13 sierpnia 1944 roku na Starówce wśród zebranych tłumnie Polaków eksplodował niemiecki pojazd opancerzony, przewożący ładunki wybuchowe. Zginęło ponad 300 osób, a kilkaset zostało rannych. Wydarzenie to jest uznawane za jeden z najtragiczniejszych epizodów obrony Starego Miasta i od 1992 roku obchodzone jako Dzień Pamięci Starówki.

Ciężki transporter ładunków typu Sd.Kfz. 301 Ausf. C Schwerer Ladungsträger B-IV, należał do specjalnego 302. Batalionu Pancernego i  był wykorzystywany m.in. jako samobieżny stawiacz min do niszczenia barykad. Do dziś nie ustalono, czy Niemcy specjalnie przygotowali go jako pułapkę i zdetonowali zdalnie czy wybuch był przypadkowy. Świadkowie twierdzili, iż po przejęciu przez Polaków pozostawionego w okolicach Placu Zamkowego transportera, wróg wstrzymał ogień. Powstańcy nie znali wcześniej tego typu pojazdu, więc dowódcy rozkazali, by go odstawić pod Pałac Raczyńskich.

Kiedy żołnierze zaczęli jechać przez Starówkę otoczył ich uradowany ze zdobytego „czołgu”  tłum, który towarzyszył przejazdowi. Kierujący skręcili w ulicę Kilińskiego. Po pokonaniu małej barykady, około godz. 18.00, nastąpił potężny wybuch. Zginęło ponad 300 osób (w tym wielu cywili), a kilkaset odniosło rany. Spośród jednostek powstańczych największe straty poniosła kompania „Orląt” tracąc 80 osób, kompanie batalionu „Gustaw” – 26 zabitych, „Wigry” – 14 zabitych i 59 rannych. Ludzie mówili, że szczątki rozerwanych na strzępy ofiar zwisały z rynien, gzymsów i rozbitych okien. Resztki ciał ludzkich znajdowano nawet na sąsiednich ulicach. Przy wybuchu kontuzjowany został także dowódca Armii Krajowej, generał Tadeusz Komorowski, który z okna Pałacu Raczyńskich przyglądał się pojazdowi.