Znana i swego czasu ceniona aktorka coraz mocniej angażuje się politycznie. Nie ukrywając partyjnych sympatii. Wielokrotnie w wywiadach wygłaszała manifesty, ale teraz posunęła się o krok dalej. Aby wziąć udział w happeningu feministek protestujących przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej, Janda postanowiła... odwołać spektakl. 

Na 3 października feministki zaplanowały dziwaczną akcję, którą nazywają "ogólnopolskim strajkiem". Namawiają kobiety, które chcą protestować przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej, aby tego dnia wzięły wolne w pracy i na uczelni. Pomysł wydaje się absurdalny, ale jedną celebrytkę udało im się przekonać. Chodzi o Krystynę Jandę.

Nie powinno zaskakiwać, że aktorka bierze udział w takim happeningu, bo już wiele razy dawała przykład politycznego zaangażowania. Chwaliła się chociażby udziałem w marszach KOD-u, a nawet porównała popleczników Mateusza Kijowskiego do "Solidarności".

Informowaliśmy również o innych popisach aktorki.

"Krystyna Janda postanowiła dziarsko wkroczyć do pierwszego szeregu celebrytów, którzy hobbystycznie zajmują się straszeniem Polaków Prawem i Sprawiedliwością oraz krytykują wszystko, co z tym ugrupowaniem się wiąże. Po publikacji kilku wpisów przypomniano jej, że kiedy rządziło PiS, aktorka bez zażenowania zwracał się o wsparcie finansowe do polityków tej partii. I oczywiście je otrzymywała. Część wynurzeń Jandy nazwano wprost – kłamliwymi"

CZYTAJ WIĘCEJ: Zakłamana Janda. Straszyła Dudą i PiS-em – przypomniano jej, ile PiS-owi zawdzięcza

Albo:

CZYTAJ WIĘCEJ: Janda użala się nad Wałęsą. Przyznaje też: "zawsze byłam za grubą kreską"


Tego jednak nie spodziewaliśmy się nawet po Jandzie, która postanowiła... odwołać poniedziałkowy spektakl „Maria Callas. Master Class” w stołecznym OCH-Teatrze 
 

Postanowiłam solidarnie przyłączyć się do jednodniowego Strajku Kobiet Polskich, zorganizowanego w proteście przeciwko zamachowi na ich życie, prawa i wolność. 

- napisała na swoim profilu na Facebooku.


Widzowie niby kasę dostaną, ale mogą czuć się zlekceważeni. I będą mieli rację!