Opozycja coraz bardziej ośmiesza się na arenie międzynarodowej. Ciągłe wycieczki do europarlamentu uskuteczniane przez Ryszarda Petru i Mateusza Kijowskiego najwyraźniej przynoszą skutek odwrotny od zamierzonego. Nawet eurodeputowani Europejskiej Partii Ludowej, w której skład wchodzi w PE również Platforma Obywatelska i PSL  są już mocno poirytowani naleganiem na debatę o Polsce.

Najnowsza relacja korespondentki RMF FM Katarzyny Szymańskiej-Borginon z Brukseli nie pozostawia złudzeń. Posłowie w europarlamencie mają już dość ciągłych wizyt przedstawicieli polskiej opozycji, którzy nalegają na organizowanie na forum międzynarodowym debaty o sytuacji w Polsce.

Parlament Europejski uznał, że debata nie ma sensu, ponieważ w Polsce nie dzieje się teraz nic niepokojącego. Trwa proces legislacyjny dotyczący zmian w Trybunale Konstytucyjnym, a Unia Europejska ma teraz na głowie o wiele poważniejszy problem – wyniki brytyjskiego referendum ws. Opuszczenia unijnych struktur.

- W sytuacji, gdy Brytyjczycy zagłosowali za wyjściem z UE kolejna debata by była tylko wodą na młyn dla eurosceptyków - usłyszałam od jednego z zagranicznych z członków grupy Europejskiej Partii Ludowej. Przyznał, że zaczynają trochę irytować ci w PO, którzy by chcieli załatwiać wewnętrzne spory przenosząc je na unijne forum. Niech rozwiązują te kwestie w polskim parlamencie – relacjonuje korespondentka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon.

Eurodeputowani zastanawiają się również, o co może chodzić Ryszardowi Petru i Mateuszowi Kijowskiemu, którzy w ostatnim czasie regularnie odwiedzali europarlament. Ostatnio Kijowski widział się nawet z szefem Parlamentu Europejskiego i szefem socjalistów Giannim Pittellą. Niczego jednak nie wskórał. Usłyszał nawet podobno, że co prawda Parlament Europejski popiera współpracę z organizacjami pozarządowymi, pod warunkiem, że są one „rzeczywiście niezależne”.

Kubeł zimnej wody na głowę Kijowskiego wylano również przypominając mu, że „w Polsce odbyły się przecież demokratyczne wybory”.