Radość w mieście Świętego. Fenomen Światowych Dni Młodzieży

- Właśnie w takim świecie jak dziś, gdzie tolerancja styka się z uprzedzeniami, otwartość z terroryzmem i przerażającą przemocą, potrzebne jest głośne mówienie o miłosierdziu – mówi

Tomasz Hamrat/Gazeta Polska
- Właśnie w takim świecie jak dziś, gdzie tolerancja styka się z uprzedzeniami, otwartość z terroryzmem i przerażającą przemocą, potrzebne jest głośne mówienie o miłosierdziu – mówi „Gazecie Polskiej” Dawid Gospodarek, członek Klubu Jagiellońskiego, sekretarz redakcji miesięcznika „LIST”, redaktor miesięcznika „Biblia krok po kroku”.

Pierwsze Światowe Dni Młodzieży odbyły się w Rzymie w 1985 r. Jak zrodził się ten pomysł?
To był pomysł Jana Pawła II. Miał duże duszpasterskie doświadczenie. Oaza, pielgrzymki. Od początku skupiał się na pracy wśród młodych, miał z nimi świetny kontakt. Znał potrzeby, sposób myślenia, zagrożenia. Był sam w sobie ikoną dialogu. Jako papież też spotykał się z młodymi, oni przyjeżdżali do niego. Pomysł spotkania przeznaczonego tylko dla młodych wydaje się więc naturalny.

I chyba duszpastersko trafiony w tamten czas?
Tak. Po rewolucji seksualnej, rozkwicie różnych prężnych ruchów bardziej czy mniej otwarcie sprzecznych z misją Kościoła, młodzi katolicy potrzebowali doświadczyć, że nie są sami. Że Kościół jest żywy, że przesłanie Ewangelii jest piękne, najatrakcyjniejsze i nieustannie aktualne. Tak jest zresztą do dziś.

Ile młodzieży katolickiej z całego świata przez te wszystkie lata zgromadziły ŚDM?
Z pewnością miliony. Najliczniejsze spotkanie było chyba w styczniu 1995 r. w Manili na Filipinach. Udział w nim wzięło 5 mln ludzi.

Skoro takie rzesze były na ŚDM, to gdzie oni teraz są? Dlaczego Europa, USA, a nawet Ameryka Południowa wydają się mniej katolickie?
Na pewno nie można generalizować. W Europie za przyczynę podaje się zazwyczaj ogólnie sekularyzację, w Ameryce aktywność charyzmatycznych wspólnot protestanckich. To, że wydaje się, iż ŚDM nie przekładają się na dostrzegalny rozkwit lokalnych Kościołów, z których przybywają młodzi, może świadczyć o tym, że te wspólnoty nie zatroszczyły się o stosowną formację dla nich. Ale nie można bagatelizować nawet pojedynczych świadectw nawróceń, zaangażowania, rozbudzenia zapału ewangelizacyjnego oraz naprawdę licznych powołań kapłańskich i zakonnych, które wielu młodych odkryło właśnie dzięki doświadczeniu ŚDM.

Świat w ciągu kilku ostatnich lat stał się bardzo niebezpiecznym i rozchwianym miejscem. Czy myśli Pan, że papież i Kościół planują, by wyszło z tej pielgrzymki papieskiej i ŚDM jakieś szczególne przesłanie?
Tak, już samo główne hasło [„Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”, Mt 5,7 – red.] wskazuje na to szczególne przesłanie. Właśnie w takich okolicznościach, gdzie tolerancja styka się z uprzedzeniami, otwartość z terroryzmem i przerażającą przemocą, potrzebne jest głośne mówienie o miłosierdziu, które naprawdę ma moc przemieniać serca. A czy jest lepsze miejsce na źródło tych przemieniających zmian w świecie niż Polska? Przecież to właśnie stąd ma wyjść iskra, o której Pan Jezus mówił św. Faustynie!

Co Pan sądzi o przeciwstawianiu sobie papieży Benedykta XVI i Franciszka? Pojawiają się głosy podważające ważność wyboru albo zarzuty herezji.
Wystarczy znajomość nauczania ostatnich poprzedników Franciszka, ich sposobu bycia (szczególnie Jana Pawła II) albo lepiej – znajomość historii papiestwa, żeby wiedzieć, iż trzeba być niezwykle ostrożnym z takimi opiniami. Co do ważności wyboru, niech wystarczy, że Benedykt XVI uznaje we Franciszku biskupa Rzymu. Trzeba życzliwie czytać Franciszka, nie chwytając za słówka, nie wyrywając z kontekstu i nie przypisując złych intencji, żeby nie niepokoić się wizją papieża-heretyka.

Największe wątpliwości i kontrowersje budzi ostatnia adhortacja o rodzinie i pewne symboliczne gesty, jak obmycie w Wielki Czwartek nóg muzułmanom czy kobietom. Jest też grupa osób, które uważają, że papież myli się w sprawie oceny gospodarki, ekologii, imigracji, islamu.
Formalnie w nauczaniu Franciszka ciężko doszukiwać się jakichś doktrynalnych nowości. Nawet w encyklice o ekologii. Adhortacja o rodzinie budzi emocje, rzeczywiście nawet różni kardynałowie wyciągają z niej inne wnioski. Ale spokojna lektura tekstu, niezakrzyczana medialnym hałasem, pozwoli odkryć w nim piękną, konkretną i życiową katechezę o małżeństwie. Jestem pewien, że o gościnie dla potrzebujących pomocy z krajów dotkniętych wojną i terroryzmem poprzedni papieże mówiliby tak samo jak Franciszek. Co do gospodarki i polityki – tu z papieżem można śmiało dyskutować, katolicka nauka społeczna nie jest dogmatem. Taki dialog może być twórczy i sprzyja dobremu rozwojowi idei.

Papież mówił na początku swojego pontyfikatu: idźmy na peryferie, zróbcie raban. Chyba jest w tym konsekwentny, ale czy skuteczny? Czy Kościół się wzmocnił czy osłabił przez ostatnie trzy i pół roku?
Skuteczność oceni historia. Trzeba pamiętać, że w historii zbawienia skuteczność mierzy się inną miarą. Jezus działał trzy lata, czynił cuda, formował apostołów, chodziły za Nim tłumy. A pod krzyżem zostały tylko dwie kobiety i przestraszony Jan. Myślę, że daje się odczuć, iż Franciszek chce być z ludźmi i dla ludzi. Że zależy mu na tym, by każdy doświadczył tego, co w przesłaniu Ewangelii jest najważniejsze – miłosierdzia. To wystarczy.

 

 



Źródło: Gazeta Polska

#Światowe Dni Młodzieży

Marcin Herman
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo