​Skazane za polskość

  

Pod koniec sierpnia kolejny raz głośno zrobiło się o odbieraniu dzieci polskim rodzicom przez zagraniczne instytucje. Opinię publiczną zbulwersowały wówczas dwie sprawy, w które włączył się polski rząd. Pierwsza z nich to historia Polki, której szwedzki sąd odebrał prawa rodzicielskie i zezwolił jedynie na pół godziny kontaktu z dzieckiem tygodniowo, w dodatku jedynie za pośrednictwem komunikatora internetowego.

Sprawa stała się obiektem wnikliwego zainteresowania polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości, które zaczęło zasypywać uzasadnionymi pytaniami swój szwedzki odpowiednik. Złożono również apelację. W tym samym czasie udało się odnieść ważny sukces, doprowadzając przed niemieckim sądem do uchylenia decyzji Jugendamtu. Dziecko, przez tę złowrogą instytucję odebrane z powodu rzekomej biedy, decyzją sądu rodzinnego w Kirchheim unter Teck wróciło do rodziców. W tę batalię zaangażowało się nie tylko nasze Ministerstwo Sprawiedliwości, lecz również dyplomacja. Włączyli się nawet, dotąd raczej niechętni do pomocy, rzecznik praw dziecka i rzecznik praw obywatelskich. To pospolite ruszenie odniosło ważny, symboliczny sukces w walce z bezwzględnym i znienawidzonym w Polsce przeciwnikiem. Niemcy pozbawiający dzieci Polaków jawią się nam wyjątkowo drastycznie. Nie sposób uciec od historycznych odniesień i porównań do najgorszych kart naszej wspólnej historii, choć budzą one sprzeciw zafascynowanych silnym sąsiadem estetów, niczym towarzysząca tamtym wydarzeniom okładka „Gazety Polskiej Codziennie”. Przypadki odbierania dzieci przez tę instytucję są najczęściej nagłaśniane przez media, najczęściej też wywołują społeczny sprzeciw. Od niedawna, na szczęście, idą za nimi również działania rządu. Miejmy nadzieję, że wygrana sprawa z Kirchheim unter Teck będzie pierwszą, ale nie ostatnią. Skandaliczny wyrok, jaki zapadł w Szwecji, przypomina jednak, że nie tylko Niemcy posiadają instytucje zbyt ochoczo wyciągające łapy po nie swoje dzieci. Ba, przecież jeszcze niedawno o podobnych problemach słyszało się w Polsce, choć na szczęście wraz ze zmianą rządu zmieniać zdaje się nastawienie sądu i urzędników.

Na pastwę obcych sądów

13 września br. w Sejmie odbyła się zorganizowana przez posłankę Kukiz’15 Barbarę Chrobak i stworzony przez nią zespół parlamentarny konferencja „Dobro dziecka jako cel najwyższy”. Niestety, do mediów przebił się z niej jedynie incydent z udziałem jednego z uczestników i pracownika biura PiS u, którzy pobili się podczas konferencji prasowej Ryszarda Terleckiego. Wielka szkoda, ponieważ konferencja poświęcona była szerokiemu pokazaniu zjawiska odbierania dzieci w różnych krajach. Zespół współpracuje z Ministerstwem Sprawiedliwości i prokuratorem krajowym. Jak mówi Chrobak w rozmowie z Katarzyną Gójską-Hejke w TV Republika, bezpośrednią motywacją do jego powołania była gehenna Polaków z Norwegii, którzy na 9 miesięcy utracili dziecko z błahego powodu. Ta sprawa zakończyła się odzyskaniem córki przez rodziców, jednak podobnych dramatów rozgrywa się bardzo wiele. Czasem przy milczeniu polskich mediów, a co gorsza, przy współudziale polskich sądów, które odmawiają nieraz rozpatrywania spraw dotyczących odbierania dzieci poza Polską, zostawiając rodziców i dzieci na pastwę obcego wymiaru sprawiedliwości.

Bo… ugryzła męża w nos

Redaktor polonijnego portalu Wyspa Emigranta Adrian Wachowiak w liście skierowanym do uczestników konferencji przywołuje historię pani Doroty Chojnowskiej. W tekście „»To jest jedna ręka, to jest jedna mafia« – mówi Dorota Chojnowska, której Social Service odebrał synów” zamieszczonym na portalu Wachowiak pisze: „Dorota Chojnowska przyjechała na Wyspy w czerwcu 2015 r. Parę miesięcy później została oskarżona o przemoc wobec… męża. Z dnia na dzień stała się osobą bezdomną i straciła dwóch synów. Ta „przemoc” polegała na tym, że w obronie własnej, będąc duszona, pani Dorota ugryzła męża w nos. A on zadzwonił na policję i bardzo szybko z kata stał się ofiarą. W tym miejscu trzeba dodać, że mąż pani Doroty jest Pakistańczykiem i w dalszym ciągu przebywa w UK, choć już dawno jego wiza utraciła ważność. Mało tego: Social Service zezwoliło mu na widzenia z Janem, którego ojcem nie jest. Ta historia stanowi kolejny dowód na to, że system opieki społecznej w Wielkiej Brytanii jest, cóż, trudno nie użyć niecenzuralnych słów, po prostu popieprzony. Jednak według innych materiałów, jakie można znaleźć na Wyspie, w tym szaleństwie kryć się może ta sama metoda, której istnienie podejrzewaliśmy w wielu sprawach, które miały miejsce w Polsce, choćby w słynnym przypadku dzieci państwa Bałutów z Niska – tam, gdzie ktoś cierpi, ktoś inny zarabia. Na adopcjach, rodzinach zastępczych…

Polityka wynaradawiania

W praktycznie zignorowanej przez media (poza wspomnianą TV Republika) konferencji udział wzięli przedstawiciele Ministerstw: Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, a także Sprawiedliwości i Spraw Zagranicznych, prokuratury, konsule z Londynu, Oslo i Kolonii. Wreszcie – Kościoła katolickiego. Swoją historię mogła opowiedzieć Katarzyna Starzyńska, matka, której w Norwegii dwójkę dzieci przekazano rodzinie zastępczej, która okazała się autentycznie patologiczna. Gdy po kolejnej rozprawie dzieci wróciły do rodziców, ci stali się obiektem szykan wszystkich norweskich instytucji, z którymi mieli styczność. Przy okazji powraca temat, który w swoim czasie przewijał się w dyskusjach o bezdrożach politycznej poprawności w Skandynawii. Rodziny zastępcze są faworyzowane i promowane w stosunku do rodzin urodzenia. Obecnie ofiarą tego zjawiska padają także przebywający w Norwegii Polacy. Katarzyna Starzyńska opowiedziała posłom, że wraz z mężem zostali przez Norwegów oskarżeni nawet o pedofilię, ponieważ ich córka powiedziała urzędnikom, że przychodzi do rodziców, gdy boi się burzy. Syn, w rodzinie zastępczej, przywiązywany był pasami do łóżka, by nie wychodził z domu. Przemoc fizyczna wobec dzieci w rodzinach zastępczych jest normą, podobnie jak nastawianie ich przeciwko rodzicom. Dzieciom zabrania się mówienia po polsku. Polityka wynaradawiania ma się świetnie w kraju mającym na sztandarach multikulturalizm, otwartość i tolerancję. Rodzicom padającym ofiarą norweskiego systemu wygrać udaje się jedynie 6 na 100 spraw. Takie piekło jest udziałem wielu rodzin, a jedynym ratunkiem jest, nie zawsze możliwy, szybki powrót do Polski. Działaniami Barnevernetu, czyli norweskiego odpowiednika Jugendamtu, w swoim czasie zainteresowały się nawet NaTemat czy „Gazeta Wyborcza”. Dziennikarka portalu Lisa Dominika Majewska próbowała jednak usprawiedliwiać Norwegów. „Tej instytucji wystarczy byle pretekst, by odebrać dziecko: smutna mina malucha, niewielkie zadrapanie, siniak po upadku z huśtawki. Czy na pewno? A może Polacy w Norwegii zapominają, że tam reguły gry ustala norweskie prawo”. W podobnym duchu wypowiadał się też nasz RPD. Odpowiedź na takie postawienie sprawy daje nam przytoczona wyżej historia Starzyńskiej.

Koniec obojętności

Czemu więc takie wydarzenie nie może się przebić, choć, patrząc czysto pragmatycznie, ma ono potencjał, by zainteresować widzów. Trudno to zrozumieć, lecz niestety jest to norma. Temat będzie w najbliższym czasie powracał, ponieważ po latach urzędowej obojętności wreszcie doczekał się uwagi posłów (w 12-osobowej komisji na razie, oprócz jednego przedstawiciela PiS u, znajdują się wyłącznie członkowie klubu Kukiz’15, miejmy jednak nadzieję, że skład ten zostanie rozszerzony) i ministerstw. Problemom dzieci przyjrzą się nowo powstałe zespoły w Ministerstwie Sprawiedliwości i Prokuraturze Krajowej. Mam nadzieję, że uczynią to również media, rezygnując z pokusy szczucia swoich czytelników przeciw słabszym, co dotąd zdarzało się wielokrotnie w przypadku podobnych historii.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts