Od ośmiu lat trwa proces, w którym znany biznesmen Piotr B. zasiada na ławie oskarżonych. Chodzi o upadek Banku Staropolskiego. Do dziś nie zapadł wyrok i być może nigdy to nie nastąpi. Pojawiła się bowiem groźba rozpoczęcia sprawy od początku, a wtedy raczej zabraknie czasu, by ją zakończyć, zanim zarzuty się przedawnią.

61-letni dzisiaj Piotr B., biznesmen, bankier, dawniej ważna persona nie tylko w Poznaniu, jeszcze pod koniec zeszłego stulecia należał do najbogatszych Polaków, a w latach 1993–1996 nawet doradzał ówczesnemu premierowi Waldemarowi Pawlakowi. Jego kariera legła w gruzach wraz z upadkiem Banku Staropolskiego, któremu szefował. Wybuchł skandal, bo dziesiątki tysięcy klientów straciły oszczędności życia.

W maju 2000 r. funkcjonariusze Urzędu Ochrony Państwa zatrzymali B., a prokuratura złożyła wniosek o jego tymczasowe aresztowanie. W sądzie doszło do dramatycznych wydarzeń – bankier przeskoczył balustradę na drugim piętrze i upadł na betonową posadzkę. Cudem przeżył, ale odniósł poważne obrażenia.

Akt oskarżenia dotyczący bankructwa Banku Staropolskiego trafił w 2008 r. do Sądu Rejonowego w Poznaniu. Pierwszy proces trwa do dziś. Osoby znające materiał dowodowy przyznają, że to gigantyczna i bardzo skomplikowana sprawa, akta liczone są już w setkach tomów, a załączniki zajmują niemal cały pokój specjalnie dla nich przeznaczony (dzisiaj taka afera toczyłaby się w sądzie okręgowym, ale wówczas przepisy były inne). Dotychczas terminy rozpraw wyznaczano często, ale i tak nie udało się doprowadzić sprawy do końca. Co gorsza, od kilku miesięcy tkwi w miejscu, bo niespodziewanie pojawił się problem.

Bardzo poważnie zachorowała ławniczka. Jej stan zdrowia uniemożliwia uczestnictwo w posiedzeniach, a przewodniczący składu orzekającego znalazł się w patowej sytuacji.

– Bez ławniczki proces nie może się toczyć, a zapasowego ławnika nie ma – przyznaje „Codziennej” sędzia Aleksander Brzozowski z Sądu Okręgowego w Poznaniu. – Powołanie nowej osoby wiązałoby się jednak z rozpoczęciem procesu od początku, a obecny jest na tak zaawansowanym etapie, że decyzja jest trudna do podjęcia – przyznaje.

W końcu jednak musi zapaść. Jeśli w ciągu kilku najbliższych tygodni lekarze nie pozwolą, aby ławniczka wróciła na salę rozpraw, wtedy nie będzie wyjścia – proces B. trzeba będzie rozpoczynać od odczytania aktu oskarżenia. Groźba przedawnienia stanie się więc bardzo realna.