Polsko-francuska grupa oszustów zyskała międzynarodowy rozgłos po ujawnieniu skali przestępstw, których dopuścili się jej członkowie. Cyberprzestępcy wyłudzili w sumie ponad 30 mln zł. Ich celem byli głównie zamożni przedsiębiorcy.

Największy rozgłos cyberprzestępcom przyniosła sprawa milionera, którego oszustom udało się nakłonić do... walki z terroryzmem. Mężczyzna przekonany, że wspiera francuski resort obrony przelał 5 milionów euro darowizny. Pieniądze miały zostać przeznaczone na walkę z terrorystami, tymczasem trafiły na konto w Polsce.

Prokurator Mariusz Marciniak, z pomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Gdańsku tłumaczy, na czym konkretnie polegały metody stosowane przez oszustów.

- Oszustwa, na łączną kwotę blisko 7 milionów euro, polegały na wyłudzaniu pieniędzy metodą na tzw. CEO FRAUD (Chief Executive Oficer Fraud), znaną też, jako BEC FRAUD (Business Email Compromise Fraud), polegającej na podszywaniu się pod dyrektora lub inną osobę faktycznie istniejącą w pokrzywdzonej organizacji, a następnie nakłanianiu wytypowanych osób do niekorzystnego rozporządzenia ich majątkiem – najczęściej poprzez kierowanie przelewów pieniężnych na wskazane przez przestępców rachunki. Podejrzani wykazywali się przy tym dobrym rozpoznaniem procedur, obowiązujących w „atakowanych” firmach. Stosowali także specjalne narzędzia hakerskie – mówił portalowi tvp.info prok. Marciniak.

Na trop szajki wpadli funkcjonariusze z CBŚP. W toku śledztwa ustalono, że w Polsce, Francji i Niemczech już od czerwca 2015 roku działa świetnie zorganizowana grupa oszustów.

Członkowie grupy wpadli w ręce policji. Lider polskiej części szajki wpadł w chwili, gdy pojawił się w Warszawie, aby wypłacić część pieniędze przesłanych przez nieświadome jeszcze niczego ofiary.
Mężczyznom grozi od 6 miesięcy do 15 lat więzienia.