Kazimierz Kutz żali się na łamach „Newsweeka”, że już dawno wyemigrowałby z Polski, ale jest już... za stary. Od lat sympatyzujący z PO Kutz w skandalicznych słowach wypowiada się również o młodych Polakach nazywając ich „ćwokami”.

 - Gdybym był młodszy, to dałbym dyla. Nigdy nie przypuszczałem, że dożyję czasów, w których trudno się będzie Polską podniecać. To mój kraj, ale nie ma go za co dziś kochać [...] W Polsce powstaje nowa rasa osadników wewnętrznych, dla których najbardziej naturalnym wyborem jest izolacja niż czubaty patriotyzm, czyli oparty na ekscytacji ględźbą cierpiętnictwa. Na nieustannym grzebaniu w grobach. Przyznam szczerze, że taka zaśmierdła w cmentarnym patriotyzmie Polska jest mi obca -  ubolewa były senator PO i członek komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego.

 
W dalszej części wywiadu Kazimierz Kutz przekonuje, że urodzone w latach 20. pokolenie, które „tworzyło w PRL siłę polskiej państwowości” było przez komunistyczne władze „łagodnie traktowane”. Dowiadujemy się na przykład, że jedną z większych zasług komunistów było inwestowanie w kulturę i sztukę i... doprowadzenie do powstania Solidarności. Zdaniem Kutza to właśnie działania komunistów w kręgu kultury i humanistyki stworzyły „intelektualne podglebie dla KOR i Solidarności”.  To niestety jeszcze nie koniec „złotych myśli” Kutza.
 

- Nasz nowy ustrój całkowicie poniechał troski o tę sferę życia społecznego [...], postawiono wyłącznie na ekonomię [...] Wychowaliśmy pokolenie ćwoków nierozumiejących własnej historii i procesów toczących się w ich kraju [...] Gdy lukę po kulturze zapełnia zła pamięć, zdewaluowany patriotyzm przybiera formę teatralizacji. W każdej mieścinie rekonstruuje się wydarzenia historyczne. Hordy pseudobojów, żołnierzy wyklętych jeżdżą po kraju. Pod kuratelą ministra kultury rekonstruuje się ślub rotmistrza Pileckiego. Przecież to jest jakiś nacjonalistyczny obłęd, trywializowanie historii, militaryzacja patriotyzmu – twierdzi na łamach „Newsweeka” Kutz.