Feliks Selmanowicz „Zagończyk” został pośmiertnie awansowany na stopień podpułkownika, zaś Danuta Siedzikówna „Inka” na stopień podporucznika. Decyzje o awansach odczytano na początku żałobnej mszy św. w Gdańsku i  przekazano na ręce bliskich „Inki" i „Zagończyka" uczestniczących w uroczystościach.

Zgromadzeni w bazylice nominacje prezydenta Andrzeja Dudy oraz ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza dotyczące awansów przyjęli oklaskami. Skandowano: „Cześć i chwała bohaterom”.

Z ustaleń historyków wynikało, że niespełna 18-letnia „Inka” i 42-letni „Zagończyk” zostali tego samego dnia rozstrzelani i dobici strzałami w głowę w gdańskim areszcie. Miejsce pochowku ich ciał nie było znane, ale sądzono, że spoczęły one obok siebie na Cmentarzu Garnizonowym. Kiedy więc w połowie września 2014 r. zespół Szwagrzyka natrafił na dwa sąsiadujące ze sobą pochówki kryjące – jak wstępnie orzekli wówczas antropolodzy – ciało kobiety, która w chwili śmierci miała mniej niż 20 lat oraz mężczyzny w średnim wieku, przypuszczano, że udało się zlokalizować groby „Inki” i „Zagończyka”. Domniemania te wzmacniał fakt, iż czaszki obu szkieletów zostały przestrzelone, a szczątki mężczyzny nosiły ślady wskazujące na egzekucję.

 Z obu szkieletów pobrano próbki pozwalające na ustalenie kodu DNA. 1 marca 2015 r. w Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim IPN ogłosił, że badania genetyczne potwierdziły, iż kobiece szczątki należą do Danuty Siedzikówny. 

Już kwietniu ub.r. w chodnik Cmentarza Garnizonowego, pod którym natrafiono na oba pochówki, wmurowane zostały pamiątkowe tablice.