Tragedia smoleńska nastąpiła w oktawie Zmartwychwstania Pańskiego, w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego. To był ten boży kontekst, który wtedy, w godzinach naszego bólu i rozpaczy przypominał, że Chrystus tych, którzy poprzez chrzest zostali wszczepieni w jego śmierć i zmartwychwstanie wprowadza do wiecznego życia, do chwały zbawionych - mówił dziś w archikatedrze warszawskiej ksiądz Bogdan Bartołd, który celebrował mszę świętą w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej.

Dziś w Warszawie obchodzone są uroczystości związane z 76. miesięcznicą tragedii z 10 kwietnia 2010 roku.

Kapłan nawiązał do bohaterstwa powstańców warszawskich:

Powstanie wybuchło, bo Polacy pragnęli być wolnymi. To pragnienie wolności jest czymś naturalnym i chwalebnym. Każdy, kto w imię wolności swojej Ojczyzny podejmuje walkę, zasługuje na podziw i szacunek. To Prymas Tysiąclecia, kardynał Stefan Wyszyński w 1972 roku powiedział do polskiej młodzieży: „Najlepsza młodzież omywała swoją krwią bruki tego miasta. Tak się miłuje, nie ma miłości bez ofiary. Przez taką miłość zyskuje się prawo do Ojczyzny”.

Powstanie Warszawskie to był akt bezgranicznego umiłowania wolności, było ofiarą złożoną bezinteresownie za Ojczyznę. To były ziarna, które wpadły w ziemię. Ale może te ziarna były wielkim wzlotem ludzkiego ducha, bo iluż ludzi w powojennej Polsce czerpało siły do walki z komunistycznym zniewoleniem spacerując po kwaterach powstańczych na Powązkach? Iluż młodych ludzi wczytanych w poezję Baczyńskiego odkrywało polskość prawdziwą? Wie to tylko dobry Bóg.



fot. Tomasz Hamrat

- Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, to zostanie tylko samo - kapłan przypomniał słowa Ewangelii.

Spoiwem życia narodów, społeczeństw jest pamięć o tych, którzy odeszli. Ta pamięć dziś nas tutaj gromadzi. Źródłem pamięci jest miłość i wdzięczność. Jakże z bólem patrzyliśmy - często bezsilni - gdy siły porządkowe nie broniły obrońców krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego przed agresją wulgarnych napastników. Jak było nam smutno, gdy śmieciarki sprzątały z pośpiechem wiosenne tulipany rozłożone przez wrażliwe serca ludzkie na ulicznych krawężnikach w rocznicę przewiezienia do Pałacu Prezydenckiego trumny z ciałem pani Marii Kaczyńskiej. Chcemy mocno wierzyć, że tragiczna śmierć reprezentantów narodu poniesiona w drodze do Katynia przemieni i odmieni naszą Ojczyznę, wstrząśnie sumieniami wiernych

- stwierdził.

Ksiądz prałat przypomniał też atmosferę z kwietnia 2010 roku.

Może warto sobie przypomnieć, jak wymownie uzewnętrzniła się tamtego pamiętnego dnia wspólnota naszego narodu? Tysiące, dziesiątki tysięcy rodaków stały długimi godzinami w modlitewnym skupieniu, często z różańcami w dłoni na warszawskim Krakowskim Przedmieściu, aby oddać ostatni hołd parze prezydenckiej, przejść przed ich trumnami, pożegnać je znakiem krzyża i spojrzeniem, które zakotwiczy się na zawsze w głębiach naszego serca i pamięci. To były ziarna rzucone w ziemię.

Tutaj dotyka się namacalnie wiary świętego wiernego ludu Boga, który strzeże nadziei poprzez próby; i strzeże także owej mądrości, która jest równowagą między tradycją a innowacją, między przeszłością a przyszłością. A Polska przypomina dziś całej Europie, że nie może być mowy o przyszłości kontynentu bez jego wartości założycielskich, których z kolei centrum stanowi chrześcijańska wizja człowieka

- mówił.

Dzisiaj prosimy pokornie naszego Boga, by ziarna ofiar katastrofy smoleńskiej przyniosły wielki, wspaniały plon naszej umiłowanej Ojczyźnie. Amen

- zakończył homilię.

ZOBACZ HOMILIĘ