2 października pod Kockiem rozpoczęła się ostatnia bitwa września 1939 roku. Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” gen. Franciszka Kleeberga podjęła walkę z niemiecką dywizją zmotoryzowaną. Przez kilka dni Polacy prowadzili zacięte walki dając się dotkliwie we znaki nieprzyjacielowi. Jednak 5 października skończyła się amunicja. Gen. Kleeberg skapitulował. 

Grupa Operacyjna „Polesie”, utworzona rozkazem marszałka Rydza-Śmigłego, broniła się na linii Brześć-Pińsk.  Po 17 września Kleeberg, mimo iż miał możliwość ewakuacji samolotem z Pińska, został ze swymi oddziałami.

Wojna jest przegrana. Ale honor żołnierza nie jest przegrany. Mam żołnierzy pod swoją komendą. Nie opuszczę ich

– stwierdził.

Grupa „Polesie” poszła w stronę Kowla, lecz na wieść o zajęciu go przez wojska sowieckie, Kleeberg wydał rozkaz ruszenia na Warszawę, aby wspomóc broniącą się stolicę. Do jego wojsk dołączały inne oddziały, a po drodze organizowano działania zaczepno-dywersyjne wobec Niemców. 27 września GO „Polesie” wkroczyła do Włodawy, tam zastała ich wieść o kapitulacji Warszawy. Dalszy marsz w stronę stolicy mijał się z celem. Kleeberg zwołał naradę oficerów, na której ustalono nowy kierunek – Stawy pod Dęblinem, miejsce składu amunicji i broni. 

To nie jest jakaś desperacka decyzja, ona ma sens polityczny. Trzeba przedłużać tę wojnę. Demonstrować światu, że Hitler nie podbił Polski w osiemnaście dni, jak się chełpi

– powiedział wówczas. 



Grupę Operacyjną „Polesie” przemianowano na Samodzielną Grupę Operacyjną „Polesie”, która łącznie liczyła ok. 18 tys. żołnierzy. Pierwsze bitwy, pod wsiami Jabłoń i Milanów, stoczono z wojskami sowieckimi. 1 października zajęto pozycje w rejonie Kocka. Dzień później Polaków zaatakowała 13 Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej, dowodzona przez gen. Paula von Otto. Dołączyła do niej później 29 Dywizji Piechoty Zmotoryzowanej gen. Joachima von Lemelsena. Najcięższe walki toczyły się 4 i 5 października – Adamów, Krzywda i Wola Gułowska – przechodziły z rąk do rąk. Ostatecznie Polacy wyparli oddziały niemieckie. Jednak wróg znowu zaatakował, a „Polesie” nie miało więcej amunicji. W tej sytuacji gen. Kleeberg zdecydował się na kapitulację. 

Dziś jesteśmy otoczeni, a amunicja i żywność są na wyczerpaniu. Dalsza walka nie rokuje nadziei, a tylko rozleje krew żołnierską, która jeszcze przydać się może. Przywilejem dowódcy jest brać odpowiedzialność na siebie. Dziś biorę ją w tej najcięższej chwili — każąc zaprzestać dalszej bezcelowej walki, by nie przelewać krwi żołnierskiej nadaremnie. Dziękuję Wam za Wasze męstwo i Waszą karność - wiem, że staniecie, gdy będzie trzeba. Jeszcze Polska nie zginęła. I nie zginie!

– napisał w pożegnalnym rozkazie.