastrofy jako zbrodni wojennej.

A czy my byśmy ich wsparli?
Musimy dostać pełną informację. Nie chcę się deklarować, ale sprawa wygląda na dość oczywistą.
 
Cały wywiad z ministrem Waszczykowskim w weekendowej „Gazecie Polskiej Codziennie”