Żeby Polska była Polską, a niedziela – niedzielą

„Wprowadzić wszystkie soboty wolne od pracy.

„Wprowadzić wszystkie soboty wolne od pracy. Pracownikom w ruchu ciągłym i systemie 4-brygadowym brak wolnych sobót zrekompensować zwiększonym wymiarem urlopu wypoczynkowego lub innymi płatnymi dniami wolnymi od pracy”. Czy ktoś jeszcze pamięta, że tak brzmiał ostatni, 21. postulat Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego podczas strajków z sierpnia 1980 r., które dały początek Solidarności?

Dla dzisiejszej młodzieży to może być jakaś kompletna abstrakcja. Oto jedną z przyczyn pokojowego powstania 1980 r., który oznaczał początek końca komunizmu, był brak wolnych sobót, co uważano za wyzysk człowieka przez państwo komunistyczne! Ale zlikwidowanie „pracujących sobót” i stworzenie wolnego od pracy weekendu było jedną ze zdobyczy Solidarności i jednym z kroków do wolności i niepodległości.

Powtarzali do końca

Czy jednak trwałych zdobyczy? Solidarność wywalczyła wolną Polskę, a w tej wolnej Polsce, krok po kroku, na zasadzie gotowania żaby, doszło do sytuacji, że dziś całe rzesze pracowników nie mają nie tylko wolnych sobót, lecz także wolnych niedziel! I wielu Polaków, również tych, którzy w młodości krzyczeli „precz z komuną!”, uważa to za normalne!

Starcy z KC tłumaczyli wtedy Polakom, że nie może być tak, jak na Zachodzie, gdzie co prawda jest wyzysk człowieka przez człowieka, wszechwładza kapitału, trusty i prywatne monopole, ale Zachód był mniej zniszczony wojną niż Polska, więc nie muszą ciągle aż tyle pracować. A Polska Ludowa wciąż odbudowywała się ze zniszczeń II wojny światowej. Taka była wykładnia oficjalnej propagandy tłumaczącej „klasie robotniczej”, dlaczego jest gorzej niż w kapitalizmie i wyzysk człowieka przez państwo może wydawać się większy niż wyzysk człowieka przez kapitalistę. Bo była wojna. Tak tłumaczono do samego końca.

I dziś słyszę (także u niektórych tzw. prawicowych publicystów, przyznających się ogólnie ideowo do dziedzictwa tamtej Solidarności) echo tamtej propagandy. Że w zasadzie nie możemy mieć europejskich reguł na rynku pracy, że w zasadzie w niedzielę sklepy powinny być otwarte, bo jesteśmy biedniejsi niż Zachód. Już nie z powodu wojny, ale komuny i zacofania, jakie Polsce przyniosła. A przecież od końca komuny minęło już ponad ćwierć wieku!

Wypoczynek i jego obsługa

Czy naprawdę polska gospodarka padnie, jeśli nie będzie handlowej wolnoamerykanki w niedziele? Czy naprawdę wielu ludzi (inteligentnych, wrażliwych i godnych szacunku, piszących to w dobrej wierze) uważa, że polska gospodarka kręci się i dogania uciekający Zachód (odpoczywający w niedzielę, co za frajerzy!) tylko dzięki temu jednemu dniowi w tygodniu więcej i otwartym hipermarketom, supermarketom, spożywczakom? Jeżeli tak, to na jakże wątłych podstawach opiera się polski rozwój i polska gospodarka. Ja jednak wierzę, że nie jest tak źle, że to nie w marketach wykuwa się relatywny sukces polskiej gospodarki. Zwłaszcza że większość firm zmuszających rzesze ludzi do pracy w niedzielę na kasie ma główne siedziby w krajach, w których niedziela jest dniem wolnym od handlu.

Poza tym w dzisiejszych czasach „leisure” to też interes i szansa dla gospodarki. „Leisure” to po polsku „wypoczynek”, ale słowo to ma szersze znaczenie, oznacza całą branżę i infrastrukturę służącą spędzaniu wolnego czasu, całą gałąź przemysłu, od turystyki przez gastronomię po ofertę kulturalną, sportową itd. Zamkną super- i hipermarkety, na większych obrotach będą pracowały restauracje, bary, teatry, kina, hale i stadiony itd. I tu niejeden liberał może mi zarzucić hipokryzję – przecież to też praca! Przecież kelnerki, kelnerzy, aktorzy, aktorki, portierzy, animatorzy rozrywki, pracownicy parków, ogrodów zoologicznych muszą pracować w niedziele – i to jest w porządku? Tak, tak jak otwarte stacje benzynowe, komisariaty, szpitale, jeżdżące pociągi, autobusy, działające radio i telewizja, elektrownie, hotele. A nawet ciastkarnie, byle nie za długo. Bo to wszystko należy do porządku niedzieli. Zakupy niedzielne, zwłaszcza na skalę przemysłową (a z handlem na skalę przemysłową mamy przecież do czynienia w sklepach spożywczych czy np. odzieżowych albo budowlanych sieciach handlowych) – nie. Myślę, że te tzw. galerie handlowe mogłyby być nawet otwarte, z zastrzeżeniem, że byłyby to tylko znajdujące się w nich kina, kawiarnie i restauracje. I jeżeli ktoś nie czuje różnicy, to znaczy, że już stracił poczucie rzeczywistości i zwyczajne ludzkie współczucie.

Problem bowiem polega na tym, że w turbokapitalizmie peryferii, jaki zaszczepiono Polsce, z roku na rok zatraca się właśnie poczucie sensu i miary. Na przykład sensu niedzieli i czasu wolnego.

Dzień Pański

Nie da się uszczęśliwić wszystkich obywateli wolnym czasem w weekendy czy chociaż w niedziele, nie da się bowiem zatrzymać całego kraju co tydzień. Ale działanie takie powinno mieć jak najszerszy zasięg. Ci zaś, którzy pracują, to albo dlatego, że taki jest charakter ich pracy (policjant, żołnierz, dziennikarz, lekarz), albo dlatego, że pracują przy obsłudze wolnego czasu. Ale z tym zastrzeżeniem, że w niedzielę powinni być szczególnie opłacani.

Dla katolików niedziela to dzień, kiedy w centrum jest Kościół i msza św., a dalej – rodzina, przyjaciele, inni bliźni. Kościół zachęca, by każdy w sumieniu odpowiedział sobie, jakie formy spędzania niedzieli sprzyjają życiu zgodnemu z jego zasadami, a jakie od Boga i ludzi oddalają. Chodzi także o to, by nie psuć niedzieli innym, jeśli nie ma takiej potrzeby. Stąd zaangażowanie Kościoła w inicjatywę zakazu albo ograniczenia handlu w niedzielę. Stawką jest właśnie, by niedziela w kraju była rzeczywiście niedzielą.

„Niedziela to »dzień Pański«, dzień Boży, a nie dzień nasz, w którym by nam wolno było robić, co chcemy i spędzić go wedle swego upodobania. Należyte ustosunkowanie się do tego dnia, tak ze strony jednostki, jak i całej społeczności wiernych, jest fundamentalnym kamieniem, na którym wznosi się i opiera ład Boży. Bez chrześcijańskiej niedzieli życie chrześcijańskie pocznie zamierać i gasnąć, bo święcenie dnia Pańskiego jest jawnym wyznaniem wiary, jest owym oddaniem Bogu, co Bożego, czego domaga się Chrystus od swoich wyznawców” – pisał odważnie w 1950 r., a więc podczas stalinowskiej nocy, w jednym z listów pasterskich prymas Polski bł. Stefan Wyszyński.

Zatrzymać się w gonitwie

Nawet jeśli ktoś nie jest katolikiem, to przecież również ceni sobie swój wolny od pracy dzień. Bo jest czas pracy i czas wypoczynku, na tym opiera się właściwie europejska cywilizacja. Zacieranie tej granicy przez źle pojęte wymogi nowoczesności i kapitalizmu może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych. Nie rozwój i doganianie Zachodu, ale wprost przeciwnie, regres. Rozumieją to także w takich zlaicyzowanych krajach jak Niemcy, gdzie zakaz handlu w niedzielę jest przestrzegany i pilnowany co do joty. A przecież gdy go wprowadzano, Niemcy wciąż jeszcze „odbudowywały się z wojennych zniszczeń”, wciąż „goniły najbogatsze kraje”, wciąż „budowały swój dobrobyt”.

 

Źródło:

#handel #niedziela #handel w niedziele

Marcin Herman
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo