Za rządów PO–PSL Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego inwigilowała obecnego ministra spraw wewnętrznych Mariusza Błaszczaka, a także jego najbliższego współpracownika wraz z rodziną. Powód? Rzekome wątpliwości wokół budowy… kanalizacji na posesji polityka PiS - ujawnia „Gazeta Polska”.

To miała być jedna z największych afer odkrytych przez służby podległe ówczesnemu premierowi Donaldowi Tuskowi. We wrześniu 2009 r. funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego kierowanej przez Krzysztofa Bondaryka zatrzymali prezesa i czterech dyrektorów regionalnych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS). Postawiono im zarzuty korupcji. Obecnie przed sądami w Szczecinie toczą się dwa procesy w tej sprawie. „Gazeta Polska” dotarła do dokumentów z tych postępowań.

Wynika z nich, że ABW i Prokuratura Okręgowa w Szczecinie próbowały za wszelką cenę włączyć w aferę w ZUS… Mariusza Błaszczaka, posła PiS, obecnie ministra spraw wewnętrznych. Rozważano postawienie mu nawet zarzutów. Wszystko dlatego, że system odprowadzania wody deszczowej (kanalizację) na jego posesji wykonała firma, która świadczyła również usługi dla ZUS, a została polecona przez zatrzymanego prezesa zakładu. Mimo że Błaszczak zapłacił przelewem za usługę wiele miesięcy przed formalnym rozpoczęciem śledztwa, był inwigilowany. Podsłuchiwano jego rozmowy telefoniczne, a funkcjonariusze ABW bardzo dokładnie prześwietlali nie tylko jego, lecz także współpracującego z nim działacza PiS wraz z rodziną. Śledczym tak bardzo zależało na znalezieniu materiałów przeciwko Błaszczakowi, że mieli nawet naciskać na jednego z oskarżonych – Sylwestra Rypińskiego, byłego prezesa ZUS – aby złożył obciążające polityka zeznania.

Wszystko zaczęło się w pierwszej połowie 2008 r. tuż po wygranych przez Platformę Obywatelską wyborach parlamentarnych. Wówczas Artur S., przedsiębiorca współpracujący z ZUS, poinformował swojego kolegę, prywatnie zięcia ówczesnego senatora PO Jana Olecha, że posiada materiały wskazujące na korupcję w szczecińskim oddziale zakładu. Ten skontaktował go ze swoim teściem. Do spotkania doszło na przełomie marca i kwietnia 2008 r. w domu senatora Olecha. S. opowiedział politykowi o próbach wymuszania od niego łapówek przez Tadeusza D., dyrektora szczecińskiego oddziału ZUS, a na poparcie swoich słów przedstawił zarejestrowane przez niego rozmowy. „Po weekendzie majowym otrzymałem telefonicznie informację od senatora Olecha, że w tej sprawie mam skontaktować się z Delegaturą ABW w Szczecinie. Oryginalna kaseta z nagraniami została mi zwrócona” – zeznał Artur S.

Po kilku miesiącach przedsiębiorca napisał oświadczenie datowane na 1 grudnia 2008 r. Napisał w nim, że sprawa jest zamiatana pod dywan, a Tadeusz D. miał rzekomo dowiedzieć się o jego wizycie w ABW i złożeniu obciążających go zeznań. Oświadczenie wraz z pismem senatora Olecha trafiło do Julii Pitery, ówczesnej pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją. Sprawa ruszyła z miejsca.

Więcej w tygodniku „Gazeta Polska”.