Jak cały stadion we Wrocławiu na złość sowietom kibicował Portugalii. Grała z Polską

Piotr Lisiewicz

Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

Kontakt z autorem

  

Tak silna była za komuny nienawiść polskich kibiców do Moskwy! W 1983 r. cały stadion we Wrocławiu kibicował Portugalii w meczu z Polską. Dlaczego? Bo Polska i tak już nie miała szans awansować do ME, a zwycięstwo Portugalii dawało jej szanse na wyeliminowanie Związku Sowieckiego. - Podkręciliśmy publiczność tak, że Stadion Olimpijski wył „Portugalia!” – wspomina Roman Zieliński, redaktor portalu Fan Śląsk, który był uczestnikiem tamtych wydarzeń.

Zieliński tak wspomina nastroje przez tamtym meczem we Wrocławiu:

Otóż Polska nie miała już na awans najmniejszych szans. Niemal pewnym awansu była ekipa Związku Sowieckiego. A Związek Sowiecki, czyli rosyjskie imperium komunistyczne było w Polsce powszechnie znienawidzone. Tym bardziej, że wszystko odbywało się jesienią 1983 roku, kilkanaście miesięcy po wprowadzeniu w Polsce przez komunistów stanu wojennego – wojny z polskim narodem, co odbierano jako kolejny dowód przypodobania się sowietom.


Jak wyjaśnia sytuacja w tabeli grupy zaskoczyła komunistów, którzy zawsze robili wszystko, by unikać powstawania sytuacji zapalnych:

„Sytuacja sportowo wyglądał następująco: do rozegrania zostały dwa mecze. Polska – Portugalia i Portugalia – ZSSR. Aby sowieci nie weszli do ME musiało się zdarzyć tak, że Portugalia wygrywa w Polsce, a następnie wygrywa u siebie z sowietami. Jakikolwiek inny wynik w tych dwóch ostatnich meczach premiował kacapów”.


Wrocław był w latach 80. jednym z miast, w którym odbywało się najwięcej antykomunistycznych manifestacji i zadym. Podczas niektórych z nich wznoszono barykady, a walki trwały wiele godzin. Tu narodziła się Solidarność Walcząca. A w manifestacjach brało udział wielu kibiców Śląska Wrocław. Jak pisze Zieliński, mimo to:

„Na swoje nieszczęście rozegranie meczu wyznaczono na Wrocław. Raczej nie było to działanie celowe, gdyż decyzje o lokalizacji spotkań międzypaństwowych zapadają znacznie wcześniej, nikt nie mógł przewidzieć, że gdy pojedynek się będzie odbywał, to zostanie on rozegrany w takich okolicznościach. Ale organizatorzy wpadli w pułapkę, której nie podejrzewali. Podkręciliśmy publiczność tak, że Stadion Olimpijski wył „Portugalia”. Nie był to objaw miłości do kraju, który wtedy wydawał się tak samo odległy jak Australia czy Argentyna. To z nienawiści do sowietów. A gdy Portugalczycy zdobyli bramkę, na trybunach zapanowała euforia, jakby to Polska wygrywała ważny mecz”.


Roman Zieliński przytacza też wiele ciekawostek związanych z tamtymi wydarzeniami. Do najbardziej zaskoczonych należał kapitan reprezentacji Polski oraz kompletnie wygłupieni Portugalczycy:

„Najbardziej się wk…ł piłkarz Śląska, Waldemar Prusik, który w tym spotkaniu miał opaskę kapitana drużyny. Chłop myślał, że „jego” publika nie będzie patrzeć na społeczne tło wydarzeń, a tu taki klops. Portugalczycy nie ukrywali swojego zdziwienia. Mówili coś, co na dzisiejszy język poprawności politycznej byłoby wyrażone hasłem „łączy nas piłka”. Tym bardziej byli zadowoleni, że wygrali 1-0. A ostatecznie po zwycięstwie z sowietami awansowali do mistrzostw Europy 1984”.

Jak wszystko wskazuje, komunistyczne władze mocno zdenerwowały się tym, że polscy kibice zapałali taką sympatią do Portugalii. I postanowiły ukarać Wrocław.

W PZPN-ie ten fakt nie uszedł uwadze. Później długo Wrocław nie dostawał żadnych imprez tego typu, choć jak na ówczesne standardy Stadion Olimpijski był jednym z najlepszych w Polsce

- pisze Roman Zieliński.

Link do tekst portalu Fan Śląsk: http://fanatik.ogicom.pl/?p=7292
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Świadek ws. Grodzkiego: "Było to ok. 4-5 tys. zł. Wręczyłem je w kopercie" - NAGRANIE

/ Filip Błażejowski/Gazeta Polska

  

Tomasz Grodzki wziął pieniądze od umierającej kobiety - twierdzi w rozmowie z dziennikarzem Niezalezna.pl jej mąż. To nowy świadek w aferze kopertowej. Za Radiem Szczecin publikujemy nagranie rozmowy z mężczyzną.

Pani Iwona trafiła do szpitala Szczecin-Zdunowo w 2011 roku. Chorą zajmował się prof. Tomasz Grodzki.

Mąż kobiety - pan Jacek - przebywał w szpitalu sześć miesięcy i opiekował się żoną. Jak twierdzi, w tym okresie wydał ponad 10 tysięcy złotych, płacąc personelowi medycznemu za lepszą opiekę dla żony.

Czasami płaciłem pielęgniarkom 200 zł za noc, żeby się opiekowały żoną. Po jakimś czasie dostałem propozycję, że jak zapłacę 15 tys. zł, profesor podejmie się operacji. Powiedziałem, że nie mam tyle pieniędzy, bo przebywam od pół roku głównie w szpitalu

- relacjonuje mąż pacjentki.

Jak twierdzi pan Jacek, operację wykonał prof. Tomasz Grodzki, który przyjął od niego kopertę.

Zaniosłem, ile miałem. Nie pamiętam… Było to ok. 4-5 tys. zł. To były zarówno złotówki, jak i dolary, które dostałem od rodziny. Wręczyłem je w kopercie. Prof. Grodzki nie przeliczył. Nawet pustą kopertę by wziął

- mówi pan Jacek.

Pacjentka zmarła kilka miesięcy po zabiegu wykonanym przez prof. Tomasza Grodzkiego. Miała 54 lata.

To kolejny świadek utrzymujący, że Grodzki jako lekarz brał pieniądze od swoich pacjentów. Marszałek Tomasz Grodzki konsekwentnie zaprzecza, jakoby przyjmował jakiekolwiek korzyści majątkowe.

Poniżej nagranie rozmowy z panem Jackiem, opublikowane przez Radio Szczecin:

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts