Hanna Gronkiewicz-Waltz nie ma sobie nic do zarzucenia ws. reprywatyzacyjnych nieprawidłowości w Warszawie. Odpowiedzialnością próbuje obarczyć wszystkich dokoła. W rozmowie, którą opublikowała poniedziałkowa „Gazeta Wyborcza”, prezydent stolicy mówi, że to m.in. wina pracowników ratusza.

„Wyborcza” udostępniła swoje łamy HGW, chyba jedynie po to, aby ta mogła się wybielić.

O zwrocie działki przy Pałacu Kultury mówi, że ratusz wystąpił co prawda do sądu o zabezpieczenie księgi wieczystej nieruchomości, „by nie doszło do dalszej sprzedaży”, ale sąd „odmówił, bo nie było decyzji Ministerstwa Finansów”. Według niej, działania dodatkowo opóźniły się, ponieważ „od kwietnia do sierpnia akta były w CBA”, a urząd miasta nie mógł podejmować bez nich decyzji.

Zdaniem wiceszefowej PO, za wszystko odpowiadają jej urzędnicy.

„(…) wprowadzali mnie w błąd. (…) Wróciłam z urlopu i po kwerendzie akt postanowiłam ich wszystkich zwolnić dyscyplinarnie” – oświadcza na łamach „GW”.

W rozmowie pojawia się też pytanie o kamienicę przy ul. Noakowskiego 16, przejętą przez rodzinę Gronkiewicz-Waltz. Tu bezczelność prezydent stolicy sięga zenitu.

– To nie ja oddałam kamienicę swojej rodzinie, tamten zwrot nastąpił za prezydentury Lecha Kaczyńskiego w stolicy – oznajmia.