Już 9 września w kinach premiera długo oczekiwanego filmu „Smoleńsk” w reżyserii Antoniego Krauzego. Natomiast uroczysta premiera z udziałem rodzin smoleńskich i władz odbyła się w poniedziałek, 5 września w Teatrze Wielkim.

Michał Rachoń na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” podkreślił, dlaczego film warto zobaczyć.

W sprawie filmu „Smoleńsk” stronnicy odpowiedzialnych za 10 kwietnia mogliby polemizować z niejednym: fabułą, scenariuszem, kompozycją. Nie robią tego. Ludzie „Wyborczej” wybierają inną drogę – atakują to, co bezsporne: ustalone w sprawie Smoleńska fakty, które film przywołuje, i choćby dlatego warto go zobaczyć.

Jak zaznaczył dalej, powód jest jeszcze jeden:

Film opowiada historię dziennikarki polskiej telewizji informacyjnej kolportującej na polecenie szefa m.in. kłamstwa o kłótni gen. Błasika z kpt. Protasiukiem. W filmowej rzeczywistości widzimy ją zmuszaną do kłamstw na wizji. Zastanawia jedno: skoro kłamstwa w sprawie smoleńskiej są dzisiaj udowodnione, to dlaczego w tej niefilmowej rzeczywistości nikt nie odszedł w blasku fleszy z TVN-u, protestując przeciw dystrybucji smoleńskich kłamstw. Nikt z dziennikarzy salonu III RP nie wyszedł przed szereg i nie powiedział: kłamaliśmy, bo nam kazali, bo tak było wygodniej, bo wierzyliśmy w kłamstwa płynące z Moskwy. Nikt. A taką właśnie historię dziennikarki opowiada film. Historię, która, niestety, w rzeczywistości III RP nigdy się nie wydarzyła. To film o telewizji. I to – przynajmniej dla mnie – drugi powód, dla którego warto go zobaczyć.

Film „Smoleńsk” powstał na podstawie scenariusza autorstwa Antoniego Krauze, Tomasza Łysiaka, Macieja Pawlickiego i Marcina Wolskiego. W obsadzie znaleźli się m.in. Lech Łotocki- jako prezydent Lech Kaczyński, Ewa Dałkowska- jako Maria Kaczyńska a także Aldona Struzik, Jerzy Zelnik, Katarzyna Łaniewska, Marek Bukowski, Dominika Figurska, Anna Samusionek, Redbad Klynstra. Muzykę skomponował Michał Lorenc a za zdjęcia odpowiadał Michał Pakulski.