Po zakończeniu II wojny światowej przedstawiciele tak zwanych „Czterech Mocarstw” – Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Francji oraz Związku Radzieckiego – rozpoczęły proces przeciwko osobom odpowiedzialnym za zbrodnie popełnione przez hitlerowskie Niemcy. Ogłoszenie wyroku nastąpiło dokładnie 70 lat temu – 1 października 1946 roku.

W obliczu zakończonego konfliktu oczywistym było, że należy ukarać tych, którzy dopuścili się wszelkiej zbrodni nie tylko wobec zwycięzców, ale w ogóle – jak to rozumiano – wobec całej ludzkości. Rozpoczęto gromadzenie materiałów dowodowych i poszukiwanie ukrywających się sprawców. Złapanych umieszczano w utajonej lokalizacji – luksemburskim Grand-Hotel, gdzie także przeprowadzano przesłuchania.

Proces rozpoczął się 20 listopada 1945 r. Jego wyjątkowość podkreślał fakt, że po raz pierwszy zastosowano wówczas zasadę odpowiedzialności karnej przywódców państwowych za zbrodnie międzynarodowe. 

Przed trybunałem postawiono 22 osoby, które oskarżono o cztery rodzaje zbrodni: uczestnictwo w spisku w celu popełnienia zbrodni międzynarodowej, zbrodni przeciwko pokojowi, zbrodni wojennych oraz zbrodni przeciwko ludzkości. W wyniku postępowania na śmierć skazani zostali Niemcy: Bormanna (szef kancelarii NSDAP), Frank (generalny gubernator), Frick (protektor Czech i Moraw), Goering (marszałek Rzeszy), Jodl (szef sztabu  Wehrmachtu), Kaltenbrunner (szef Głównego Urzędu Bezpiezeństwa Rzeszy), Keitel (szef Wehrmachtu), Ribbentrop (minister spraw zagranicznych), Rosenberg (minister ds. terenów wschodnich), Sauckel (generał SS i SA, organizator pracy przymusowej), Arthur Seyss-Inquart (komisarz Rzeszy w Holandii), Julius Streicher (wydawca "Der Stuermer", współorganizator eksterminacji Żydów). Robert Ley oraz Goering popełnili samobójstwo przed wykonaniem wyroku. 

Proces norymberski jest jednak – mimo swojej oczywistej słuszności – ukazaniem zaślepienia rządów Zachodu, którzy zezwolili na udział w nim państwu… które samo popełniło równie okrutne zbrodnie wojenne. 

W czasie, gdy skazywany był Ribbentrop, jego partner z sierpniowego porozumienia 1939 r., Mołotow, przebywał na kongresie ONZ w San Francisco. Jest to policzek wymierzony sprawiedliwości. Paradoksalna sytuacja, w której zbrodniarz sądzi zbrodniarza i z uśmiechem na ustach depcze godność wszystkich, których zamordował.