„Nie sprawdziły się więc obawy jednych, ani też oczekiwania innych, że Papież Franciszek skieruje jakieś mocne słowa do polskiego duchowieństwa. Przemawiał jak dobry ojciec duchowny w seminarium, jak rekolekcjonista, a miejscami jak troskliwy spowiednik” – ocenił jezuita o. Józef Augustyn, komentując dla KAI homilię papieża do księży, seminarzystów i osób konsekrowanych. Znany duszpasterz i kierownik duchowy wyraził nadzieję, że spotkanie z Franciszkiem pomoże przekroczyć uprzedzenia, jakie żywi wobec papieża część księży – podaje media.pope2016.com.


Poniżej cały tekst komentarza o. Józefa Augustyna SJ:

Słowo Papieża Franciszka skierowane do księży, seminarzystów i osób konsekrowanych w Łagiewnikach, to – w moim odczuciu – klasyczne, ignacjańskie wprowadzenie do medytacji, jakie daje się w czasie Ćwiczeń duchownych. W jezuickim slangu nazywamy je „punktami”. Trzy słowa (miejsce, uczeń i księga), trzy „punkty”, które – łatwo zapamiętać i na których – jak na filarach – wspiera się cała bogata treść. Papieskie słowo to także rachunek sumienia, w iście ignacjańskim stylu, z konkretnymi pytaniami.

Franciszek nie omawiał problemów polskiego Kościoła. Nie sprawdziły się więc obawy jednych, ani też oczekiwania innych, że Papież Franciszek skieruje jakieś mocne słowa do polskiego duchowieństwa. Przemawiał jak dobry ojciec duchowny w seminarium, jak rekolekcjonista, a miejscami jak troskliwy spowiednik. Franciszek zamierzał – jak sądzę – jedno: dotknąć serca księży i osób konsekrowanych słowem Bożym. Słuchacze uczestniczący bezpośrednio w liturgii – jak widziałem – najpierw byli wpatrzeni z ciekawością w postać Papieża, ale z czasem, w miarę trwania papieskich „punktów” spuszczali głowy i słuchali w zamyśleniu.

Przemówienie było zwięzłe, krótkie, bardzo przejrzyste – właśnie takie, jakie zaleca św. Ignacy Loyola w Ćwiczeniach duchownych, ponieważ to „nie obfitość wiedzy, ale wewnętrzne odczuwanie i smakowanie rzeczy zadawala i nasyca duszę” (Ćwiczenia duchowne, numer 2). Papież Franciszek nie opisywał też negatywnych postaw i zachowań księży czy osób konsekrowanych – jak czynił to przy innych okazjach – ale w kontekście słowa Bożego robił dyskretne aluzje, przestrzegając duchownych przed zamknięciem, życiem w lękach, brakiem odwagi, a nade wszystko przed dwulicowością i podwójnym życiem. Owa przestroga przed dwulicowością i podwójnym życiem – to najbardziej wymowne momenty papieskiego przemówienia. Z pewnością nie przypadkowo Franciszek użył tych dwu synonimów w różnych kontekstach. Obrazowe, czytelne i bardzo wymowne były papieskie słowa o pisaniu Ewangelii osobistym życiem… One powinny nam zapaść w serce, by przywoływać je codziennie na wieczornym rachunku sumienia.

To już czwarty rok pontyfikatu Franciszka, ale mimo to nie minęły uprzedzenia do niego wielu z nas, księży i osób konsekrowanych. Mają one najczęściej podkład czysto emocjonalny; są budowane na pojedynczych zdaniach, słowach wyjętych z kontekstu; z medialnych przekazów; a najczęściej z naszej niechęci do konfrontacji i prawdziwego wewnętrznego nawrócenia. W tych dniach mamy niezwykłą łaską bezpośredniego spotkania z Papieżem Franciszkiem. Możemy dzięki temu przekroczyć owe uprzedzenia, by umacniać naszą wiarę Jego postawą wiary i uczyć się miłosierdzia wobec ludzi cierpiących, chorych, żyjących na marginesie.

Papież mówi do nas nie tylko słowem, ale także obecnością i znakami, jak Jezus na kartach Ewangelii. Posługa Papieża Franciszka, której możemy przyglądać się z bardzo bliska przez pięć dni, pokazuje nam jasno, że my księża i osoby konsekrowane mamy być nie tylko „animatorami” czy „przewodnikami duchowymi”, ale mamy stawać się – przez codzienne życie, czyny i słowa – żywymi znakami Chrystusa, który bierze na siebie cierpienie, nędzę i ból każdej istoty ludzkiej, by ofiarować je Ojcu niebieskiemu.

Osobiście najbardziej dotknęły mnie słowa Franciszka, że nasze człowieczeństwo rodzi się w kontakcie z Ciałem Chrystusa; ciałem Chrystusa umęczonego, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, w Eucharystii.