Po palikociarni zbierającej się na Krakowskim Przedmieściu w miesięcznice smoleńskie dawno nie ma śladu. Od pewnego czasu próbują zastąpić ich rzekomi „obrońcy demokracji”, którzy zaczęli przychodzić przed Pałac Prezydencki, gdzie dziesiątego dnia każdego miesiąca odczytywany jest Apel Smoleński.

„Wolność słowa, demokracja”, „Chodźcie do nas, tu jest fajniej”, „Chodźcie do nas, tu jest wolność”, czy… „Wszyscy na drabinki” – takie między innymi hasła – przy łomocie bębnów – wykrzykiwali zebrani naprzeciwko miejsca, w którym odbywają się Apele Smoleńskie. Chętnych do pójścia z tzw. obrońcami demokracji wielu jednak nie było – w porywach kilkadziesiąt osób. Jeden z przemawiających do tego „tłumu” zdobył się zresztą na chwilę szczerości. – Nie martwcie się, że nie ma nas pięciu tysięcy, prawdopodobnie nigdy nie będzie – stwierdził. 

Pojawiło się też swego rodzaju ostrzeżenie, skierowane do prezesa Prawa i Sprawiedliwości. – Jarosław Kaczyński będzie miał długą, ciężką drogę pod górkę – zapowiedział mężczyzna stojący na drabince.

Zobacz wideo: