W komentarzach po poniedziałkowej debacie kandydatów na urząd prezydenta USA Donalda Trumpa i Hillary Clinton z powszechną krytyką spotkał się prowadzący debatę dziennikarz telewizji NBC Lester Holt. Według wielu komentatorów Holt zadawał Trumpowi trudne pytania – jak te o rozliczenia podatkowe lub poparcie dla wojny w Iraku – a był zaskakująco wyrozumiały dla Clinton.
 
„57-letni Holt pod maską spokojnego, wyważonego, rzeczowego, kulturalnego dziennikarza ukrył skandaliczne faworyzowanie Hillary Clinton. Ukrył na tyle skutecznie, że temat ten nie pojawił się w internetowych relacjach największych amerykańskich gazet. Holt był wręcz chwalony za udźwignięcie ciężaru odpowiedzialności” – pisze w komentarzu na portalu interia.pl Michał Michalak.
 
Tymczasem gwiazdor NBC korzystał z przywileju dopytywania kandydatów wyłącznie w przypadku Donalda Trumpa.
 

Lester Holt „grillował" kandydata Partii Republikańskiej ws. nieopublikowania zeznań podatkowych, nagłaśniania tematu miejsca urodzenia Baracka Obamy, stosunku do wojny w Iraku. Zarzucił Trumpowi rzekomo seksistowską wypowiedź ("Hillary Clinton nie wygląda prezydencko"), co pozwoliło kandydatce demokratów zaatakować Trumpa właśnie za seksizm. Zupełnie jakby Clinton i Holt działali w drużynie

– wymienia Michalak.
 
Dziennikarz zauważa, że kandydat Republikanów musiał więc debatować nie tylko z Hillary Clinton, ale i z prowadzącym debatę.
 

Lester Holt ani razu nie docisnął w ten sposób konkurentki Trumpa. Nie zadał jej ani jednego trudnego pytania (a jest o co pytać), ani razu nie uznał za stosowne dopytywać ją o cokolwiek w taki sposób, w jaki dopytywał Trumpa. Gdy republikanin sam poruszył temat skandalu e-mailowego, Holt zapytał Clinton, czy "zechciałaby się do tego odnieść". Po debacie Trump kurtuazyjnie oznajmił, że Holt wykonał "świetną robotę"

– zauważył Michalak.
 
Więcej na temat pierwszej debaty kandydatów w listopadowych wyborach na urząd prezydenta USA w środowym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”