Po 20 latach przerwy mistrz Polski w końcu zagra dziś w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W meczu 1. kolejki LM piłkarze Legii podejmą Borussię Dortmund. Atmosferę wielkiego święta futbolu psuje świadomość fatalnej formy legionistów, którzy nie radzą sobie w ekstraklasie, a wieczorem zderzą się z niemieckim gigantem.

Wymarzona, wyczekana i bardzo szczęśliwa – Liga Mistrzów w końcu zawitała do Polski. 20 lat temu w Champions League grał Widzew Łódź, rok wcześniej Legia awansowała do ćwierćfinału tych rozgrywek. Od tego czasu polski kibic czekał. Irytował się kolejnymi przegranymi przez polskie kluby eliminacjami i kibicował rodakom – Lewandowskiemu, Dudkowi, Błaszczykowskiemu czy Szczęsnemu, mając poczucie, że ogląda wielką piłkę przez szybę. W końcu jednak udało się – do Polski przyjadą wielkie firmy. Już dziś Borussia, później galaktyczny Real Madryt i mocny Sporting Lizbona.

W Legii zdają sobie sprawę z wyjątkowości tej chwili. Od kilku dni przy autostradach zobaczyć można billboardy z hasłem „Razem wśród mistrzów”. – To moment, w którym kciuki trzymał będzie za nas cały naród. Na czas LM stajemy się reprezentacją polskiej piłki klubowej. Mając tego świadomość, zapraszamy wszystkich kibiców, by byli z nami w tych chwilach i aby poczuli, że oni także należą do tego elitarnego, wymarzonego przez lata grona. Te emocje, ta historia, ta duma, należą do wszystkich Polaków, nie tylko do nas – mówi wiceprezes Jakub Szumielewicz.

We wtorek przy stadionie Legii można było dostrzec podekscytowanie nadchodzącym meczem. Hymn LM z głośników słychać było daleko poza obiektem. Marketingowo „Wojskowi” wykorzystują ten czas bezbłędnie. Pakiety na mecze grupowe rozeszły się jak świeże bułeczki, w oficjalnym sklepie pojawiła się kolekcja ubrań i gadżetów związana z grą drużyny w LM, są także łączone szaliki. Na razie na mecz z BVB, potem przyjdzie czas na następne. Wszystko sprzeda się na pniu.

Więcej na ten temat w środowym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”.