- Dla najdzielniejszego z żyjących żołnierzy Batalionu "Zośka" - powiedział Jakub Nowakowski ps. "Tomek", wręczając wczoraj w Milanówku kwiaty swojemu koledze z "Zośki" - 92-letniemu Henrykowi Kończykowskiemu ps. "Halicz". W spotkaniu uczestniczyła również Danuta Rossman ps. "Danka", łączniczka Tadeusza Zawadzkiego "Zośki", która wspominała legendarnego bohatera. Zapłonęły race kibiców Legii, którzy trójce kombatantów ofiarowali swoje szaliki.

"Halicz", który w Powstaniu Warszawskim przeszedł cały szlak bojowy od Woli po Czerniaków, otrzymał podczas spotkania w Milanówku kopię proporca 63 DH z Dziwnowa i powstańczą grafikę od Grupy Historycznej z Głogowa. Były też piosenki, wspomnienia powstańcze, prezentacja międzynarodowych grup rekonstrukcyjnych i żołnierzy Jednostki WK z Lublińca upamiętniających etos Powstania Warszawskiego. Dziś żyje 31 żołnierzy Baonu "Zośka". Gdy ukazała się w 2013 r. książka "Zośkowiec" opisująca losy "Halicza", było ich jeszcze 44...


"Halicz" w otoczeniu Grupy Historycznej "Zgrupowanie Radosław". Fot. Magdalena Rupniewska


"Tomek" i "Danka". Fot. Magdalena Rupniewska

O wierze w Powstaniu Warszawskim z kpt. rez. Henrykiem Kończykowskim ps. „Halicz”, żołnierzem Batalionu „Zośka”, bohaterem książki „Zośkowiec”, rozmawia Jarosław Wróblewski.

Czy idąc do Powstania, myślał Pan o śmierci?
Chyba można powiedzieć, że idąc do Powstania, byliśmy jakby oswojeni ze śmiercią. Przecież mieliśmy za sobą pięć lat okupacji. Widzieliśmy codziennie śmierć na ulicach, a konspiracja niosła ofiary i to tym boleśniejsze, że byli to nasi koledzy, przyjaciele i znajomi. Przecież zginęli nasi najlepsi: „Alek”, „Rudy”, „Felek”, „Zośka”... Szykując się do Powstania, chcieliśmy wziąć odwet za śmierć tych ludzi i za lata upokorzeń. Chcieliśmy pokazać, że stać nas na otwartą walkę i że teraz Niemcy powinni się nas bać. 
Jasne, że gdzieś w głębi serca była obawa, że można oberwać, ale zawsze była nadzieja, że mnie to raczej nie dotyczy. Potem, gdy ginęło coraz więcej naszych, były takie myśli, że może nie tym razem, a w końcu trudno, taki los nam pisany. Pozostawała tylko pustka po tych, co zginęli, pytanie „co teraz?” i jakby pewne odrętwienie, ale wiedzieliśmy, że niezależnie od wszystkiego trzeba walczyć dalej.

Gdzie w walce jest miejsce dla Boga?
Trudne pytanie. Podczas samej walki działają emocje i to wypełnia człowieka całkowicie, jest najważniejsze. Tylko po bardziej dramatycznym momencie przychodzi do głowy, by podziękować Bogu, że przeżył. Tak naprawdę refleksja przychodziła później np. podczas wspólnej modlitwy. Myśl, że ktoś nad nami czuwa.

Czy wiara pomaga żołnierzowi?
Wiara to przecież wyznawanie pewnych wartości i wynikająca z tego postawa. Jeśli jest ta wiara, to człowiek czuje się przygotowany na różne sytuacje, nawet te ostateczne.

Na wojnie jest piekło?
Gdy trwa bombardowanie albo ostrzał artyleryjski i wszystko dookoła się wali, można rzeczywiście myśleć o piekle i tylko się modlić o ocalenie. 
Cała wojna jest piekłem. Podczas Powstania, chwilami mi się wydawało, że nie ma nic gorszego niż to, co nas spotyka na Starym Mieście, w kanałach czy na Czerniakowie. Ale to nie był koniec – myślę, że czasy komunizmu i więzienia były równie okropne.

Dowódca Powstania Warszawskiego płk „Monter” wydał rozkaz, aby w Powstaniu wspólnie się modlić, uczęszczać na Msze święte. Robiliście tak w "Zośce"?
Prawdę powiedziawszy, nie znam tego rozkazu. Ale i bez rozkazów modlitwa była obecna między nami. Głównie za sprawą „Ojca Pawła”, czyli ks. Józefa Warszawskiego, kapelana Zgrupowania „Radosław”. To był wyjątkowy człowiek. Jezuita, chodził w panterce tak jak my wszyscy. Był niezwykle pogodny i taktowny. Pamiętam, jak czasami dyskretnie odciągał człowieka na bok, na rozmowę, podczas której spowiadał i dawał rozgrzeszenie. Był dla nas takim wsparciem duchowym. Za jego sprawą stawaliśmy do modlitwy, jeśli tylko była taka możliwość. Przyjmowaliśmy jego błogosławieństwa przed akcjami, bo wiedzieliśmy, że nie wszyscy wyjdziemy z tych akcji cało. Szczególnie utkwiła mi w pamięci chwila, gdy zapadła decyzja o wycofaniu się z Czerniakowa. Sytuacja była beznadziejna, ledwie trzymaliśmy się na nogach. Wiele dni walczyliśmy odcięci od swoich, bez jedzenia, wody i praktycznie bez amunicji. Kpt „Jerzy”, nasz dowódca, zarządził zbiórkę przed wymarszem, a „Ojciec Paweł” udzielił nam absolucji. Niestety dla wielu z nas okazało się to bardzo potrzebne. Kilkanaście minut potem zginął „Słoń”, mój bezpośredni dowódca i przyjaciel.

Był pan na Starówce bliski śmierci. W Powstaniu zginęło 70 proc. składu "Zośki". Zastanawiał się Pan nad tym, dlaczego Pan ocalał?
No cóż, nie było mi pisane wtedy zginąć. Miałem trochę więcej szczęścia od innych. Twierdzę, że podczas wojny giną najlepsi, a ja może nie byłem tym najlepszym. Ci wszyscy, którzy zginęli w czasie okupacji i Powstania: „Rudy”, „Alek”, „Felek”, „Zośka”, „Kuba”, „Irena”, „Pudel”, „Giewont”, „Andrzej Morro”, „Magda”, „Słoń”, „Xsiążę” .... i wielu innych to byli ludzie naprawdę wyjątkowi. Myślę, że gdyby przeżyli, mogliby zrobić dla Polski wiele dobrego i zajmować najwyższe funkcje w państwie. Zresztą, ci co przeżyli z „Zośki” – praktycznie wszyscy pokończyli wyższe studia i zostali inżynierami, lekarzami, profesorami... Tak realizowaliśmy to nasze „Dzisiaj, Jutro, Pojutrze”. „Dzisiaj” nauka i szkolenie, „Jutro” walka, „Pojutrze” praca i odbudowa naszej Polski. 
To, że przeżyłem, było dla mnie jeszcze takim wskazaniem, że mam coś jeszcze do zrobienia dla tych, co zginęli. Dlatego razem z tymi, którzy ocaleli, zajmowaliśmy się odnajdywaniem ciał naszych kolegów i ich pochówkiem na Powązkach. Teraz ci, których udało się odnaleźć, leżą tam pod brzozowymi krzyżami.

-------------------------

Rozkaz płk. Antoniego Chruściela „Montera” określający zadania służby duszpasterskiej

Komenda Okręgu Warszawskiego AK
dn. 11.08.1944

Rozkaz nr 14

(…) 
IV. Zarządzenia duszpasterskie

(…) pkt 6

1. Modlitwy poranne i wieczorne
Polecam wprowadzenie w oddziałach jednolitych modlitw porannych i wieczornych w następującej formie. Rano na pobudkę: Ojcze nasz, Zdrowaś Mario, Wierzę w Boga i pieśń „Kiedy ranne…”
Wieczorem przy apelu: „Anioł Pański” z trzykrotnym „Wieczny odpoczynek” za poległych towarzyszy broni i pieśń „Wszystkie nasze…”

2. Msza św., spowiedź i komunia św.
Korzystając z przywilejów i ułatwień, udzielonych przez Stolicę Świętą na czas wojny, ks. kapelani udostępniają tam, gdzie jest to możliwe wysłuchanie przez oddziały mszy św. w niedziele. Ułatwią odbycie spowiedzi i przyjęcie komunii św.
(…)

„Monter”