Wywiad z Balázsem Ravaszem, węgierskim reżyserem, którego film „Zapomniany żołnierz” będzie prezentowany w ramach pokazu specjalnego na VIII Festiwalu Niepokorni Niezłomni Wyklęci. „Zapomniany żołnierz” opowiada historię Andrása Tomy, który wywieziony w 1944 roku przez Niemców, a potem złapany i uwięziony przez Rosjan spędził w Rosji 56 lat, najpierw jako jeniec wojenny, a potem pacjent szpitala psychiatrycznego. Po ponad pół wieku wrócił do Ojczyzny. Nazwano go ostatnim jeńcem II wojny światowej. 

Powrót Andrása Tomy do ojczyzny odbił się głośnym echem na całym świecie, pamięta Pan ten moment?
Oglądałem telewizję, kiedy pokazywano, jak ląduje na lotnisku w Budapeszcie. To było niesamowite wydarzenie – młody chłopak, siłą zabrany przez Niemców z małej, węgierskiej wsi pod koniec 1944 r., który nie wrócił po wojnie i którego uznano za martwego, zostaje odnaleziony w rosyjskim szpitalu psychiatrycznym po 56 latach! Media, zresztą zgodnie z prawdą, okrzyknęły go ostatnim jeńcem II wojny światowej. Jednak nawet do głowy mi nie przyszło, że koniec końców to ja będę tym, który zrobi o nim jedyny dokument.

Gdzie przetrzymywano Tomę?
Dwa lata był w więzieniu jako jeniec wojenny, a kolejne 53 w zakładzie dla psychicznie chorych, gdzie w zasadzie panowały warunki jak w więzieniu. 

Kiedy po raz pierwszy spotkał Pan bohatera swojego filmu?
Moja matka wysłała mi o nim artykuł, który tak mnie poruszył, że postanowiłem odwiedzić Andrása, tak po prostu, bez żadnych pobudek zawodowych. Przypominał mi mojego dziadka, który pochodził z wiejskiej części wschodnich Węgrzech i również amputowano mu nogę na kilka lat przed śmiercią. Byłem świadkiem cierpienia, przez jakie przechodził. Podobnie jak András nie miał talentu do języków – wszakże Toma nie zdołał nauczyć się rosyjskiego przez te wszystkie lata! Zresztą spotkałem wielu zesłańców węgierskich, którzy po blisko pół wieku pobytu na wygnaniu wciąż zmagali się z nauką nowego języka. 

Pana dziadek na szczęście uciekł z transportu rosyjskiego…
Prawdopodobnie, gdyby tego nie zrobił, nie byłoby mnie tu dzisiaj. Rosjanie chcieli go zabrać na „malenkij robotu”, ale w przeciwieństwie do Andrása zdecydował się na próbę ucieczki, ryzykując, że go zastrzelą. W filmie „Zapomniany żołnierz” pokazany jest przyjaciel Andrása, któremu udało się zbiec. 58 lat później wspólnie odwiedzili miejsce, w którym to się wydarzyło. 

Jak przyjęto Pana w rodzinie Andrása?
W tym czasie jego temat zdążył już zniknąć z nagłówków gazet i mediów. András i jego rodzina wyczuli moje szczere i życzliwe zainteresowanie. Poza tym wiedziałem, że przepada on za jednym, konkretnym rodzajem pálinki (węgierskiej wódki przyp. tłum.) z jego rodzinnego regionu, więc przyniosłem mu ją w prezencie. „Za dom” – powiedział wznosząc do góry kieliszek i spojrzał na mnie, wiedząc, że z cierpliwością wysłucham jego opowieści.

Czy na Węgrzech powstaje dużo filmów historycznych? Jak są odbierane?
W tym roku węgierska produkcja „Syn Szawła” wygrała Oskara i odniosła niesamowity sukces zagranicą. Jestem przekonany, że to przyczyni się do powstawania w mojej ojczyźnie coraz lepszych filmów historycznych, które od zawsze mają dużą rzeszę fanów. Sam byłem niezwykle miło zaskoczony, jak bardzo popularny wśród odbiorców poniżej 18. roku życia jest „Zapomniany Żołnierz”, szczególnie biorąc pod uwagę jego trudną tematykę. 

„Syn Szawła” opowiada w sumie podobną historię o odzyskaniu własnego imienia…
Dokładnie. Tytułowy Szaweł chce zorganizować synowi – w samym środku obozu zagłady – prawdziwy pochówek zamiast bezimiennego, masowego grobu! W „Zapomnianym Żołnierzu” siostra bohatera Anna chce, żeby jej brat, zanim umrze, ponownie zaakceptował swoje własne imię. 

Jaki jest stosunek Pana rodaków do historii? Bardziej romantyczny czy racjonalny?
A co może być racjonalnego w pragnieniu, aby pogrzebać kogoś potajemnie w obozie koncentracyjnym czy desperacko starać się zwrócić imię człowiekowi, który przez 56 lat wegetował zapomniany przez wszystkich? Jeśli nie to, to co określa nasze człowieczeństwo? Całym sercem wierzę w to, że filmy mówiące o naszej historii mogą sprawić, aby zapomnieni bohaterowie odzyskali swoje imię i należne im miejsce w świadomości narodu.