Lepsi ludzie kontra plebs. Casus Młynarskiej

  

Nazwijmy rzecz po imieniu: polskie gwiazdy i gwiazdeczki, celebrytki i celebryci to nie jest poziom Hollywood. To są w 99,9 proc. prowincjonalne sławy z prowincjonalnego kraju położonego nad dość zimnym morzem. I może dlatego – nie tak rzadko – poprawiają sobie samopoczucie kosztem reszty społeczeństwa.

Trochę na zasadzie: w głębi duszy wiemy, że jesteśmy jedynie bardzo lokalnymi sławami, że w rzeczywistości wielki splendor i luksusy na miarę krezusów show-biznesu nie są dla nas – więc odbijemy sobie na reszcie tutejszego społeczeństwa, obrażając je ile wlezie. To właściwie kolejna odsłona pogardy elit à la Rzeczpospolita. Tym bardziej paskudna, że bez życzliwości i sympatii całej masy zwykłych Polaków właśnie celebrytki i celebryci musieliby często szukać sobie zupełnie innych (i znacznie gorzej opłacanych) źródeł zarobkowania.

Smażony armagedon

Znaczne emocje wzbudził niedawno facebookowy wpis telewizyjnej gwiazdeczki Agaty Młynarskiej, która opisywała, na jaki dyskomfort narażają ją wakacyjne spotkania ze zwykłymi Polakami, których zbiorczo określiła serdecznym mianem „państwa Kiepskich”. Celebrytka nie szczędziła kąśliwości: „Podróż samochodem z Helu do Trójmiasta w lipcowy dzień potrafi trwać 6 godzin. We Władysławowie jest totalny armagedon – zjechali wszyscy państwo Kiepscy z rodzinami i przyjaciółmi, jedzenie jest drogie i przeważnie niedobre – ryby smażone na oleju niepierwszej świeżości, królują gofry i fryty. Wszędzie gra muzyka, w każdej knajpie faceci w gastronomicznej ciąży opędzają się od swoich dzieci i umęczonych żon. Wiadomo, dobry browar to podstawa! Wieje, pada deszcz i bywa zimno”.

Najpierw dwie drobniejsze uwagi. Jak widać przeciw pani Młynarskiej – niemal jak w stereotypowych opowieściach z czasów PRL‑u, wyjaśniających „obiektywne trudności gospodarcze” – jest nawet polski klimat. To naprawdę musi być męka dla tak subtelnej osoby, godnej najbardziej luksusowych plaż świata i machania kończynami na macie w towarzystwie Angeliny Jolie, że przyszło jej się urodzić w kraju o tak paskudnej aurze. Inna rzecz, że celebrytka tak naprawdę mniej się różni od rodaków niż sądzi: skoro pakuje się samochodem w korek, to sama też zwiększa ten korek. Dla kierowców, którzy stali za nią, była jeszcze jedną zawadą na drodze. Niby logiczne, ale wielu tego nie łapie. Tymczasem oferta kolejowa na linii Warszawa-Gdańsk-Hel jest obecnie naprawdę niezła i nieco ponad 200 zł w pierwszej klasie pendolino zdecydowanie skróciłoby czas podróży.

Nieestetyczni w raju

Niestety, pani Młynarska daje popis postawy, którą na własne potrzeby nazywam „celebryckim rasizmem”. Nie przesadzam: pani Młynarska buduje obraz zwykłych Polaków, który opiera się na podobnych figurach retorycznych, co obrazy Żydów w hitlerowskiej propagandzie. Absolutnie, celebrytka Młynarska nie wzywa do eksterminacji – za to współtworzy specyficzny przemysł pogardy w jego wersji „celebryckiej”. Przypomnijmy: w goebbelsowskiej propagandzie istniał określony estetyczno-etyczny wizerunek Żyda: był on zawsze podwójnie brzydki: fizycznie/biologicznie i etycznie.

Jacy są zwykli Polacy w obrazku naszkicowanym przez panią Młynarską? To „faceci w gastronomicznej ciąży” i ich „umęczone żony”. Ci nieestetyczni ludzie obżerają się i piją piwo. Z dalszego wywodu pani Młynarskiej można wywnioskować, że „chamstwo” niszczy „rajski kawałek Polski”. Pani Młynarska jest jednak lepszym człowiekiem, zapewne także moralnie/osobowościowo, a w dodatku niemal ma talent Osieckiej: jak się dowiadujemy, „w przebłyskach łaskawego słońca” ćwiczy wieczorną jogę na willowym tarasie. I tak kontrastują się światy: człowieka klasy A, czyli celebrytki Młynarskiej i ludzi klasy B, czyli „państwa Kiepskich”.
Ktoś powie: ale nad morzem jest popelina, są gofry, fryty, bezguście i chamstwo. Tak, to fragment wakacyjnej rzeczywistości. Tyle że gdyby telewizyjna gwiazdeczka nie oceniała świata z wysokości zadartego po celebrycku nosa, szybko by odkryła, że to zaledwie ułamek prawdy o rodakach, których tak łatwo obraża. Sam niedawno wróciłem znad naszego morza, z ustronnych okolic Krynicy Morskiej i z przyjemnością odkryłem, że Polacy jako letnicy – właśnie w takich dość skromnych pod względem infrastruktury, ale cudownych krajobrazowo i wypoczynkowo odludziach, są dla siebie grzeczni i serdeczni. Nie tylko mówią sobie „dzień dobry” w czasie spacerów, nie tylko chadzają na koncerty organowe, zwiedzają okoliczne muzea, nie tylko dbają o zdrowie (rowery, bieganie, chodzenie z kijkami), ale w dodatku nierzadko – to zdziwi panią Agatę – mężczyźni są szczupli i wysportowani, a kobiety wcale nie wyglądają na „umęczone”. I dodam – to zwykli Polacy, zwykłe rodziny, które odpoczywają w ośrodkach o podstawowym i przyzwoitym standardzie, w których doba kosztuje nie więcej niż ­40–60 zł.

Giętkie ciała, skostniałe umysły

Agata Młynarska już jakiś czas temu wpadła na to, że mogłaby się parać śmiałą krytyką społeczną, pryncypialnie uderzając w pomysły Prawa i Sprawiedliwości. Wcześniej zaobserwowała, że 500+ wyzwala w Polakach złe emocje, bo ona ma znajomych, którzy mają dwoje dzieci i to starsze ma pretensje do tego młodszego, że tamto będzie dostawało 500+. Było to tak głupie, że jedyny komentarz, jaki się nasuwał, brzmiał: widocznie środowisko, w którym obraca się pani Młynarska, ma problemy wychowawcze. Rozochocona własną błyskotliwością celebrytka tym razem postanowiła zająć się Polakami nad Bałtykiem. Ale na tyle skutecznie wkurzyła ludzi, że wywołała falę rozczarowanych, złośliwych i zasmuconych jej postawą komentarzy, że – doceńmy – przeprosiła: „Moją intencją nie było generalizowanie i w efekcie sprawienie komukolwiek przykrości. (…) Przepraszam zatem wszystkich, których mój wpis uraził lub dotknął, nie taki był mój zamiar”. No i pięknie, sprawa zamknięta. Ale czy na pewno?

Ktoś powie: po co zajmować się lokalną gwiazdką i jej celebryckimi dąsami. Myślę, że warto, bo na takich przykładach dobrze widać, jak pełniący obowiązki elit postrzegają polskie społeczeństwo, jak bardzo go nie lubią, choć często z niego żyją. Sam pochodzę z prowincji, mój kraj to dla mnie przede wszystkim Polska B i zwykli ludzie z wiosek, miasteczek, wielkomiejskich blokowisk, a nie nadająca ton debacie publicznej warstewka inteligencji i bardzo dobrze zarabiających ludzi z metropolii. Wkurza mnie niepomiernie „kultura wielkomiejskiej pogardy”, która składa się właśnie z takich drobnych złośliwości i impertynencji, jakie raczyła opublikować celebrytka Młynarska. To wszystko są kolejne cegły w murze: wielkomiejskiej arogancji i ignorancji wobec ludzi, którzy czasem muszą oszczędzać przez cały rok, żeby wyjechać z rodzinami, ze swoimi dziećmi na tygodniowe czy dwutygodniowe wakacje. Odczepcie się od nich, „lepsi ludzie” – dość giętcy na ciele dzięki jodze, a tak beznadziejnie skostniali umysłowo za sprawą swoich „elitarnych” fobii.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl