Jak spadać, to z wysokiego konia - z takiego założenia wyszedł Jacek Magiera, przyjmując ofertę Legii tuż przed meczem Ligi Mistrzów ze Sportingiem. W Lizbonie „Wojskowi” kolejny raz w tym sezonie przegrali, ale w ich grze widać było postęp. - Były fragmenty dobrej gry, z optymizmem patrzę w przyszłość - stwierdził Magiera.

W debiucie Magiera uniknął personalnej rewolucji, próbował natomiast zrobić z jednostek dobrze funkcjonujący zespół. Tym razem legioniści nie stali na murawie, bezradnie rozkładając ręce, tylko walczyli, starając się realizować plan nakreślony przez trenera. Cudu w ich grze nie było, ale i nie przynieśli wstydu. - Wniosek jest taki, że da się grać w tej LM - podsumował Bogusław Leśnodorski.

Sam Magiera podkreślał, że wtorkowe spotkanie było dla jego podopiecznych świetną lekcją futbolu. - Wiemy już, że musimy pracować nad przyspieszaniem akcji w ataku, i ile jakości trzeba pokazać, aby na takim poziomie zdobyć gola. Trzeba to jasno powiedzieć, przed nami sporo pracy - powiedział. - Chcieliśmy wysoko wyjść na przeciwnika i nie dopuścić, by zawodnicy Sportingu dogrywali piłki pomiędzy nasze linie pomocy i obrony. Mieliśmy także lepiej bronić przy stałych fragmentach gry, ale po bramce na 0:1 ten plan się posypał. Widzę jednak pozytywy - graliśmy w piłkę, budowaliśmy akcje. W tej drużynie jest potencjał - dodał.


Według Magiery każdy mecz w Lidze Mistrzów będzie procentował. - Sam nauczyłem się w Lizbonie więcej, niż przez kilka miesięcy. Na drużyny, które regularnie grają w LM, patrzymy szczerze mówiąc z lekką zazdrością. Musimy je podpatrywać, uczyć się od nich. Plan na kolejne spotkania? Po pierwsze chcemy się dobrze prezentować, po drugie strzelić gola, a w końcu wygrać - powiedział po ostatnim gwizdku.


Jego drużyna dobrze prezentowała się w Portugalii przez kwadrans, potem dała się zdominować faworytom. Promyk nadziei jednak jest - piłkarze komunikowali się ze sobą, stosowali pressing, we dwóch podchodzili do rywala, by odebrać mu piłkę, poprawili asekurację. Magiera może też zapisać sobie pierwszy sukces - przywrócił do życia Jakuba Rzeźniczaka, który w Lizbonie należał do najlepszych w zespole. - Dawno się tak nie zmęczyłem. Byli za szybcy z piłką, aby ich sfaulować – szczerze powiedział „Rzeźnik”, uwypuklając różnicę klas obu drużyn.

Naukę z LM Legia musi wykorzystać już w meczu z Lechią. Kolejna strata punktów w lidze może równać się ze stratą szans na obronę tytułu.