Niemieccy przesiedleńcy oraz ich spadkobiercy z Warmii i Mazur domagają się odszkodowań od samorządów za swoje dawne nieruchomości. W wyniku roszczeń gminy mogą utracić miliony złotych. – Konieczne są zmiany w prawie, które ochronią samorządy terytorialne przed roszczeniami – mówi „Codziennej” mec. Lech Obara ze stowarzyszenia Patria Nostra.

Rzecz dotyczy przede wszystkim spraw tzw. późnych przesiedleńców. Po II wojnie światowej majątek niemieckich mieszkańców z byłych Prus Wschodnich i Ziem Zachodnich oraz Wolnego Miasta Gdańska przeszedł na własność skarbu państwa. Byli obywatele Rzeszy, którzy pozostali na terenach wchodzących w skład powojennej Polski, zachowywali prawo do swoich nieruchomości, o ile zadeklarowali narodowość polską, złożyli deklarację wierności narodowi polskiemu oraz przeszli pozytywnie procedurę nadania polskiego obywatelstwa.
 
Jednak wielu z nich zmieniło zdanie i kiedy tylko otworzyły się możliwości wyjazdu z komunistycznej Polski, wyemigrowało do Niemiec. Pierwsza fala wyjazdów miała miejsce w latach 50., kolejna w 70., a nawet 80. ubiegłego wieku. Ogółem do obu państw niemieckich (przede wszystkim do Republiki Federalnej Niemiec) wróciło ponad 600 tys. osób.

Pamiętam, że wyjazdy odbywały się w atmosferze euforii. Wielu z nich uciekało z PRL-owskiej szarzyzny do świata dobrobytu

– wspomina mec. Obara.

Późni przesiedleńcy po przyjeździe do RFN otrzymywali nie tylko wsparcie od niemieckiego państwa, lecz także zadośćuczynienie za straty związane z pozostawionym w Polsce mieniem.
 
Sytuacja się zmieniła pod koniec lat 90. Dawni właściciele i ich spadkobiercy przypomnieli sobie o swoich nieruchomościach i zdali sobie sprawę, że mają one realną wartość. Nie bez znaczenia były bałagan prawny oraz brak zabezpieczenia praw nowych właścicieli (w tym także w traktacie podpisanym między Niemcami a Polską w 1991 r.). Na rzecz późnych przesiedleńców działa także dotychczasowe orzecznictwo polskich sądów. Szerokim echem odbiła się sprawa Agnes Trawny, która domagała się zwrotu gospodarstwa w Nartach k. Szczytna. Choć sądy rejonowy i okręgowy odmówiły Trawny zwrotu nieruchomości, to Sąd Najwyższy nakazał zwrot gospodarstwa.
 
Teraz byli właściciele i ich spadkobiercy zmienili taktykę. Na przykład spadkobiercy Marii Murawskiej, która w latach 80. wyjechała do Niemiec, zażądali od podolsztyńskiej gminy Stawiguda zapłaty równowartości nieruchomości. Twierdzili, że gmina, która ją przejęła na podstawie decyzji o komunalizacji, bezprawnie się wzbogaciła. Kiedy spadkobiercy Murawskiej przegrali sprawę w Sądzie Okręgowym w Olsztynie, wystąpili do MSWiA o stwierdzenie nieważności decyzji „komunalizacyjnej”, dowodzili, że została ona wydana z rażącym naruszeniem prawa. Jeżeli im się uda, można się spodziewać fali podobnych wniosków. Dlatego – jak podkreśla Stowarzyszenie Patria Nostra – konieczne są zmiany w prawie, które ochronią samorządy.
 
Obecnie nieznana jest nawet liczba nieruchomości, które mogą stać się przedmiotem roszczeń. Szacuje się, że tylko w woj. warmińsko-mazurskim problem ten może dotyczyć nawet 20 tys. nieruchomości.

ZOBACZ ROZMOWĘ