- Jeden musi zasuwać za drugiego. Jesteśmy skazywani na porażki, ale na pewno nie będziemy chłopcami do bicia – mówi przed meczami w Lidze Mistrzów obrońca Legii, Bartosz Bereszyński.

Jak się czuje uczestnik Ligi Mistrzów po 20 latach oczekiwania na awans polskiego klubu do tych rozgrywek?
Na dobre dotrze to do mnie dopiero, gdy zagramy pierwszy mecz. Awans to na pewno spełnienie piłkarskich marzeń, a do tego w grupie zagramy z drużynami znanymi na całym świecie. Ta rywalizacja z najlepszymi może nam wyjść tylko na dobre – wyciągniemy wnioski, ale i będziemy mogli pokazać się z Legią całemu światu. Mecze z Realem będą pokazywane w dziesiątkach krajów, wiadomo ile osób ogląda „Królewskich”.

Do tej pory z Realem mieliście kontakt, gdy graliście tym klubem na play-station.
Nie raz robiło się turnieje w FIFA, i nawet słuchając hymnu LM w głupiej grze na konsoli można było poczuć większe emocje, a teraz naprawdę tam zagramy. Od dziecka marzyłem o występom przeciwko takim rywalom. Już przed losowaniem mówiłem, że chciałbym zagrać na Cristiano Ronaldo. 

Z losowania jesteś więc zadowolony?
Kiedy z chłopakami rozmawialiśmy w szatni o naszej grupie marzeń, były w niej Real, Borussia i Tottenham, który w LM będzie rozgrywał mecze na Wembley. Zagrać na Wembley to kolejne fajne marzenie do odhaczenia. No, ale tego byłoby już za wiele, zostawmy coś na później (śmiech). Sporting to też super zespół, nie ma co narzekać.

To będzie jesień kontrastów. Wracacie z Niecieczy, przyjeżdża BVB. Nastawienie mentalne będzie bardzo ważne.
Głowa u każdego piłkarza jest najważniejsza. Wiadomo, że w spotkaniu z Borussią nikomu nie zabraknie ambicji, ale to właśnie na Termalikę musimy pojechać skoncentrowani na maksa. Wiemy jaka jest nasza liga, wiemy że Termalica pod wodzą nowego trenera punktuje, dobrze pamiętamy ostatnią wysoką porażkę Legii w Niecieczy i chcemy zmazać tę plamę. Mamy już upragnioną Ligę Mistrzów, osiągnęliśmy cel minimum, teraz możemy - a nawet musimy - skupić się na Ekstraklasie i regularnie punktować. Zaczęliśmy w Chorzowie, teraz musimy to potwierdzić kolejnym zwycięstwem.

Legia przeszła latem rewolucję. Ogromne zmiany w pomocy, nowi zawodnicy w obronie, nowy trener. Ile potrzeba czasu, aby zaczęło to na dobre funkcjonować?
Drużynę budują zwycięstwa, to one dodają pewności siebie i konsolidują zespół. Wygrana w Niecieczy na pewno pchnie nas na odpowiednie tory, choć oczywiście potrzebujemy czasu i jeden czy dwa mecze nie odmienią zupełnie obrazu naszej gry. W ostatnim czasie dołączyli do nas, obrońców, Jakub Czerwiński i Maciek Dąbrowski, z którymi wcześniej nie miałem okazji grać. Trenujemy, poznajemy się, ale mecze to jednak mecze. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy tworzyć w defensywie monolit i za dużo bramek dla przeciwników nie będzie wpadało.

Słabszy start w lidze był spowodowany presją związaną z walką o LM, czy może właśnie brakiem zgrania?
Nie ma co ukrywać - naszym celem numer jeden był awans do fazy grupowej LM i robiliśmy wszystko, aby tak się stało. Nie lekceważyliśmy rozgrywek krajowych, jednak z tyłu głowy była myśl, że za trzy dni gramy z Trencinem, czy Dundalk, i od tego zależą nasze dalsze losy w pucharach. Wszystko jednak jest ze sobą powiązane - żeby myśleć o kolejnej edycji LM, musimy najpierw wygrać polską ligę. Jestem w Legii cztery lata, w tym czasie sięgnęliśmy po trzy mistrzostwa. Ta regularność w naszych poczynaniach jest widoczna i chcemy to kontynuować.

W starciu z gigantami w LM nie macie większych szans.
Musimy dołożyć wszelkich starań żeby chociaż tu, w Warszawie, naszym rywalom nie grało się łatwo. Jesteśmy skazywani na porażki, ale na pewno nie będziemy chłopcami do bicia. Dużo będzie zależało od nastawienia. Jeden musi zasuwać za drugiego, musimy sobie pomagać.