W związku z ogromnym zainteresowaniem opinii publicznej sprawą odebrania tuż po urodzeniu córeczki Polce w Esslingen, a także toczącym się postępowaniem przed sądem rodzinnym w Kirchheim unter Teck, „Gazeta Polska Codziennie” zwróciła się z pytaniami o tę i inne sprawy do Ambasady Niemiec w Warszawie.

„Codzienna” pytała m.in. o to:
Czy ambasadzie znane są inne przypadki rodzin polsko-niemieckich lub pełnych rodzin polskich żyjących w Niemczech, którym odbierano dzieci lub ograniczano rodzicom kontakt z dziećmi?
 
Czy znane są przypadki, w których zakazywano rodzicom z Polski, posługującym się językiem polskim i mającym polską tożsamość narodową, rozmawiać w języku polskim ze swoimi dziećmi na terenie Niemiec? Dotyczy to nie tylko przypadków spotkań nadzorowanych.
 
Jak ambasada odbiera środowe orzeczenie sądu rodzinnego w Kirchheim unter Teck w sprawie odebrania dziecka (trzydniowego noworodka) Polce w Esslingen?
Czy mając na względzie podobnie wątpliwe działania Jugendamtów, jak w Esslingen, znane nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie, nie lepiej byłoby rozwiązać te urzędy jako instytucje, które się nie sprawdziły?
 
Czy nie warto, by w Niemczech zamiast Jugendamtów został powołany demokratyczny urząd operujący na podstawie obecnie obowiązującego prawa? Czy nie nadszedł czas, by skończyć z niechlubną historią Jugendamtów?
 
Odpowiedź, której udzielił Lukas Wasilewski, attaché prasowy ambasady, nie odnosiła się jednak bezpośrednio do pytań, lecz przybrała postać wypowiedzi ogólnej, którą prezentujemy czytelnikom:
 
„Polsko-niemieckie małżeństwa są bardzo liczne. Przypadków, w których dochodzi do problemów z prawem do opieki nad dzieckiem jest w stosunku do liczby małżeństw raczej niewiele.
 
Niemieckie Jugendamty (Urzędy ds. Dzieci i Młodzieży) działają wyłącznie w celu ochrony praw dziecka. Robią to po decyzjach sądów rodzinnych. Każdy przypadek ma swoją specyfikę i jest ze zrozumiałych względów bardzo emocjonalnie przyjmowany ze strony rodziców.
 
Urzędy ds. Dzieci i Młodzieży, będące częścią komunalnej struktury samorządowej, realizują jako lokalne podmioty właściwe w kwestii pomocy publicznej na rzecz młodzieży zadania samorządów. Działalność Urzędów ds. Dzieci i Młodzieży podlega nadzorowi prawnemu poszczególnych landów. Instytucją właściwą w tym zakresie jest określony przez dany land organ, którym z reguły jest ministerstwo spraw wewnętrznych landu.
 
Wraz z sądami rodzinnymi Urzędy ds. Dzieci i Młodzieży zajmują się ochroną dziecka w przypadkach wskazujących na zagrożenie jego dobra. Zasadniczo Urzędom ds. Dzieci i Młodzieży nie przysługuje ani wobec rodziców, ani wobec dzieci prawo do stosowania środków przymusu bądź podejmowania interwencji.
Wyjątkiem są przypadki skrajnego zagrożenia wynikającego dla dziecka. W takich przypadkach – przy jednoczesnym poinformowaniu sądu rodzinnego – Urząd ds. Dzieci i Młodzieży ma prawo do objęcia dziecka opieką. Jeżeli rodzice nie zgadzają się z taką decyzją, decyzję musi podjąć są rodzinny. Sam Urząd ds. Dzieci i Młodzieży nie jest też uprawniony do decydowania o formie prawa do kontaktów z dzieckiem. To również leży w gestii niemieckich sądów rodzinnych.
 
Pracownicy Urzędów ds. Dzieci i Młodzieży są obecnie odpowiednio szkoleni i uwrażliwieni pod kątem podejścia do rodzin dwukulturowych.
 
Nic nie wskazuje na to, że w przypadku rodzin polsko-niemieckich lub polsko-polskich w Niemczech dochodzi do częstszych rozpraw przed Urzędami ds. Dzieci i Młodzieży niż w przypadku niemiecko-niemieckich lub innych małżeństw zagranicznych. Polskie rodziny nie są dyskryminowane przez niemieckie Urzędy ds. Dzieci i Młodzieży”.