Pamiętając o tym, że prof. Cenckiewicz powiedział, iż nie twierdzi, że budynek został wysadzony przez funkcjonariuszy UOP-u, to jednak sprawa jest arcyciekawa. Wiąże się ona na wielu poziomach z Lechem Wałęsą – mówi nam Krzysztof Wyszkowski, działacz opozycji antykomunistycznej, obecnie zasiadający w kolegium Instytutu Pamięci Narodowej - z Krzysztofem Wyszkowskim, działaczem opozycji antykomunistycznej, rozmawia Jacek Liziniewicz.

Od dwóch dni media żyją sprawą dotyczącą wybuchu w bloku w Gdańsku, którą ujawnił prof. Sławomir Cenckiewicz. Okazuje się, że na miejscu katastrofy Urząd Ochrony Państwa przejął dokumenty świadczące o agenturalności Lecha Wałęsy. Zaskoczyło to Pana?
Pamiętając o tym, że prof. Cenckiewicz powiedział, iż nie twierdzi, że budynek został wysadzony przez funkcjonariuszy UOP-u, to jednak sprawa jest arcyciekawa. Wiąże się ona na wielu poziomach z Lechem Wałęsą. Proszę pamiętać, Lech Wałęsa był pytany o to, dlaczego nie zareagował na katastrofę, która zdarzyła się po sąsiedzku i dotyczyła osoby, z którą był w konflikcie.

Mówimy o Adamie Hodyszu?
Tak. To właśnie Wałęsa nakazał wyrzucenie Hodysza z pracy za to, że udostępniono ekipie ministra Antoniego Macierewicza dokumenty na temat agenturalności Lecha Wałęsy.

Wydaje się nieprawdopodobne, żeby ta katastrofa nie zainteresowała Wałęsy. Tym bardziej że podejrzewano go o przetrzymywanie dokumentów.
Pamiętam, że telewizja pytała wtedy Wałęsę o sprawę katastrofy, a on odpowiedział w niesamowity sposób. Stwierdził, że był na miejscu katastrofy zaraz po wybuchu i osobiście pomagał w poszukiwaniu ofiar i odgruzowywaniu budynku. Nie ma na to żadnych świadków, ale Wałęsa twierdził, że był tam w przebraniu. To typowe dla Wałęsy, mieszanie prawdy z nieprawdą. Należy domniemywać, że był na miejscu, ale nie w przebraniu, lecz by nadzorować działania funkcjonariuszy UOP-u, którzy przystąpili do zabezpieczania mieszkania Adama Hodysza. To by wskazywało, że Wałęsa był osobiście zainteresowany przebiegiem wydarzeń. Ta relacja Wałęsy jest bardzo ważną poszlaką w całej sprawie.

Czy informacja z akt, do których dotarł prof. Cenckiewicz, jest wiarygodna?
Trzeba pamiętać, że ostatecznie informacja prof. Cenckiewicza dotyczy osoby byłego funkcjonariusza SB, który osobiście brał udział w rozpracowywaniu i był członkiem ekipy obserwującej Lecha Wałęsę w latach 80. Brał udział w kampanii przeciwko Lechowi Wałęsie. W latach 1983–1984 w telewizji był program, który pokazywał Wałęsę prywatnie w sposób niekorzystny. Następnie został on „przewerbowany”. Wałęsa wziął tego funkcjonariusza, który bardzo dużo o nim wiedział, i zrobił z niego, po wyrzuceniu Hodysza, wiceszefa UOP-u w Gdańsku. Następnie część akt, które były w posiadaniu UOP-u w Gdańsku, zaginęła, i odpowiedzialnością za to zaginięcie prokuratura obciążyła Grzegorowskiego. Jego tajny proces toczył się przez kilkanaście lat i dopiero teraz, po ujawnieniu tej dokumentacji, prof. Cenckiewicz odnalazł te informacje. Grzegorowski sam zawiadomił sąd, że UOP interesował się mieszkaniem Hodysza i miało to jakiś związek z katastrofą. To Wałęsa i Grzegorowski są w tej sprawie inicjatorami różnych rewelacji, a prof. Cenckiewicz podaje to jedynie do wiadomości publicznej.

Cały wywiad w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"