Joanna Scheuring-Wielgus z partii Ryszarda Petru w czasie tzw. „czarnego protestu” zaliczyła kompromitującą wpadkę. Do zgromadzonych wołała: „Dość dyktatury kobiet!”. Kiedy o jej lapsusie zrobiło się głośno, postanowiła jakoś z tego wybrnąć. Napisała, że podtrzymuje swoje słowa, a chodziło jej o kobiety z Prawa i Sprawiedliwości. Naprawdę liczy, że ktoś się na to nabierze?

Przed Sejmem, w trakcie demonstracji „Żarty się skończyły. Moje ciało, moja sprawa”, ze sceny do zgromadzonych przemawiała Joanna Scheuring-Wielgus z Nowoczesnej. W trakcie wystąpienia zaliczyła wyjątkowo żenującą pomyłkę

Nie może być tak, że jakiś fanatyczny margines będzie nam dyktował, co mamy robić. Nie może być tak, że rząd i parlament ulegają temu fanatyzmowi. Bo jeżeli tak jest, jeżeli tak jest, to rząd i parlament staje się dyktaturą, a państwo staje się więzieniem 

– grzmiała ze sceny, a następnie dodała: 

Dość dyktatury kobiet!

Dopiero po chwili podpowiedziano jej, że powinno być „mężczyzn”. I choć Scheuring-Wielgus poprawiła się, to później na Twitterze stwierdziła, że… chodziło jej właśnie o kobiety.

Dość dyktatury kobiet - Podtrzymuję. Dość dyktatury PBS, poseł Pawłowicz, Joanny Banasik. Dość dyktatury PiSu. Wolność!!! 

– napisała.